Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chase. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chase. Pokaż wszystkie posty

25.04.2020

30.2. Wiara, nadzieja i miłość

"Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystko pokłada nadzieję (...). Miłość nigdy nie ustaje. Teraz więc pozostaje wiara, nadzieja, miłość, te trzy; lecz z nich największa jest miłość"
- Paweł z Tarsu, 1. List do Koryntian


IX – WIARA

Minęły niespełna dwie doby od pełni, a Remus Lupin, nastoletni wilkołak, opuścił skrzydło szpitalne i wybrał się na spokojną, zimową przechadzkę po błoniach. Dzień był słoneczny, ale mroźny. Śnieg prószył przez całą noc i ustał gwałtownie nad ranem, jakoby spóźniony scenograf, który przygotowywał baśniową scenerię na świętego Walentego. Szron okrył pnie drzew i wyrysował finezyjne wzory na oknach zamku. Gałązki ogołoconych drzew dostojnie kołysały się, otrzepując z białego puchu, a ptaki wylatujące z sowiarni, zrzucały z parapetów i rynien kryształowe sopelki lodu. Był to jeden z tych dni, kiedy Hogwart wydawał się raczej wytworem wyobraźni niżeli rzeczywistą placówką.
Remus uśmiechnął się w stronę swojej towarzyszki. Colette Angelo, w swoim drogim futrze w biało-czarne cętki sięgającym jej do stóp, razem z jej szaroplatynowymi włosami i zaróżowioną cerą, idealnie pasowała do tej śnieżnej, wyśnionej odsłony Hogwartu. Obydwoje spacerowali w milczeniu już od kilkunastu minut. Lupin miał w głowie całkowity mętlik, a nawet coś na kształt niepokoju, kiedy zobaczył swoją koleżankę kilkanaście minut temu w Sali Wejściowej, jednakże w tej chwili, w miarę spędzania z nią kolejnych minut, całe to napięcie uleciało z jego duszy, a on poczuł błogi spokój, taki, jaki czuje się podczas zasypiania.  Było tyle rzeczy, o które chciał wtedy zapytać!
— Ty wiesz – powiedział cicho, bardziej do siebie niż do dziewczyny. 
Tak.
Bree była bardzo domyślna, jak zawsze zresztą, kiedy z nim rozmawiała.
— Od razu wiedziałam, kim jesteś – od pierwszej chwili, kiedy zobaczyłam cię na sylwestrze u Potterów. Był w moim życiu moment, kiedy ojciec bardzo obawiał się, że zaatakuje mnie Fenrir Greyback. Wtedy bardzo uczulił mnie na cechy wilcze. Dzięki temu…mam teraz pewną intuicję, tak sądzę.

12.09.2016

29.1. Furia

„Furia – rzymski odpowiednik greckiciej bogini zemsty, erynii. Wysłuchiwała skarg wnoszonych przez śmiertelników na zabójców i wymierzała sprawiedliwość tam, gdzie nie wymierzyła jej rodzinna wendetta.  Ponieważ nie należało wymieniać jej imienia, nazywano ją również Łaskawą.”




#1
Dzień przed ROZPRAWĄ, Camberwell, Londyn.
O Maudsleyu, londyńskim szpitalu psychiatrycznym, można było powiedzieć (aczkolwiek bez przekonania), że cieszy się dobrą sławą; nazbyt dobrą, jak na zakład swojego sortymentu. Mieścił się on w wewnętrznej dzielnicy miasta i współpracował z tutejszym uniwersytetem, a na przełomie lat tak wtopił się w architekturę stolicy, tak zaaklimatyzował, i tak nasiąknął jej powietrzem, iż połączyły go z nią względy niemal równie ścisłe, jak West End, Big Ben czy pałac Buckingham. W ciągu dnia przewijały się obok niego miliony mieszkańców, turystów, studentów, pracowników, mugoli i czarodziejów, a większość z nich w ogóle nie zdawała sobie sprawy z tego sprawy, bo nie było to miejsce sławne ani obecne w każdym numerze The Timesa. Chociaż za jego ścianami tkwili najbardziej nieobliczalni ludzie z całych Wysp Brytyjskich, w Maudsleyu stawali się nieszkodliwi jak baranki, słabi i trzymani na kagańcu, a niepodobne, że ich los miałby się odmienić, nie posiadali bowiem ani wzorców ani motywacji, ani nawet energii czerpanej ze straszenia ludzi.  

25.08.2016

28.2. Zmiany i układy

"Zmiana lo­su choćby jed­ne­go człowieka może zniszczyć świat" 
- Terry Pratchett




Niespodziewana wiadomość o śmierci Finna momentalnie przywróciła Jamesowi jego dawny wigor, gwałtowność i żywotność, niczym kubeł lodowatej wody orzeźwiła go, ocknęła i przerwała niekończący się stan uczuciowego odrętwienia, jednym, gwałtownym zamachem nakazała mu przestać szamotać się w mętnych, odurzających emocjach i wrócić ponownie do wiecznej gotowości i żądzy działania. Zostawił Lily samą bez żadnych dodatkowych ckliwych i niezręcznych słówek, zostawił ją i pognał z Mary, chociaż tym razem przyświecał mu zupełnie inny cel, a jego nietakt uzasadniony został usprawiedliwiającymi motywami. James był tego rodzaju człowiekiem, że niespodziewanie wieści zamiast zwalać go z nóg, obezwładniać i wytrącać wszystkie silne karty, motywowały go do działania, pomagały zapomnieć o ciężkiej przeszłości i powrócić do stałego, intensywnego trybu życia. Lily z kolei reprezentowała ten pierwszy typ – ten, który najpierw musi się pozbierać i wszystko spokojnie przeanalizować, a dopiero potem poczynić odpowiednie kroki.

12.08.2016

28.1. Zmiany i układy

Poprzednio w HzTL

Mary McDonald snuje wielką, zawiłą intrygę, która kończy się tym, że zmanipulowana Lily sprzedaje Jamesa na piśmie jednej z Piękności, Jessice, a w zamian - oczywiście wtajemniczony w intrygę - Dorian opowiada jej o przeszłości Jamesa, o jego toksycznym związku z Mary i tym, że brał on udział w wypadku pani Chamberlain wskutek którego doznała silnych poparzeń.
Hestia traci pamięć przez uderzenie zaklęciem jednorazowym z medalionu swojej matki. Okazuje się, że wówczas zaszła w ciążę ze swoim chłopakiem, Jaydenem Rasakiem. Równolegle do szkoły przyjechał jej były chłopak, Chase, który pomimo wyraźnej fasynacji Emmeliną, wciąż wierzy w powrót do Hestii.
Isaac i Jo porywają Lily do domu matki Isaaka, półelfki Shelby. Lily staje się zmiennokształtną, czego - zdaniem elfki Luthien - nie można było uniknąć, bo inaczej proces otwarcia i zniszczenia Medalionu Prewettów mógłby zakończyć się dla niej tragicznie. W razie, gdyby zniszczenie medalionu okazało się awykonalne, Lily powinna nauczyć się podstaw animagii, o której lekcję musi prosić Syriusza. 
Do Hogwartu przybywa siostra Emmeliny, Diana, która studiuje kryminologię. Została ona zatrudniona przez redaktora naczelnego Proroka Codziennego do odkrycia zabójcy Calliope Meadowes, po tym jak odkryła, kto stał za aferą Związku Quidditcha w latach 50.
Marlena zostaje zmuszona przez matkę do rozglądania się za bogatym kandydatem na męża, z kolei jej bliska kuzynka, Alicja Rowle, zmaga się z nieprzychylną opinią swojej rodziny, co do jej wybranka, Franka Longbottoma. Jakby tego było mało, wiele lat temu rodzina Rowle zawarła intercyzę z rodziną Travers (Mason), obiecując rękę Allie Alexandrowi Masonowi. Marley postanawia więc kryć parę, udając dziewczynę Franka. Dzięki temu wpada w towarzystwo tej pary i poznaje młodszą siostrę Alexandra, lesbijkę Natashę 
Dedykacja dla Lady U.P.Z.K.C.N.

"Zmiana lo­su choćby jed­ne­go człowieka może zniszczyć świat" 
- Terry Pratchett

Bonnet Casino w Calais, Francja
Nick McDonald zawsze czuł sentyment do Francji. Chociaż on, jego cztery siostry, rodzice, dziadkowie i być może jeszcze pradziadkowie przyszli na świat w Paryżu, uczyli się indywidualnie, wzgardzając Hogwartem, a na wakacje zamiast do Kornwalii woleli wybrać się nad Lazurowe Wybrzeże – to jednak rodzina McDonaldów była niezwykle dumna ze swoich brytyjskich korzeni, nie odpuszczała dzieciom nauki angielskiego, a domowa biblioteka zapełniona została dziełami jedynie anglosaskich uczonych. McDonaldowie przejęli tradycje, obejście i mentalność Francuzów – jadali jak oni, bawili się jak oni, żyli i prowadzili się jak oni – ale jednak duchem pozostawali wierni Wielkiej Brytanii, uwielbiali w nudne popołudnia rozwodzić się nad paryskimi nieudogodnieniami i francuskim pospólstwem, często też zapowiadali swój rychły powrót w rodzime strony.
Nick nigdy taki nie był. Zawsze czuł się o wiele bardziej Francuzem niż Brytyjczykiem, o wiele bardziej Paryżaninem niż Kornwalijczykiem czy Brightończykiem – i, dokładnie przeciwnie, podczas pustych, monotonnych dni w Ministerstwie wyobrażał sobie czasy upragnionej emerytury i powrotu do francuskich wygód i obyczajów. Logiczne więc było, że kiedy został wypędzony z kraju, miasta i pracy, kiedy zaczął obawiać się o swoją własną niezmąconą, sielankową przyszłość i musiał natychmiast wynieść się gdzieś na trochę; wybrał Francję.

27.07.2016

27.2. Huncwockie Gody

„Żyli w dwóch odmiennych światach, ale podczas gdy on chwytał się rozpaczliwie wszystkich możliwych sposobów, aby zmniejszyć dzielący ich dystans, ona nie zrobiła niczego, co nie prowadziłoby w kierunku wprost przeciwnym. Upłynęło wiele czasu, zanim odważył się pomyśleć, iż owa obojętność nie była niczym innym jak pancerzem przed strachem.”
- Gabriel García Márquez, Miłość w czasach zarazy
9.
Piątek.
Już po raz czwarty, bo od wtorku i co za tym idzie od znacznego ocieplenia się relacji Remusa i Bree, ci dwoje zawsze towarzyszyli sobie podczas śniadań i zgadzali się co do tego, że cudownie byłoby, gdyby ten zwyczaj stał się ich tradycją do końca Hogwartu. Obydwoje jadali z rana to samo – słodziutkie croissanty z marmoladą maczane w pachnącej gorącej czekoladzie; a jeśli podobne nawyki u Bree można usprawiedliwić francuskim pochodzeniem, to Remus po prostu przepadał za słodyczami i z wielką przyjemnością zapomniał o brytyjskich smażonych jajkach i gorzkim dżemie ze skórek pomarańczy.

23.07.2016

27.1. Huncwockie Gody

Poprzednio

Lily opowiada Hagridowi o ostatnich wydarzeniach. Wskutek przegrania zakładu (Urodziny "Mojej Dziewczyny") Lily obiecała Jamesowi randkę, co w opinii publicznej uczyniło ich parą. Lily stara się podejść do nowej sytuacji zdroworozsądkowo i sprawdzić, jak jej i Jamesowi pasuje bycie ze sobą. Wszystko psuje się, kiedy w ich sprawy wtrąca się Mary i wykorzystuje Piękności w swojej intrydze. Evansówna nie zdaje sobie sprawy z tego, że wpadła w pułapkę i podpisuje cyrograf, który obliguje ją do zmuszenia Jamesa, by pocałował jedną z Piękności, Jessikę. Ona z kolei ma pomóc Lily wydobyć pewną tajemnicę od Doriana, tajemnicę, która dotyczy związku Mary i Jamesa. Dorian wie o całym przedsięwzięciu doskonale, bo w swoje plany Mary wtajemniczyła go wieki temu, już w rozdziale 21. 
May Potter wraca z odwyku do Hogwartu, wypuszczona znacznie przed czasem. Tuż za nią przyjeżdżają państwo Potter oraz siostra Emmeliny, Diana, która ma w Hogwarcie do załatwienia pewną sprawę. Remus rozpoznaje Bree jako swoją przyjaciółkę z dzieciństwa i córkę szefa jego ojca. Z kolei Emmelina, która zatraciła się w zemście, obawia się, że mogła odurzyć Dorcas eliksirem miłosnym. 


„Żyli w dwóch odmiennych światach, ale podczas gdy on chwytał się rozpaczliwie wszystkich możliwych sposobów, aby zmniejszyć dzielący ich dystans, ona nie zrobiła niczego, co nie prowadziłoby w kierunku wprost przeciwnym. Upłynęło wiele czasu, zanim odważył się pomyśleć, iż owa obojętność nie była niczym innym jak pancerzem przed strachem.”
- Gabriel García Márquez, Miłość w czasach zarazy
1.
Noc z czwartku na piątek.
Gdyby nie szereg dość niefortunnych okoliczności – takich jak potencjalne odurzenie Amortencją, mało entuzjastyczna, lakoniczna notka oraz utrzymujące się od dłuższego czasu uprzedzenie, rozczarowanie i krępacja względem jej autora –  Dorcas byłaby o wiele bardziej podekscytowana perspektywą nocnego spotkania z profesorem Argentem. Nie miała zamiaru lekceważyć jego zaproszenia, nieważne, jak nieuprzejme i oszczędne było – nie pozostawało jednak tajemnicą, że wolałaby w tym momencie spać sobie w męskim dormitorium numer sześć i wdychać zapach Syriusza. Bardziej z racji dobrego wychowania niż faktycznego zaciekawienia, co ma jej do przekazania młody auror, Dorcas wyczołgała się z łóżka w środku nocy, nałożyła uszytą niedawno podomkę i wymknęła się z dormitorium żeńskiego numer cztery.
O drugiej nad ranem ziąb w zamku robił się nie do wytrzymania – jakby tego było mało, co chwila jakiś poltergeist-żartowniś otwierał na oścież okiennice, wpuszczając na Dorcas mnóstwo śniegu i podmuchy zamrażającego jej wnętrzności wiatru. Modliła się, żeby nie zostać nakrytą i ubolewała, że nie mogła powiedzieć nikomu – powiedzieć Syriuszowi – o tej wycieczce. Czułaby się o wiele pewniej, gdyby ktoś o wiele bardziej zmyślniejszy w czarach rzucił jakieś zaklęcie niewidzialności czy chociaż przetransmutował jej podomkę w gruby sweter.
Zbiegła z jeszcze kilku schodów i przecięła jeszcze kilka korytarzy, zanim trafiła pod drzwi gabinetu Liama, czując dziwny, gryzący niepokój. Przez chwilę wahała się, czy zapukać czy nie.
— Wejdź! – krzyknął Argent, zanim zdołała zebrać się w sobie i uderzyć pięścią o drzwi.
Jednak nie taki kiepski z niego Auror.

28.06.2016

26. "Zdrada"

"Natychmiastowa karma cię dopadnie"
-John Lennon, Instant Karma



Krople deszczu tłukły bezlitośnie o parapety, niczym grad armat rozsadzających kadłub statku. Akompaniował im wiatr, którego podmuchy ze świstem otwierały i zamykały nieszczelne okna chatki gajowego, wsypując przez szpary płatki bielutkiego, zimnego śniegu. Zapach melisy i rumianku tańcował w tęgim, lodowatym powietrzu i otumaniał zmęczony umysł Lily i Hagrida do tego stopnia, że ani gajowy nie mógł dostrzec przyczyny wizyty siedemnastoletniej Gryfonki, ani sama dziewczyna nie potrafiła mu jej podać.
Był piątkowy wieczór, godzina po ciszy nocnej i w dodatku sam środek wielkiej śnieżycy i zawieruchy. Leśne zwierzęta, w świetle dnia ukrywające się w grotach i jaskiniach Zakazanego Lasu, teraz zapuściły się niebezpiecznie blisko błoni i zamkowych areałów. Oczami wyobraźni Lily widziała polujące centaury i skąpane w śniegu bielutkie jednorożce, i pomyślała, że chciałaby cieszyć się z upragnionej samotności i świętego, nocnego spokoju, do tego stopnia, jak one.
W oddali zawył wilk, a Gladius cały się najeżył i wbił pazury w długi, kaszmirowy sweter Lily, pozostawiając jej blizny na brzuchu. Dziewczyna podrapała go za uchem, mimo bólu przytulając do serca, jako że kot był ostatnią istotą (no, oprócz Hagrida oraz jej współlokatorek), która pozostała jej jeszcze na tym okrutnym świecie.
— Hagridzie, moje życie towarzyskie jest już skończone – chlipnęła, pociągając dramatycznie łyk herbaty. Rozmazany tusz do rzęs wymalował na jej policzkach podłużne, szarografitowe wodospady zgryzoty. – Straciłam już wszystko. Nie mam już nikogo. Żadnych prawdziwych przyjaciół… żadnych fałszywych przyjaciół… nie mam już nawet niego, Hagridzie! Zawsze go miałam. On… on był zawsze przy mnie.

3.04.2016

24.3. Urodziny Mojej Dziewczyny

"A zresztą... czym są urodziny? Dziś są, jutro ich nie ma..."
- Kłapouchy, Kubuś Puchatek A.A.Milne'a


♥♥♥

Emmelina i Chase tańcząc, przypominali Księcia i Kopciuszka na balu w pałacu, tam, gdzie się poznali i gdzie Kopciuszek zgubił pantofelek. Od samego początku zaległo pomiędzy nimi milczenie, jednak nie krępujące, ciążące ani niewygodne, tylko raczej naturalne, spokojne i ciepłe, takie, jakie łączą z tańcem szczególne względy. Łagodna, melodyjna muzyka dodawała ich ruchom gracji, a kołyszące się wokół pary roztaczały nad nimi przytulny, intymny krąg. Można by rzec, że atmosfera była idealna – jednak niezwykle ciężko docenić takowy komfort, kiedy co jakiś czas dopada cię gryzący niepokój – zupełnie jak oczekiwanie na północ i pryśnięcie czaru Wróżki Chrzestnej. Nawracające myśli o babeczkach, eliksirach i efemerycznych, nieprawdziwych uczuciach, za które Emmelina niedługo mogła stać się odpowiedzialna, prześladowały dziewczynę tak uporczywie, że co parę chwil przegrywała potyczkę z dławiącą goryczą i pozwalała jej przez siebie krzyknąć.

6.03.2016

24.2. Urodziny Mojej Dziewczyny

"Ale zresztą... czym są urodziny? Dziś są, jutro ich nie ma..."
-Kłapouchy, Kubuś Puchatek A.A.Milne'a

Retrospekcja, 30 stycznia 1976
Ten dzień utarł się wyjątkowo mocno w jej pamięci, zupełnie jakby ktoś wymalował go na płótnie jej umysłu, powielając każdy szczegół i detal za pomocą ruchów niewidzialnego pędzla. Pamiętała najmniejszy pogłos i dźwięk, zapach styczniowego powietrza, wieczorną temperaturę, czarne niebo świecące milionem bladych świecidełek, i pamiętała, że wtedy to wszystko idealnie ze sobą współgrało. Idealne plenery zwykły towarzyszyć bolesnym wspomnieniom.
Siedziała na parapecie jednego z hogwarckich krużganków i pocierała otwartymi dłońmi o ramiona, ogrzewając powoli swoje zziębnięte ciało. W zamku paliły się światła, a radosna wrzawa unosiła się w powietrzu wprost z Wieży Gryffindoru. Co jakiś czas kolejna salwa śmiechu albo wiwaty na cześć Huncwotów dolatywały do jej uszu, a choć okazjonalnie ktoś wznosił toast za jubilatkę, Lily starała się nie myśleć, z czyjego powodu tego wieczoru odbyła się zabawa. Mary wyraziła się wystarczająco dosadnie – to jedynie profanacja jej urodzin, przykrywka, żeby „nasi chłopcy” mogli sobie trochę popić i popuścić. Zresztą, to były jedne z milszych słów, które usłyszała tego dnia z jej strony.

22.11.2015

24.1. Urodziny "Mojej Dziewczyny"






„Frajwędruj, Alicjo”
- Szalony Kapelusznik, Tim Burton


„Ale zresztą… czym są urodziny? Dziś są, jutro ich nie ma.”
-Kłapouchy, A. A. Milne



30 stycznia, 1972
Kochany pamiętniczku,
Wczoraj pisałam o moim planie na zorganizowanie imprezy-niespodzianki dla Lily. No cóż… Nie wyszło. Powiedziałam Mary z samego rana, że planowanie wszystkiego na ostatnią minutę nie ma sensu. Ale ona się uparła. Jedyne co udało nam się przygotować, to kilka przebitych balonów i nietrzymające się sufitu serpentyny. Aha, i wyskoczyłyśmy zza fotela, wrzeszcząc z całym Pokojem Wspólnym „niespodzianka”. Nie dość, że wyglądało to fatalnie, to jeszcze niezbyt się udało, bo Lily usłyszała o naszym planie na zaklęciach, kiedy razem z Mary zastanawiałyśmy się, jak załatwić tort.
Powiedziała, że fakt, iż rozmawiam z Mary jest na tyle dziwny, że musiała dociec o co chodzi.

Lily dla własnego dobra powinna zrezygnować z tej podejrzliwości. 


Emmeline Issabelle Titanic


30 stycznia, 1973 
Peter puścił parę z ust. Mówiłam wieki temu, że trzeba mu zaszyć jadaczkę, a najlepiej w ogóle go ukamienować, ale nikt nie słucha mądrzejszych.
Naprawdę myślałam, że po tym, jak usuniemy te wszystkie homo nie bardzo sapiens jak Hipcia i Wydra [która postanowiła uszyć dla Lily spódniczkę na urodziny (Merlinie, kiedy do Meadowes wreszcie dotrze, że nikt jej nie lubi?), paplała o tym przez cały czas, ZWŁASZCZA WTEDY kiedy w pobliżu była Lily] może zajdziemy dalej niż rok temu.

Nawet nie chcę mi się tego komentować.

Mary McDonald



30 stycznia, 1974
Ach, a byliśmy tak blisko! Przygotowywanie rozpoczęłyśmy już tydzień wcześniej – zamówiłyśmy tort w Miodowym Królestwie, taki, jaki Lily lubi najbardziej, prezenty kupiłyśmy już w przerwie świątecznej, Pokój Wspólny został powiadomiony właśnie wtedy, kiedy Lily leżała ze skręconą kostką w skrzydle szpitalnym.  Nic nie miało prawa pójść źle, tym bardziej, że 30 wypadł w sobotę i mogłyśmy od rana wszystko organizować.
Zapoznałam z planem Remusa, który jakimś cudem załatwił mnóstwo jedzenia. Ten chłopak jest niesamowity. Kiedy zapytałam się, czy zrobił to sam czy coś, odparł, że po prostu ma kilka zaprzyjaźnionych skrzatów w kuchni. Fajnie znać takie osoby jak on. Serio, gdyby nie Remus wszystko poszłoby na marne.
Mary zmusiła Jamesa, żeby zajął czymś Lily (wiesz, pamiętniczku, oni teraz są razem i choć nie wygląda mi na to, że wytrzymają jeszcze długo, Mary wykorzystuje swoją władzę nad nim wyśmienicie) i tutaj chyba leżał nasz błąd.
Serio, nie spodziewałam się, że oni AŻ TAK SIĘ NIE LUBIĄ. To znaczy… Po tym jak Lily wleciała wściekła do Pokoju i powiedziała, że jeśli jeszcze raz zaczniemy organizować idiotyczne przyjęcie przez które będzie musiała spędzić urodziny z takim kretynem, to ona się z tego wypisuje.
James się z niej śmiał. Mary jest teraz na niego zła, ale nie wiem, czy to dlatego, że nie upilnował i zdradził Lily tajemnicę czy też dlatego, że przez cały wieczór bezczelnie się do niej dowalał. To znaczy – imprezy w końcu nie było, ale zmusiłyśmy Lily do zostania tu i zjedzenia z nami tego jedzenia z kuchni. James rzucał naprawdę dwuznacznymi tekstami.

O, Mary wróciła. Ciekawe, czy już zerwali.  

Marlene McKinnon



30 stycznia, 1975
Idioci zajmowali się imprezą-niespodzianką Lily już wystarczająco długo. Teraz pałeczkę przejęła Mistrzyni, jedyna i najlepsza, Dorcas Scarlett Meadowes. Nic nie może pójść źle.
 Sprężyliśmy się wszyscy – w tym roku zaangażowała się rekordowa ilość osób. Po raz pierwszy JA wzięłam to na poważnie, ale od mojego pojednania z dziewczynami raczej staram się integrować i w ogóle. Ja, Mary, Emma i Marley praktycznie wyprułyśmy sobie flaki, dodam, ale wszystko musiało zostać spartolone. PONOWNIE.
Wiesz, pamiętniczku, błędem była rozmowa z Jamesem Potterem. Od początku fakt, że interesował się przyjęciem urodzinowym Lily był dziwny. Zaoferował się, że pomoże nam wszystko załatwić, i faktycznie – zrobił to. James nie jest normalny – to chyba wiedzą wszyscy – dlatego zapytałam się, gdzie tutaj ukrył jakiś okrutny kawał, świadczący o zaawansowaniu jego szaleństwa? Wiecie, co on powiedział? Że on załatwi sobie od Lily pewne naturalne i pierwotne podziękowanie. Boże, co za dupek. Robi z siebie coraz większego idiotę i naprawdę nie wiem, o co chodzi mu tym razem. Lily w kółko przez niego płacze i w sumie – pomimo mojego dobrego koleżeństwa z Potterem – muszę przyznać jej rację. Przegrzał sobie chyba biedaczek mózg.
Pomijając jego ciągłe bezczelne teksty, ocieranie się, wpadanie na nią i klepanie po pewnych miejscach, to jeszcze bezustannie stara się ją poderwać, a co zabawne robi to zawsze w pobliżu Doriana. Chamberlain jest już tak wkurzony, że nawet nie zaangażował się w imprezę. Jest porównywalnym dupkiem co James.

Mary bardzo się wkurzyła – a kiedy mówię „bardzo” to mam na myśli „nieopisanie”. Z czystej złośliwości powiedziała Lily o całej sytuacji, po czym poszła kłócić się z Jamesem. Usłyszałam z jego ust bardzo dziwne zdanie, że od Balu Hannuko-Bożonarodzeniowego nie może przejść obojętnie obok Lily. Gdybym go nie znała, pomyślałabym, że nieźle go trafiło. 

Dorcas Scarlett Meadowes
 




30 stycznia, 1976
Cóż… mogę powiedzieć, że prawie się udało. PRAWIE, bo Lily nie przyszła. Plotki mówią, że urządziła sobie randez-vous z tym seksownym, napakowanym puchońskim pałkarzem, którego kaloryfer widziałyśmy, kiedy przez przypadek wlazłyśmy do szatni zawodników, szukając Mary. 
Ale ja w to nie wierzę.
Ktoś musiał się wygadać. Lily ewidentnie nie chciała psuć sobie niespodzianki, łamać nam serc i udawać, że jednak nic nie wiedziała. W sumie to obstawiam, że to Titanic, rzygając po kątach swoimi babeczkami z napisem „Odlotowej szesnastki, rudzielcu!”.
Dlaczego oni wszyscy są tacy beznadziejni? Spodziewałam się, że James pomoże mi w przygotowaniach, bo w końcu chodzi o urodziny jego ukochanej i w ogóle, ale on zdaje się ją ignorować. To coś nowego u Jamesa.
Mary jest na Lily obrażona (chodzi o Jamesa, a jakże!) i sama też nie zaangażowała się w przygotowania. Emmelina jest niekomunikatywna, bo w kółko obżera się i zwraca pochłonięty pokarm, a ja osobiście tego się brzydzę. A Marley jest bardziej zajęta obściskiwaniem się z Remim niż swoją przyjaciółką.

Boże, oni wszyscy są tacy gówniani. Na miejscu Lily też wolałabym spędzić swoje urodziny z kimś, kto ma kaloryfer niż z nimi. 
Dorcas Scarlett Meadowes
 



30 stycznia, 1977
Złączone siły
 

Dorcas Scarlett Meadowes
Emmeline Issabelle Titanic
Marlene McKinnon
Hestia Bethany Jones
Chase Reagan
Remus J. Lupin
Syriusz Orion Merlin Perseusz Regulus Black III
James Potter
Peter Pettigrew



12.09.2015

23. Podwójna Randka

Poprzednio + kilka słów od Abigail

Wszyscy szaleją, kiedy Hogsmeade zaczyna zbliżać się wielkimi krokami. Moda na "nietypową randkę" zaczyna się od Dorcas, która niechcący wyzywa samego Syriusza Blacka na randkowy pojedynek. Podczas gdy ona załatwia sobie dobrze prezentującego się Chase'a, Black postanawia zagrać jej na uczuciach i zaprosić Emmelinę. Lily, która jest zła, wyczerpana i upokorzona poprzez nieszczęsną aferę zdjęciową (zdjęcia półnagiej jej i Jamesa), łatwo daje się sprowokować i wymusza na Jamesie randkę z Mary, a ona sama zadowala się swoim byłym chłopakiem, Dorianem. 
Hestia, którą pod koniec trzeciej części dopadła specyficzna dolegliwość, musi zmierzyć się teraz z zanikami pamięci. Jak wielkie są te zaniki - przekonamy się w dzisiejszym rozdziale.
Chyba najbardziej pomieszanie sprawa maluje się pomiędzy Remusem a Marleną. Remus woli nie wracać do Marley, ponieważ jest niebezpieczny, z kolei Marlena nie może teraz wrócić do Remusa, bo jej rodzinka postanawia dorobić się na lukratywnym ślubie.
Jo musi znaleźć jakieś dobre rozwiązanie, żeby móc widywać się z mugolskim londyńczykiem Jordanem i - co za tym idzie - udawać uczennicę szkoły artystycznej oraz - równolegle do tego wszystkiego - przejść przez ostatnią klasę Hogwartu. Dobrym rozwiązaniem wydaje się być Zmieniacz Czasu, ale skombinowanie go nie jest wcale rzeczą łatwą. Ironia losu, ma go akurat Hestia, ale nie pamięta skąd. 
Dzisiaj mamy 12 fragmentów, czyli 12 horkruksów rozszczepionych z mojego serca, tak jak obiecałam na fb ;>. Ten, kto zaklepał - ten ma. 
Betowała Lumossy.

"Kochałem. To bolesne, bezsensowne i przereklamowane."
- Damon Salvatore/Kevin Williamson*, Pamiętniki Wampirów




1 - dla wszystkich


Piękny był sobotni poranek w dzień wyprawy do Hogsmeade. Nocą po raz pierwszy od wielu dni spadł śnieżny puch, otulając poprzednie, rzadkie warstwy śniegu na nowo. Brudna, wilgotno -błotna breja, formująca się na błoniach i zaszronionej murawie, nie napawała już przerażeniem, słońce wysunęło się zza mglistego, szpetnego nieba, wpuszczając ciepłe, optymistyczne promienie w serca Hogwartczyków. Nawet grad przestał wystukiwać nużący, trwały rytm. Świat zabłysnął na nowo, rzucając błogi urok na wszystkie myślące, wrażliwe istoty, zamieszkujące te szerokości geograficzne.
Kolejne osoby budziły się, gotowe na zakupy, spotkania z przyjaciółmi i sympatiami. Pozytywny duch opętał ich i przeniknął do głębi, sprawiając, że był to jeden z nielicznych dni, kiedy każdy zdaje się mieć dobry humor. Do Pokojów Wspólnych i na korytarze wysypało się mnóstwo dziarskich i energicznych uczniów, uzbrojonych w szaliki, czapki i pękate portfele.
Cudowna, bajkowa energia nie wpłynęła chyba tylko na jedno dormitorium, nie wybawiając szóstorocznych dziewcząt z chłodnych, zachłannych objęć Morfeusza. Oprócz Marleny, rannego ptaszka, prawie wszystkie leżały skulone w swoich wyrkach, otoczone szeregiem kolorowych, frędzlastych poduszek, kocyków i pierzynek. Złe nastroje, wyrzuty oraz atmosfera pełna rozczarowania i pretensji skutecznie walczyła z pięknem styczniowego dnia, ale też wybudziła – i źle wpłynęła – na najbardziej podatną na złe moce mieszkankę dormitorium numer cztery.  

29.08.2015

22.2. Próba Regulusa


"Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego"-Aleksander Dumas



6.

W prawie każdej szkole jest taka jedna osoba, wokół której wszystko się obraca. Jest światełkiem, najjaśniejszą gwiazdą w tłumie szarych paciorków, personifikacją popularności i uwielbienia, chłodną przywódczynią, ale i niesamowicie atrakcyjną i gorącą osobą. To na nią mimowolnie padają zrozpaczone spojrzenia, kiedy dzieje się coś potwornego, to ona wyznacza nowe horyzonty w modzie, to ona zatwierdza wszystkie plotki i zna najbrudniejsze sekrety osób, które popularnością zagrażają jej pozycji. Ta osoba jest wzorem dla wszystkich, którzy potrzebują lidera. Jest absolutną idolką szarych myszek i cichych głosików w tłumie ciemnego pospólstwa. Każdy, zapytany o nią na korytarzu, będzie wiedział, kim jest i jak wygląda. Każdy mimowolnie będzie porównywał ją z samym sobą, pesymistycznie obniżając własną samoocenę. Każdy też będzie zbyt przerażony i strapiony, aby przeciwstawić się jej rosnącej w siłę tyranii.
Rok temu Mary była taką osobą. Lubiła, kiedy ludzie nazywali ją Królową. 

3.07.2015

21.1. Przyjaciele i Wrogowie

Poprzednio
Lily i James zawierają układ. Jeśli dziewczyna pocałuje Rogacza, będzie musiała przestać widywać się z Dorianem Chamberlainem, swoim byłym chłopakiem, który obecnie ratuje ja przed oblaniem transmutacji. Jeśli zaś sytuacja będzie odwrotna – James zdradzi jej sekret swojego związku z Mary i przyczyny antypatii względem Doriana. Syriusz zamyka ich w cieplarni i zmusza do zerwania zakładu, natomiast Mary, której przeszkadza ciepła relacja pomiędzy Jamesem a Skye DeVitt – jego byłą dziewczyną i dobrą przyjaciółką, postanawia pomóc Lily wygrać, mając nadzieję, że tajemnica zniechęci ją do Jamesa. W Sylwestra ’75 Black spotyka się ze Skye, żeby przedyskutować trudną sytuację swojego przyjaciela i uzgodnić wspólne, fałszywe zeznania przed Wizetgamotem. Ma to duży związek z zagadkową Sereną Marceau.
Opóźnienia były, zagadkowe znikanie rozdziału też, ale naprawiłam to! Yey <3. Czuję się, jakbym pięła się po drzewie umiejętności informatycznych i wyszła właśnie z korzeni na zewnątrz. Ten blog tak bardzo mnie rozwija. 
Dedyko dla wszystkich powracających do blogsfery osób (a jest ich ostatnio dużo) :*. Trzymam za was kciuki i przesyłam telepatycznie własną wenę.


„Trzymaj swoich przyjaciół blisko, ale jeszcze bliżej trzymaj swoich wrogów” 
-Mario Puzo

Lyon, Francja, wakacje 1975

Tego wieczoru niebo miało barwę wód Rodanu. Niczym pozlewane farby olejne tworzyło unikatową kompozycję z perłowych chmur i ciemniejszych smug w kolorze indygo. Błękit przecinał zielone doliny, mieszając się tak, iż obserwator nie miał pojęcia, gdzie kończy się niebo, a zaczyna ziemia. Magiczna rzeka Lipstura zataczała koła wzdłuż wzniesień, tworzyła delty i fikuśne znaki, przypominające misterne runy. Jedynym ciepłym kontrastem pomiędzy chłodnymi barwami natury, były intensywnie czerwone maki i aksamitki w kolorze nektarynek. Motyle fruwały czeredami, i stanowiły chyba jedyne istoty, które nie obawiały się bliskiego towarzystwa Lizzy Nass – szerzej znanej jako Elizabeth McDonald. Pachniało orchideami i lawendą.

25.07.2014

17. Powitania i Pożegnania

„Trzymaj swoich przyjaciół blisko, ale jeszcze bliżej trzymaj swoich wrogów.”
-Mario Puzo


Gdzie idziecie? ─ spytała Emmelina, kiedy z samego rana zobaczyła Chase' a, Dorcas i Lily w holu, ubierających płaszcze i kurtki.
Przygryzła dolną wargę, odnotowując obecność Reagana. Czuła się skrępowana, paradując przed kompletnie obcym chłopakiem w samej halce, którą dostała od siostry na szesnastkę, a więc nie brakło w niej koronek, dekoltów i innych zbędnych ozdób. Można uznać, że było to dosyć zabawne – w końcu Emmelina nigdy nie wstydziła się podkreślać swojej urody, ale jednak z nieznanej jej przyczyny obecność Chase’ a nieco zmieniała jej przyzwyczajenia. Nie mogła zdecydować, czy to dobrze, czy źle.

2.07.2014

16. Psychoanalityk

(Przed lekturą warto zjechać na sam dół i przeczytać mój wstęp, który wyjaśniłby kilka kwestii. Dzisiaj bardziej psychologicznie, mniej akcji.)

Poprzednio:

Jo i Isaac kłócą się, a chłopak rezygnuje z dalszej współpracy z Prewett. Dziewczyna zjawia się u Lily, a w ciągu dnia zmienia swoje nastawienie i koniec końców również wycofuje się z walki o medalion. Ethan Evans opowiada swojej córce historię sprzed lat i podkreśla, że nie jest córką Lukrecji Prewett i zarazem siostrą przyrodnią Jo. Kiedy z kolei pojawia się jej kuzyn, Chase, który znany był reszcie jako były chłopak Hestii, przedstawia go jako jej brata.


 „Początek miłości to czas uda­wania, że wszys­tko, co ludzkie, jest nam obce” 
- Katarzyna Nosowska


23 grudnia, wczesne popołudnie – przed poznaniem prawdy

Szare, zaśnieżone ulice w Cokeworth wyjątkowo tętniły życiem. Słońce, nisko zataczając łuk nad horyzontem, rozświetlało wesołe buzie małych dzieci prowadzonych przez rodziców do domostw, czyli ponurych, starych kamienic, na obiad przedświąteczny. Wiele z nich skakało po błotnistych kałużach na bulwarku i rzucało w rodzeństwo śnieżkami, inni budowali grubego, krzywego bałwana, któremu Jo Prewett miała ochotę oderwać marchewkowy nos.

2.06.2014

15.2. Boże Narodzenie

Poprzednio
Isaac każe Lily przyjść o północy w wyznaczone miejsce z medalionem, ale zamiast niej pojawia się Jo z Regulusem. Wskutek pewnych komplikacji Jo wchodzi do umysłu Lily, która kłamie, że odesłała medalion do domu, do Cokeworth. Hestia obrywa jednym z zaklęć jednorazowych, które wyciekły z medalionu i traci spójność w mówieniu, uzdrowiciele twierdzą jednak, że zaklęcie znajdowało się w jej własnym medalionie, który dostała od nieznanej matki. Lily, Dorcas, Syriusz i James jadą do Cokeworth.


„Podczas gdy światło zmieniało się z czerwonego na zielone, żółte i znów czerwone, siedziałem i rozmyślałem o życiu. Czy życie to tylko mnóstwo trąbienia i wrzasków? Czasami tak mi się właśnie wydawało.”
-Jack Handey



Boże Narodzenie 1974 albo ‘75, Cokeworth, Surrey
Sny są takim elementem życia, którego najlepiej nigdy nie brać na poważnie. Lily powtarzała sobie to zawsze, nawet – a może zwłaszcza – wtedy, kiedy na wróżbiarstwie rozpoczęli pisanie senników. Profesor Powell, nazywana przez uczniów Blagierką, co miesiąc czytała na głos sen każdego z klasy, po czym analizowała go - najczęściej mało sensownie. Powtarzała do znudzenia, że nierealność i głupkowatość marzeń sennych ma znaczenie – po prostu w ten sposób zamknięte umysły mogą otworzyć się na wcale nie tak abstrakcyjne alternatywy. Profesor Powell chyba nigdy nie miała świadomego snu.
Problem w tym, że Lily miała. I to niejednokrotnie. 

16.03.2014

13. Rozpacz i Euforia

„Przy­jaźń poz­naję po tym, że nic nie może jej za­wieść, a praw­dziwą miłość po tym, że nic nie może jej zniszczyć.”
-Antoine de Saint-Exupéry

     Kiedyś, dawno, dawno temu, kiedy Lily Evans była jeszcze normalnym, życzliwym i uśmiechniętym dzieckiem, żyła w harmonii z siostrą i Severusem Snape’ em, kiedyś, kiedy jeszcze James Potter nie zamienił jej życia w chodzący kataklizm, Ruda bardzo lubiła przebieranki. Choć w życiu by się do tego nie przyznała, posiadała w domu zupełnie inne oblicze niż w szkole, ale nie w typowy dla jej rówieśników sposób, czyli zgrywania w domu aniołka, a w szkole zachowywania się jak psychodeliczna wariatka. Nie- u niej było na odwrót. W domu miała dużo luzu- jej ojciec zawsze był bardzo zapracowany, a kiedy już się pojawiał emanował charakterystyczną dla niego beztroskością, a po matce odziedziczyła wszystkie swoje szalone cechy. Świętej pamięci Mary Evans może i nie pochwaliłaby tego, co jej córeczka wyrabiała w tej chwili, ale jestem pewna, że niezadowolenie nie utrzymywałoby się u niej długo. Z kolei Ethan Evans pewnie parsknąłby śmiechem na tę całą szaradę i zaproponował jej wycieczkę do parku na ulubione owocowe lody. W każdym bądź razie- Lily w domu pozwalała sobie na o wiele więcej, niż w szkole, a członkowie jej rodziny przyzwyczaili się do malusieńkich dowcipów, które im sporadycznie odstawiała. Dlatego też, mimowolnie w podświadomości Lily powstał obszar, w którym wielka maszyna, zwana mózgiem, od czasu do czasu wyrzucała kolejny, nienormalny pomysł, rodem ściągnięty z głupich filmów, których naoglądała się w mugolskiej telewizji. I teraz sięgnęła po jeden z nich.


23.02.2014

12. Oschłość i Promienność


"Ludzie lu­bią kom­pli­kować so­bie życie, jak­by już sa­mo w so­bie nie było wys­tar­czająco skomplikowane"
-Carlos Ruiz Zafon



          Grzmotnęło. Biała błyskawica rozdarła niebo, a puste okno biblioteki rozbłysło oślepiającym blaskiem. Zaraz potem do Jo na nowo doszły odgłosy dudniącego o parapet deszczu. Pogoda tej nocy była pod psem, a Prewett szczerze zazdrościła każdemu, kto może przespać tę okropną burzę. Dobiegała druga nad ranem, a dziewczyna wciąż nie przybliżyła się do swojego dzisiejszego celu. Z głośnym westchnieniem sięgnęła po następną książkę i mamrocząc coś pod nosem, przeciągnęła palcem po linijkach łacińskich zwrotów, odręcznie przepisanych kilkaset lat temu. 

18.09.2012

Chemmelina (Chase i Emmelina)


"Jesteście jak Ken i Barbie"
-Lily Evans

Status
dwukrotny pocałunek (Urodziny "Mojej Dziewczyny"; Zmiany i Układy)
 Od
TBA
 Do
TBA
 Wątki poboczne
 Chestia (Chase i Hestia), Eriusz (Emmelina i Syriusz), Emmelina i Paul.
 Kanon
nie
Nazwy
Chemmelina, Ken i Barbie (Lily, Dorcas), Blond-rodzinka (Mary).


Obserwatorzy

Theme by Lydia Credits: X, X