Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dorcas. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dorcas. Pokaż wszystkie posty

8.01.2023

31.2. Zwykły atak serca

"No cóż, masz tylko siedemnaście lat i wszystko, czego pragniesz, to zniknąć.

Rozumiesz, co chcę powiedzieć. "

- Roger Taylor, perkusista Queen, "Sheer Heart Attack"


1

Hogsmeade, pensjonat Pod Zielonym Smokiem

AC/DC - T.N.T.

Tego wieczora w Hogsmeade rozpętała się prawdziwa śnieżyca. Członkowie czarodziejskiej policji od godziny dwunastej przybijali do tablic ogłoszeniowych ostrzeżenia o kryzysie pogodowym, osobiście eskortowali też pijanych awanturników z Trzech Mioteł z powrotem do ich domostw. Przepowiadano, że w nocy zostanie odnotowana najniższa temperatura od początku wojny, straszono również, że huragan nadciągający do Hogsmeade z Aberdeen może wywabić z kryjówek górskie trolle. Środa, piętnastego lutego tysiąc dziewięćset siedemdziesiątego siódmego, przeszła do historii miasteczka jako jeden z najgorszych dni handlowych pod względem obrotu. Hugh Longbottom, pięćdziesięcioletni, szanowany auror, uśmiechnął się posępnie. Rozumiał pretensje hogsmaedzkich kupców, zgadzał się też, że Urząd Dezinformacji rozbuchał niepogodny, angielski dzień do rozmiarów kataklizmu. Problem w tym, że pogoda stanowiła zaledwie pretekst, a mieszkańcy nie zdawali sobie sprawy przed czym tak naprawdę byli chronieni. 

Coś strasznego się tutaj stanie powiedział Hugh do pozostałych ludzi obecnych w ciasnym pokoiku pensjonatu Pod Zielonym Smokiem. Coś, co planowali od wielu tygodni.

28.12.2022

8. Przeminęło z kaflem (nowa wersja)

 „Nie mogę teraz myśleć. Pomyślę o tym później, kiedy będzie mi łatwiej, kiedy nie będę widziała jego oczu."
— Margaret Mitchell/Przeminęło z wiatrem



Kilka minut po wschodzie słońca na brzydkiej, pustej ulicy Cokeworth, zza szarej, przemysłowej mgły, wyłoniła się zakapturzona postać, niby pająk przedzierający się przez żmudnie utkaną przezeń pajęczynę. Słońce nieśmiało przywitało owego przybysza wczesnymi, różowozłocistymi promieniami, które odbiły się od bladej, posągowej twarzy kobiety i zdradziły jej tożsamość. 

Blondynka w szmaragdowej szacie, o arystokratycznych rysach i zimnych oczach, z ociąganiem uniosła swoją dłoń, foremną i aksamitną jak u Wenus z Arles, i zakryła łzawiące oczy. Była to świeżo upieczona pani Prewett, w tych stronach znana wciąż jednak jako panienka Lukrecja Black. Słońce wzniosło się jeszcze wyżej na niebie, tym razem rażąc niemowlę, które kobieta tuliła do piersi. 

Od ostatnich odwiedzin Lukrecji w Cokeworth minęło kilka miesięcy. Choć w życiu kobiety zmieniło się wszystko, to miasto pozostawało dokładnie takie samo… Wychodząc z nędznego Spinner' s End, dotarła wreszcie do ładniejszej i bardziej zadbanej ulicy, której bieda nie pukała tak bardzo do okien.

Ethan powiedział jej o swojej niedawnej przeprowadzce, ale nie wiedziała do końca, gdzie powinna go szukać. Poprosiła go co prawda o szczegółowy adres, ale nie otrzymała odpowiedzi – biedactwo, zapewne obawiał się, że Lukrecja będzie go nachodzić. I całkiem słusznie, pomyślała. Szkoda tylko, że nie domyślił się, iż nie odpuszczę tak łatwo.

29.01.2017

29.2. Furia


Furia rzymski odpowiednik greckiej bogini zemsty, erynii. Wysłuchiwała skarg wnoszonych przez śmiertelników na zabójców i wymierzała sprawiedliwość tam, gdzie nie wymierzyła jej rodzinna wendetta.  Ponieważ nie należało wymawiać jej imienia, nazywano ją również Łaskawą.”

#13
Manchester, lipiec 1974

Cała historia rozpoczęła się w Manchesterze, mieście przemysłowym i mieście potężnym, mieście istotnym dla Anglii i całej Europy, a nadto wszystko – w mieście mugoli. Nie było tu nigdy miejsca ani dla czarodziejów, ani tym bardziej dla ich historii, dlatego też losy May Potter od samego początku skazane zostały na niezwykłość i dziwność.
Przez wiele lat magicznego osadnictwa małe i niezbyt zintegrowane diaspory czarodziejów rozsypały się po całej powierzchni aglomeracji manchesterskiej, ale w zderzeniu z siłą i potęgą miasta okrzykniętego stolicą mugoli, bardzo szybko zostały zepchnięte na margines, a z czasem wyniosły się zupełnie spoza jego granic. Kolejne fale osadników otaczały Manchester, roztaczając wokół niego czarodziejski pierścień, którego oczkiem i centralnym punktem stała się Dolina Godryka. Pomimo znikomej tolerancji manchesterskiego społeczeństwa do magii i czarów, z czasem zaczęto dopuszczać dziwacznych gości zza murów miejskich do środka, a nawet pozwolono na budowę kilku czarodziejskich domostw na peryferiach. Reputacja centrum Manchesteru jako stolicy mugoli pozostała jednak nietknięta, dlatego jeśli miało się szczęście spotkać tam kogoś magicznego, to prawie na pewno był on jedynie przejezdnym.

12.09.2016

29.1. Furia

„Furia – rzymski odpowiednik greckiciej bogini zemsty, erynii. Wysłuchiwała skarg wnoszonych przez śmiertelników na zabójców i wymierzała sprawiedliwość tam, gdzie nie wymierzyła jej rodzinna wendetta.  Ponieważ nie należało wymieniać jej imienia, nazywano ją również Łaskawą.”




#1
Dzień przed ROZPRAWĄ, Camberwell, Londyn.
O Maudsleyu, londyńskim szpitalu psychiatrycznym, można było powiedzieć (aczkolwiek bez przekonania), że cieszy się dobrą sławą; nazbyt dobrą, jak na zakład swojego sortymentu. Mieścił się on w wewnętrznej dzielnicy miasta i współpracował z tutejszym uniwersytetem, a na przełomie lat tak wtopił się w architekturę stolicy, tak zaaklimatyzował, i tak nasiąknął jej powietrzem, iż połączyły go z nią względy niemal równie ścisłe, jak West End, Big Ben czy pałac Buckingham. W ciągu dnia przewijały się obok niego miliony mieszkańców, turystów, studentów, pracowników, mugoli i czarodziejów, a większość z nich w ogóle nie zdawała sobie sprawy z tego sprawy, bo nie było to miejsce sławne ani obecne w każdym numerze The Timesa. Chociaż za jego ścianami tkwili najbardziej nieobliczalni ludzie z całych Wysp Brytyjskich, w Maudsleyu stawali się nieszkodliwi jak baranki, słabi i trzymani na kagańcu, a niepodobne, że ich los miałby się odmienić, nie posiadali bowiem ani wzorców ani motywacji, ani nawet energii czerpanej ze straszenia ludzi.  

27.07.2016

27.2. Huncwockie Gody

„Żyli w dwóch odmiennych światach, ale podczas gdy on chwytał się rozpaczliwie wszystkich możliwych sposobów, aby zmniejszyć dzielący ich dystans, ona nie zrobiła niczego, co nie prowadziłoby w kierunku wprost przeciwnym. Upłynęło wiele czasu, zanim odważył się pomyśleć, iż owa obojętność nie była niczym innym jak pancerzem przed strachem.”
- Gabriel García Márquez, Miłość w czasach zarazy
9.
Piątek.
Już po raz czwarty, bo od wtorku i co za tym idzie od znacznego ocieplenia się relacji Remusa i Bree, ci dwoje zawsze towarzyszyli sobie podczas śniadań i zgadzali się co do tego, że cudownie byłoby, gdyby ten zwyczaj stał się ich tradycją do końca Hogwartu. Obydwoje jadali z rana to samo – słodziutkie croissanty z marmoladą maczane w pachnącej gorącej czekoladzie; a jeśli podobne nawyki u Bree można usprawiedliwić francuskim pochodzeniem, to Remus po prostu przepadał za słodyczami i z wielką przyjemnością zapomniał o brytyjskich smażonych jajkach i gorzkim dżemie ze skórek pomarańczy.

23.07.2016

27.1. Huncwockie Gody

Poprzednio

Lily opowiada Hagridowi o ostatnich wydarzeniach. Wskutek przegrania zakładu (Urodziny "Mojej Dziewczyny") Lily obiecała Jamesowi randkę, co w opinii publicznej uczyniło ich parą. Lily stara się podejść do nowej sytuacji zdroworozsądkowo i sprawdzić, jak jej i Jamesowi pasuje bycie ze sobą. Wszystko psuje się, kiedy w ich sprawy wtrąca się Mary i wykorzystuje Piękności w swojej intrydze. Evansówna nie zdaje sobie sprawy z tego, że wpadła w pułapkę i podpisuje cyrograf, który obliguje ją do zmuszenia Jamesa, by pocałował jedną z Piękności, Jessikę. Ona z kolei ma pomóc Lily wydobyć pewną tajemnicę od Doriana, tajemnicę, która dotyczy związku Mary i Jamesa. Dorian wie o całym przedsięwzięciu doskonale, bo w swoje plany Mary wtajemniczyła go wieki temu, już w rozdziale 21. 
May Potter wraca z odwyku do Hogwartu, wypuszczona znacznie przed czasem. Tuż za nią przyjeżdżają państwo Potter oraz siostra Emmeliny, Diana, która ma w Hogwarcie do załatwienia pewną sprawę. Remus rozpoznaje Bree jako swoją przyjaciółkę z dzieciństwa i córkę szefa jego ojca. Z kolei Emmelina, która zatraciła się w zemście, obawia się, że mogła odurzyć Dorcas eliksirem miłosnym. 


„Żyli w dwóch odmiennych światach, ale podczas gdy on chwytał się rozpaczliwie wszystkich możliwych sposobów, aby zmniejszyć dzielący ich dystans, ona nie zrobiła niczego, co nie prowadziłoby w kierunku wprost przeciwnym. Upłynęło wiele czasu, zanim odważył się pomyśleć, iż owa obojętność nie była niczym innym jak pancerzem przed strachem.”
- Gabriel García Márquez, Miłość w czasach zarazy
1.
Noc z czwartku na piątek.
Gdyby nie szereg dość niefortunnych okoliczności – takich jak potencjalne odurzenie Amortencją, mało entuzjastyczna, lakoniczna notka oraz utrzymujące się od dłuższego czasu uprzedzenie, rozczarowanie i krępacja względem jej autora –  Dorcas byłaby o wiele bardziej podekscytowana perspektywą nocnego spotkania z profesorem Argentem. Nie miała zamiaru lekceważyć jego zaproszenia, nieważne, jak nieuprzejme i oszczędne było – nie pozostawało jednak tajemnicą, że wolałaby w tym momencie spać sobie w męskim dormitorium numer sześć i wdychać zapach Syriusza. Bardziej z racji dobrego wychowania niż faktycznego zaciekawienia, co ma jej do przekazania młody auror, Dorcas wyczołgała się z łóżka w środku nocy, nałożyła uszytą niedawno podomkę i wymknęła się z dormitorium żeńskiego numer cztery.
O drugiej nad ranem ziąb w zamku robił się nie do wytrzymania – jakby tego było mało, co chwila jakiś poltergeist-żartowniś otwierał na oścież okiennice, wpuszczając na Dorcas mnóstwo śniegu i podmuchy zamrażającego jej wnętrzności wiatru. Modliła się, żeby nie zostać nakrytą i ubolewała, że nie mogła powiedzieć nikomu – powiedzieć Syriuszowi – o tej wycieczce. Czułaby się o wiele pewniej, gdyby ktoś o wiele bardziej zmyślniejszy w czarach rzucił jakieś zaklęcie niewidzialności czy chociaż przetransmutował jej podomkę w gruby sweter.
Zbiegła z jeszcze kilku schodów i przecięła jeszcze kilka korytarzy, zanim trafiła pod drzwi gabinetu Liama, czując dziwny, gryzący niepokój. Przez chwilę wahała się, czy zapukać czy nie.
— Wejdź! – krzyknął Argent, zanim zdołała zebrać się w sobie i uderzyć pięścią o drzwi.
Jednak nie taki kiepski z niego Auror.

28.06.2016

26. "Zdrada"

"Natychmiastowa karma cię dopadnie"
-John Lennon, Instant Karma



Krople deszczu tłukły bezlitośnie o parapety, niczym grad armat rozsadzających kadłub statku. Akompaniował im wiatr, którego podmuchy ze świstem otwierały i zamykały nieszczelne okna chatki gajowego, wsypując przez szpary płatki bielutkiego, zimnego śniegu. Zapach melisy i rumianku tańcował w tęgim, lodowatym powietrzu i otumaniał zmęczony umysł Lily i Hagrida do tego stopnia, że ani gajowy nie mógł dostrzec przyczyny wizyty siedemnastoletniej Gryfonki, ani sama dziewczyna nie potrafiła mu jej podać.
Był piątkowy wieczór, godzina po ciszy nocnej i w dodatku sam środek wielkiej śnieżycy i zawieruchy. Leśne zwierzęta, w świetle dnia ukrywające się w grotach i jaskiniach Zakazanego Lasu, teraz zapuściły się niebezpiecznie blisko błoni i zamkowych areałów. Oczami wyobraźni Lily widziała polujące centaury i skąpane w śniegu bielutkie jednorożce, i pomyślała, że chciałaby cieszyć się z upragnionej samotności i świętego, nocnego spokoju, do tego stopnia, jak one.
W oddali zawył wilk, a Gladius cały się najeżył i wbił pazury w długi, kaszmirowy sweter Lily, pozostawiając jej blizny na brzuchu. Dziewczyna podrapała go za uchem, mimo bólu przytulając do serca, jako że kot był ostatnią istotą (no, oprócz Hagrida oraz jej współlokatorek), która pozostała jej jeszcze na tym okrutnym świecie.
— Hagridzie, moje życie towarzyskie jest już skończone – chlipnęła, pociągając dramatycznie łyk herbaty. Rozmazany tusz do rzęs wymalował na jej policzkach podłużne, szarografitowe wodospady zgryzoty. – Straciłam już wszystko. Nie mam już nikogo. Żadnych prawdziwych przyjaciół… żadnych fałszywych przyjaciół… nie mam już nawet niego, Hagridzie! Zawsze go miałam. On… on był zawsze przy mnie.

3.04.2016

24.3. Urodziny Mojej Dziewczyny

"A zresztą... czym są urodziny? Dziś są, jutro ich nie ma..."
- Kłapouchy, Kubuś Puchatek A.A.Milne'a


♥♥♥

Emmelina i Chase tańcząc, przypominali Księcia i Kopciuszka na balu w pałacu, tam, gdzie się poznali i gdzie Kopciuszek zgubił pantofelek. Od samego początku zaległo pomiędzy nimi milczenie, jednak nie krępujące, ciążące ani niewygodne, tylko raczej naturalne, spokojne i ciepłe, takie, jakie łączą z tańcem szczególne względy. Łagodna, melodyjna muzyka dodawała ich ruchom gracji, a kołyszące się wokół pary roztaczały nad nimi przytulny, intymny krąg. Można by rzec, że atmosfera była idealna – jednak niezwykle ciężko docenić takowy komfort, kiedy co jakiś czas dopada cię gryzący niepokój – zupełnie jak oczekiwanie na północ i pryśnięcie czaru Wróżki Chrzestnej. Nawracające myśli o babeczkach, eliksirach i efemerycznych, nieprawdziwych uczuciach, za które Emmelina niedługo mogła stać się odpowiedzialna, prześladowały dziewczynę tak uporczywie, że co parę chwil przegrywała potyczkę z dławiącą goryczą i pozwalała jej przez siebie krzyknąć.

6.03.2016

24.2. Urodziny Mojej Dziewczyny

"Ale zresztą... czym są urodziny? Dziś są, jutro ich nie ma..."
-Kłapouchy, Kubuś Puchatek A.A.Milne'a

Retrospekcja, 30 stycznia 1976
Ten dzień utarł się wyjątkowo mocno w jej pamięci, zupełnie jakby ktoś wymalował go na płótnie jej umysłu, powielając każdy szczegół i detal za pomocą ruchów niewidzialnego pędzla. Pamiętała najmniejszy pogłos i dźwięk, zapach styczniowego powietrza, wieczorną temperaturę, czarne niebo świecące milionem bladych świecidełek, i pamiętała, że wtedy to wszystko idealnie ze sobą współgrało. Idealne plenery zwykły towarzyszyć bolesnym wspomnieniom.
Siedziała na parapecie jednego z hogwarckich krużganków i pocierała otwartymi dłońmi o ramiona, ogrzewając powoli swoje zziębnięte ciało. W zamku paliły się światła, a radosna wrzawa unosiła się w powietrzu wprost z Wieży Gryffindoru. Co jakiś czas kolejna salwa śmiechu albo wiwaty na cześć Huncwotów dolatywały do jej uszu, a choć okazjonalnie ktoś wznosił toast za jubilatkę, Lily starała się nie myśleć, z czyjego powodu tego wieczoru odbyła się zabawa. Mary wyraziła się wystarczająco dosadnie – to jedynie profanacja jej urodzin, przykrywka, żeby „nasi chłopcy” mogli sobie trochę popić i popuścić. Zresztą, to były jedne z milszych słów, które usłyszała tego dnia z jej strony.

22.11.2015

24.1. Urodziny "Mojej Dziewczyny"






„Frajwędruj, Alicjo”
- Szalony Kapelusznik, Tim Burton


„Ale zresztą… czym są urodziny? Dziś są, jutro ich nie ma.”
-Kłapouchy, A. A. Milne



30 stycznia, 1972
Kochany pamiętniczku,
Wczoraj pisałam o moim planie na zorganizowanie imprezy-niespodzianki dla Lily. No cóż… Nie wyszło. Powiedziałam Mary z samego rana, że planowanie wszystkiego na ostatnią minutę nie ma sensu. Ale ona się uparła. Jedyne co udało nam się przygotować, to kilka przebitych balonów i nietrzymające się sufitu serpentyny. Aha, i wyskoczyłyśmy zza fotela, wrzeszcząc z całym Pokojem Wspólnym „niespodzianka”. Nie dość, że wyglądało to fatalnie, to jeszcze niezbyt się udało, bo Lily usłyszała o naszym planie na zaklęciach, kiedy razem z Mary zastanawiałyśmy się, jak załatwić tort.
Powiedziała, że fakt, iż rozmawiam z Mary jest na tyle dziwny, że musiała dociec o co chodzi.

Lily dla własnego dobra powinna zrezygnować z tej podejrzliwości. 


Emmeline Issabelle Titanic


30 stycznia, 1973 
Peter puścił parę z ust. Mówiłam wieki temu, że trzeba mu zaszyć jadaczkę, a najlepiej w ogóle go ukamienować, ale nikt nie słucha mądrzejszych.
Naprawdę myślałam, że po tym, jak usuniemy te wszystkie homo nie bardzo sapiens jak Hipcia i Wydra [która postanowiła uszyć dla Lily spódniczkę na urodziny (Merlinie, kiedy do Meadowes wreszcie dotrze, że nikt jej nie lubi?), paplała o tym przez cały czas, ZWŁASZCZA WTEDY kiedy w pobliżu była Lily] może zajdziemy dalej niż rok temu.

Nawet nie chcę mi się tego komentować.

Mary McDonald



30 stycznia, 1974
Ach, a byliśmy tak blisko! Przygotowywanie rozpoczęłyśmy już tydzień wcześniej – zamówiłyśmy tort w Miodowym Królestwie, taki, jaki Lily lubi najbardziej, prezenty kupiłyśmy już w przerwie świątecznej, Pokój Wspólny został powiadomiony właśnie wtedy, kiedy Lily leżała ze skręconą kostką w skrzydle szpitalnym.  Nic nie miało prawa pójść źle, tym bardziej, że 30 wypadł w sobotę i mogłyśmy od rana wszystko organizować.
Zapoznałam z planem Remusa, który jakimś cudem załatwił mnóstwo jedzenia. Ten chłopak jest niesamowity. Kiedy zapytałam się, czy zrobił to sam czy coś, odparł, że po prostu ma kilka zaprzyjaźnionych skrzatów w kuchni. Fajnie znać takie osoby jak on. Serio, gdyby nie Remus wszystko poszłoby na marne.
Mary zmusiła Jamesa, żeby zajął czymś Lily (wiesz, pamiętniczku, oni teraz są razem i choć nie wygląda mi na to, że wytrzymają jeszcze długo, Mary wykorzystuje swoją władzę nad nim wyśmienicie) i tutaj chyba leżał nasz błąd.
Serio, nie spodziewałam się, że oni AŻ TAK SIĘ NIE LUBIĄ. To znaczy… Po tym jak Lily wleciała wściekła do Pokoju i powiedziała, że jeśli jeszcze raz zaczniemy organizować idiotyczne przyjęcie przez które będzie musiała spędzić urodziny z takim kretynem, to ona się z tego wypisuje.
James się z niej śmiał. Mary jest teraz na niego zła, ale nie wiem, czy to dlatego, że nie upilnował i zdradził Lily tajemnicę czy też dlatego, że przez cały wieczór bezczelnie się do niej dowalał. To znaczy – imprezy w końcu nie było, ale zmusiłyśmy Lily do zostania tu i zjedzenia z nami tego jedzenia z kuchni. James rzucał naprawdę dwuznacznymi tekstami.

O, Mary wróciła. Ciekawe, czy już zerwali.  

Marlene McKinnon



30 stycznia, 1975
Idioci zajmowali się imprezą-niespodzianką Lily już wystarczająco długo. Teraz pałeczkę przejęła Mistrzyni, jedyna i najlepsza, Dorcas Scarlett Meadowes. Nic nie może pójść źle.
 Sprężyliśmy się wszyscy – w tym roku zaangażowała się rekordowa ilość osób. Po raz pierwszy JA wzięłam to na poważnie, ale od mojego pojednania z dziewczynami raczej staram się integrować i w ogóle. Ja, Mary, Emma i Marley praktycznie wyprułyśmy sobie flaki, dodam, ale wszystko musiało zostać spartolone. PONOWNIE.
Wiesz, pamiętniczku, błędem była rozmowa z Jamesem Potterem. Od początku fakt, że interesował się przyjęciem urodzinowym Lily był dziwny. Zaoferował się, że pomoże nam wszystko załatwić, i faktycznie – zrobił to. James nie jest normalny – to chyba wiedzą wszyscy – dlatego zapytałam się, gdzie tutaj ukrył jakiś okrutny kawał, świadczący o zaawansowaniu jego szaleństwa? Wiecie, co on powiedział? Że on załatwi sobie od Lily pewne naturalne i pierwotne podziękowanie. Boże, co za dupek. Robi z siebie coraz większego idiotę i naprawdę nie wiem, o co chodzi mu tym razem. Lily w kółko przez niego płacze i w sumie – pomimo mojego dobrego koleżeństwa z Potterem – muszę przyznać jej rację. Przegrzał sobie chyba biedaczek mózg.
Pomijając jego ciągłe bezczelne teksty, ocieranie się, wpadanie na nią i klepanie po pewnych miejscach, to jeszcze bezustannie stara się ją poderwać, a co zabawne robi to zawsze w pobliżu Doriana. Chamberlain jest już tak wkurzony, że nawet nie zaangażował się w imprezę. Jest porównywalnym dupkiem co James.

Mary bardzo się wkurzyła – a kiedy mówię „bardzo” to mam na myśli „nieopisanie”. Z czystej złośliwości powiedziała Lily o całej sytuacji, po czym poszła kłócić się z Jamesem. Usłyszałam z jego ust bardzo dziwne zdanie, że od Balu Hannuko-Bożonarodzeniowego nie może przejść obojętnie obok Lily. Gdybym go nie znała, pomyślałabym, że nieźle go trafiło. 

Dorcas Scarlett Meadowes
 




30 stycznia, 1976
Cóż… mogę powiedzieć, że prawie się udało. PRAWIE, bo Lily nie przyszła. Plotki mówią, że urządziła sobie randez-vous z tym seksownym, napakowanym puchońskim pałkarzem, którego kaloryfer widziałyśmy, kiedy przez przypadek wlazłyśmy do szatni zawodników, szukając Mary. 
Ale ja w to nie wierzę.
Ktoś musiał się wygadać. Lily ewidentnie nie chciała psuć sobie niespodzianki, łamać nam serc i udawać, że jednak nic nie wiedziała. W sumie to obstawiam, że to Titanic, rzygając po kątach swoimi babeczkami z napisem „Odlotowej szesnastki, rudzielcu!”.
Dlaczego oni wszyscy są tacy beznadziejni? Spodziewałam się, że James pomoże mi w przygotowaniach, bo w końcu chodzi o urodziny jego ukochanej i w ogóle, ale on zdaje się ją ignorować. To coś nowego u Jamesa.
Mary jest na Lily obrażona (chodzi o Jamesa, a jakże!) i sama też nie zaangażowała się w przygotowania. Emmelina jest niekomunikatywna, bo w kółko obżera się i zwraca pochłonięty pokarm, a ja osobiście tego się brzydzę. A Marley jest bardziej zajęta obściskiwaniem się z Remim niż swoją przyjaciółką.

Boże, oni wszyscy są tacy gówniani. Na miejscu Lily też wolałabym spędzić swoje urodziny z kimś, kto ma kaloryfer niż z nimi. 
Dorcas Scarlett Meadowes
 



30 stycznia, 1977
Złączone siły
 

Dorcas Scarlett Meadowes
Emmeline Issabelle Titanic
Marlene McKinnon
Hestia Bethany Jones
Chase Reagan
Remus J. Lupin
Syriusz Orion Merlin Perseusz Regulus Black III
James Potter
Peter Pettigrew



12.09.2015

23. Podwójna Randka

Poprzednio + kilka słów od Abigail

Wszyscy szaleją, kiedy Hogsmeade zaczyna zbliżać się wielkimi krokami. Moda na "nietypową randkę" zaczyna się od Dorcas, która niechcący wyzywa samego Syriusza Blacka na randkowy pojedynek. Podczas gdy ona załatwia sobie dobrze prezentującego się Chase'a, Black postanawia zagrać jej na uczuciach i zaprosić Emmelinę. Lily, która jest zła, wyczerpana i upokorzona poprzez nieszczęsną aferę zdjęciową (zdjęcia półnagiej jej i Jamesa), łatwo daje się sprowokować i wymusza na Jamesie randkę z Mary, a ona sama zadowala się swoim byłym chłopakiem, Dorianem. 
Hestia, którą pod koniec trzeciej części dopadła specyficzna dolegliwość, musi zmierzyć się teraz z zanikami pamięci. Jak wielkie są te zaniki - przekonamy się w dzisiejszym rozdziale.
Chyba najbardziej pomieszanie sprawa maluje się pomiędzy Remusem a Marleną. Remus woli nie wracać do Marley, ponieważ jest niebezpieczny, z kolei Marlena nie może teraz wrócić do Remusa, bo jej rodzinka postanawia dorobić się na lukratywnym ślubie.
Jo musi znaleźć jakieś dobre rozwiązanie, żeby móc widywać się z mugolskim londyńczykiem Jordanem i - co za tym idzie - udawać uczennicę szkoły artystycznej oraz - równolegle do tego wszystkiego - przejść przez ostatnią klasę Hogwartu. Dobrym rozwiązaniem wydaje się być Zmieniacz Czasu, ale skombinowanie go nie jest wcale rzeczą łatwą. Ironia losu, ma go akurat Hestia, ale nie pamięta skąd. 
Dzisiaj mamy 12 fragmentów, czyli 12 horkruksów rozszczepionych z mojego serca, tak jak obiecałam na fb ;>. Ten, kto zaklepał - ten ma. 
Betowała Lumossy.

"Kochałem. To bolesne, bezsensowne i przereklamowane."
- Damon Salvatore/Kevin Williamson*, Pamiętniki Wampirów




1 - dla wszystkich


Piękny był sobotni poranek w dzień wyprawy do Hogsmeade. Nocą po raz pierwszy od wielu dni spadł śnieżny puch, otulając poprzednie, rzadkie warstwy śniegu na nowo. Brudna, wilgotno -błotna breja, formująca się na błoniach i zaszronionej murawie, nie napawała już przerażeniem, słońce wysunęło się zza mglistego, szpetnego nieba, wpuszczając ciepłe, optymistyczne promienie w serca Hogwartczyków. Nawet grad przestał wystukiwać nużący, trwały rytm. Świat zabłysnął na nowo, rzucając błogi urok na wszystkie myślące, wrażliwe istoty, zamieszkujące te szerokości geograficzne.
Kolejne osoby budziły się, gotowe na zakupy, spotkania z przyjaciółmi i sympatiami. Pozytywny duch opętał ich i przeniknął do głębi, sprawiając, że był to jeden z nielicznych dni, kiedy każdy zdaje się mieć dobry humor. Do Pokojów Wspólnych i na korytarze wysypało się mnóstwo dziarskich i energicznych uczniów, uzbrojonych w szaliki, czapki i pękate portfele.
Cudowna, bajkowa energia nie wpłynęła chyba tylko na jedno dormitorium, nie wybawiając szóstorocznych dziewcząt z chłodnych, zachłannych objęć Morfeusza. Oprócz Marleny, rannego ptaszka, prawie wszystkie leżały skulone w swoich wyrkach, otoczone szeregiem kolorowych, frędzlastych poduszek, kocyków i pierzynek. Złe nastroje, wyrzuty oraz atmosfera pełna rozczarowania i pretensji skutecznie walczyła z pięknem styczniowego dnia, ale też wybudziła – i źle wpłynęła – na najbardziej podatną na złe moce mieszkankę dormitorium numer cztery.  

29.08.2015

22.2. Próba Regulusa


"Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego"-Aleksander Dumas



6.

W prawie każdej szkole jest taka jedna osoba, wokół której wszystko się obraca. Jest światełkiem, najjaśniejszą gwiazdą w tłumie szarych paciorków, personifikacją popularności i uwielbienia, chłodną przywódczynią, ale i niesamowicie atrakcyjną i gorącą osobą. To na nią mimowolnie padają zrozpaczone spojrzenia, kiedy dzieje się coś potwornego, to ona wyznacza nowe horyzonty w modzie, to ona zatwierdza wszystkie plotki i zna najbrudniejsze sekrety osób, które popularnością zagrażają jej pozycji. Ta osoba jest wzorem dla wszystkich, którzy potrzebują lidera. Jest absolutną idolką szarych myszek i cichych głosików w tłumie ciemnego pospólstwa. Każdy, zapytany o nią na korytarzu, będzie wiedział, kim jest i jak wygląda. Każdy mimowolnie będzie porównywał ją z samym sobą, pesymistycznie obniżając własną samoocenę. Każdy też będzie zbyt przerażony i strapiony, aby przeciwstawić się jej rosnącej w siłę tyranii.
Rok temu Mary była taką osobą. Lubiła, kiedy ludzie nazywali ją Królową. 

11.08.2015

22.1. Próba Regulusa

Poprzednio

Jo Prewett szantażuje swoją matkę, chcąc przenieść się z Durmstrangu do Hogwartu (List). Zakłada tam nielegalne stowarzyszenie Łowców Śmierci, w którym naucza Ślizgonów czarnej magii. Ma jednak jeszcze jeden cel. Ponieważ zawarła umowę ze swoim wieloletnim przyjacielem, Isaakiem, zobowiązywała się do zdobycia tzw. Medalionu Prewettów, w którym ukryte zostały skomplikowane zaklęcia. Jedno z nich otworzyło patronat zmiennokształtnych istot (więcej informacji w etykiecie Kanon) i jest im potrzebne, tym bardziej, że jego twórca, ojciec Isaaca, został niedawno wypuszczony z więzienia. Matka Jo w przeszłości oddała ten medalion Ethanowi Evansowi, swojemu kochankowi i ojcowi Lily. Evansówna zdobywa medalion i chowa go w Pokoju Życzeń (Utrapienia i Rozwiązania). Isaac, który nie ma czasu do stracenia, rezygnuje z planu zdobycia medalionu i opracowuje nowy, w który Jo nie jest wtajemniczona, ale który wymaga pomocy Sami-Wiecie-Kogo (Boże Narodzenie). Wszystko zmienia się, kiedy podczas projektu dla profesora Argenta Jo odnajduje medalion należący do jej rodziny. 
Młodszy brat Syriusza, Regulus, chce przystąpić do Łowców Śmierci (Rozstania i Powroty, Rozpacz i Euforia), ale ma z tym problem z powodu młodocianego wieku. Jo dostrzega w nim jednak duży potencjał, dlatego nie odrzuca chłopca od razu. Regulus czeka na swoją "próbę", która implikuje do dołączenia do stowarzyszenia.
Na zlecenie Mary, Caitlin Chamberlain wykrada Syriuszowi dwuznaczne zdjęcia Lily i Jamesa, a McDonald, chowając się za Emmeliną, sprawia, że Piękności rozwieszają je po całym zamku. Snape wpada w szał. Syriusz, który sam także nie ma najlepszego dnia, prowokuje Snape'a do przyjścia podczas pełni pod Wierzbę Bijącą. Tragedia jest bliska, jednak sytuację w ostatniej chwili ratuje James. Snape trafia do skrzydła szpitalnego. Z kolei Dorcas i Syriusz okłamują siebie nawzajem, że mają już randki do Hogsmeade i w złości umawiają się na podwójną randkę ze swoimi fikcyjnymi sympatiami.
Dzisiaj dedyko dla nowych dziewczynek, które zasłużyły już ostatnio - dla Kathrine i Ayden. Wielkie dzięki <333. 


„Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”
-Aleksander Dumas

1.


Severus obudził się za szybko. Nikt nawet nie przypuszczał, że ocknie się z letargu wcześniej niż za kilka dni, o czym świadczyło umieszczenie go w najdalszym kącie skrzydła. Otaczał go najgrubszy z parawanów, przypominający rozpostarte, białe skrzydła anioła, chroniące go przed całym złem tego świata.
Tańczące zwoje świetlne wkradały się przez uchylone zasłony do pomieszczenia. Rzucały szarawe, rozchodzące się pierścienie po baldachimie jego łóżka, jakby były pomarszczoną wodą, w miejscu, gdzie przed chwilą utonął rzucony kamień. To właśnie jeden z tych pierścieni wybudził go ze snu, najdelikatniejszym ze znanych ludzkości sposobów.  
Snape z trudnością uniósł jedną powiekę, ale niemal natychmiast ją zamknął, gdyż najmniejszy ruch kosztował go tyle wysiłku, co wniesienie na najwyższy szczyt Karakorum worka z kamieniami. Pamiętał, że wcześniej tego dnia (a może to było wczoraj?) też się obudził, ale zaraz potem usnął, zapadając w sen o wiele głębszy niż przedtem. Na pewno znajdował się w skrzydle szpitalnym i na pewno bardzo dotkliwie coś sobie złamał, ale wszystkie szczegóły zdawały się być okropnie mętne i niespójne. W jego pamięci roiło się od dziur i niedociągnięć, a wszelkie próby przypomnienia sobie, co się wydarzyło, kończyły się tylko jeszcze większym zmęczeniem.

21.07.2015

21.2. Przyjaciele i Wrogowie

„Trzymaj swoich  przyjaciół blisko, ale jeszcze bliżej trzymaj swoich wrogów”-Mario Puzo




Poppy Pomfrey była bardzo rzeczową kobietą. Postrzegała świat w prosty sposób, w którym ludzi dzieliła na przystosowanych do życia i aspołecznych. I niestety, doszła do wniosku, że dorasta coraz więcej tych drugich. Może i nie miała dzieci, ale przecież pamiętała jeszcze, jak to jest – mieć szesnaście lat. Musiała zgodzić się, że ten okres nie należy do najłatwiejszych, ale na pewno nie odbijał się na niej tak dotkliwie, jak na współczesnej, hogwarckiej młodzieży. To niemożliwe, że stanowiła wówczas wyjątkową jednostkę. Dzisiejsza rzeczywistość sprzyja nabierania u nastolatków aspołeczności, i tyle.
Najlepszym na to dowodem była ilość problemów, z którymi musiała się zmierzyć w tym roku szkolnym. Pomijając tak wiele wypadków, zaskakujących przypadłości, a nawet epidemię mugolskiej mononukleozy, wciąż wybuchały tu awantury! Tak jak dzisiaj – dobre pół godziny zajęło jej uspokojenie tej gryfońskiej bandy i ostateczne przywrócenie porządku do skrzydła szpitalnego. Ich wrzaski i zwierzęce ryki słyszalne były wszędzie – nieważne, czy przekrzykiwali się w sali, w przedsionku dla odwiedzających, czy na korytarzu, poza skrzydłem. Dziwne dzieciaki. Aspołeczne i jakieś głuche, z defektami. 

30.05.2015

20.2. Ain Eingarp


„Jeżeli chcesz wiedzieć, co ma na myśli kobieta, nie słuchaj tego co mówi - patrz na nią”
-Oscar Wilde

Lily lubiła tłumaczyć swoją wybuchowość i niecierpliwość włoskimi korzeniami. Upierała się, że krytykowanie jej za drażliwość jest równie nie w porządku, jak ocenianie za kolor włosów czy wzrost, bo przecież nie miała ona wpływu na swoje geny i nic nie mogła poradzić, że wywodzi się z ludzi o gorącej krwi. To jak nagonka na wierzących za modlenie się, myślała. Południowców nie ocenia się za temperament. Każdy to wie.
Niestety, nie każdy to wiedział. Na przełomie lat za charakterek niejednokrotnie przychodziło jej słono zapłacić, a wtedy nikogo już nie obchodziło, ile krwi rodziny Vespignani płynie w jej żyłach. Kiedy była dzieckiem i nie panowała ani nad swoim gniewem, ani tym bardziej nad swoją magią, zdarzały się liczne niemiłe incydenty. Dobrym przykładem jest historia jej i Leslie Hernandez. Ta mała, złośliwa córka komornika (jak mawiał na nią pan Evans) wyśmiała raz Lily na szkolnej stołówce. Konsekwencją tego były wyrastające z blond głowy kopyta.
Wiadomo, że mugole nie potrafili wyjaśnić tego zdarzenia w sposób racjonalny. Kiedy więc Lily trafiła z Leslie do swojego wychowawcy, nauczyciela matematyki, nie mógł on doradzić jej nic innego jak panowanie nad swoimi emocjami.
─ To dziedziczne, panie Root – żaliła się dziesięcioletnia wówczas Lily. – Mam inną mentalność niż, wy, Brytyjczycy. Tata mówi, że Latynosi nie dławią w sobie emocji. Dlatego właśnie mama sobie pojechała.
─ Cóż… w takim razie nie próbuj dławić swoich emocji, Lily – poradził poczciwie profesor. – Kiedy zaczniesz się denerwować – pierwiastkuj. Pierwiastki są dobre na wszystko.

2.02.2015

19.3. Prawda czy fałsz?

„Tylko jedna rzecz jest gorsza niż gdy o nas mówią, a mianowicie: gdy o nas nie mówią.”-Oscar Wilde


Lily z niesmakiem odkleiła od swojej spódniczki klejącą, zaschniętą breję, która zapachem przypominała trochę krem jej babci na żylaki i pajączki – ostatnią niespodziankę, jaką zafundowała jej Mary w szaleńczym napadzie złości. Obie dziewczyny znajdowały się właśnie w gabinecie McGonagall, gdzie miały na nią zaczekać. Długo nie wracała. Niewykluczone, że była zajęta wypisywaniem długich, kuriozalnych listów, obfitych w przejaskrawione opisy dzisiejszego wydarzenia, które miała zamiar wysłać do pani Nass, pana McDonalda, ojca Lily i do Caroline, o ile już wróciła do Cokeworth z tego całego sylwestra na Majorce.

19.2. Prawda czy fałsz?

Przedgadka + poprzednio
Druga część jest dużo dłuższa od poprzedniej (obiecywałam!), ale znaczną jej część stanowi maksymalnie wydłużony V. fragment. Kiedy piszę - maksymalnie wydłużony, to mam na myśli pełen opisów, w których znajdują się króciutkie charakterystyki i nawiązania do poprzednich rozdziałów, pisane albo na przypomnienie, albo dla tych, którzy zaczynają czytanie od szesnastego rozdziału (pisałam o tym pod Psychoanalitykiem). Jest to w sumie fragment wypruty z akcji, więc można go pominąć, no, ewentualnie przeczytać końcowe akapity (gdzieś od „ – Mimo wszystko sądzę, że ścigający powinni stanąć do pojedynku”), bo później i tak jest to analizowane przez nasze Plotkary :D. Rozbijam rozdizał na dwie części, że Blogger nie zwariował do reszty. Jutro (tzn. dzisiaj :D0 wieczorem spodziewajcie się drugiej, którą jeszcze muszę sprawdzić. Ja tradycyjnie życzę miłej lektury ;*. Ach! I dedykacja wędruje do Elfika ;*.


„Tylko jedna rzecz jest gorsza niż gdy o nas mówią, a mianowicie: gdy o nas nie mówią.”-Oscar Wilde

V

─ No, no, no… Po raz pierwszy dzisiaj ktoś opowiedział coś, czego nie wiedziałam – zaśmiała się Larissa, poprawiając swoje długie, kruczoczarne włosy. – Dlaczego zwlekałaś tak długo, Sally?
─ Mam na imię Sarah – wydukała „Sally”, nie wiedząc, czy przewodniczącej Piękności i w dodatku Prefekt Naczelnej wypada zwracać uwagę.
─ No i? – machnęła ręką Larissa, dla której Sarah straciła swoją wartość po zdradzeniu sekretu.
W dormitorium numer pięć przycichło. Jakkolwiek z początku przekrzykiwano się coraz bardziej i bardziej, to teraz gromadka plotkującej społeczności hogwarckiej przycichła, zajęła się poprawianiem fryzur i makijażu albo zaplataniem warkoczyków z długich, bo sięgających wręcz do pasa, włosów Katy Ollivander. Caitlin co prawda wciąż próbowała podpytać Sarę z pikantnych szczegółów kłótni jej „Jily”, ale nikt inny zbytnio się tym nie interesował. Zaczęto dyskutować więc o sprawach bardziej błahych: Georgia narzekała na to, że w zeszły czwartek podano na obiad koninę zamiast klopsików; Rachel podjęła ulubiony temat Piękności – wzdychanie do Liama Argenta, młodego, przystojnego nauczyciela obrony przed czarną magią; A.B. trochę pośmiała się z Hestii Jones, a z niej temat zgoła nieoczekiwanie spadł na Qudditcha – czyli to, o czym Piękności nie rozmawiały nigdy.

21.12.2014

19.1. Prawda czy Fałsz?


„Tylko jedna rzecz jest gorsza niż gdy o nas mówią, a mianowicie: gdy o nas nie mówią.”
-Oscar Wilde


I

Blichtr. Urok. Smak. Plotka.
Piękność.

Ulotka z tym niezwykle chwytliwym sloganem została wklejona do wszystkich notesików na złote myśli, jakie Piękności nosiły ze sobą. Autentyczny plakat wykonany przez złotą rękę A.B Norton napawał je dumą do tego stopnia, że rozważały nawet, czy nie opłacałoby się przyczepić go na tablicę ogłoszeń w pokoju wspólnym. Miały nadzieję na przygarnięcie kilku dodatkowych duszyczek do swoich szeregów, a że były estetkami pełną piersią, przypuszczały, że wywieszka spowoduje wzmożone zainteresowanie ich działalnością. Ostatecznie jednak dziwnym trafem wszystkie większe duplikaty plakatów, które nadawałyby się do wywieszenia, zniknęły, a więc Piękności zmuszone zostały przywitać nowy semestr w starym składzie. 

25.10.2014

18.4. Sylwester w Dolinie Godryka

Poprzednio
James i Syriusz zapraszają dziewczyny na Sylwestra do siebie. James spotyka się z Mary McDonald, swoją byłą dziewczyną, z którą w przeszłości zerwał w tajemniczej przyczyny, ale teraz sądzi, że Mary się zmieniła, chociaż to lekko mija się z prawdą. Marlena przyjeżdża na kotylion, gdzie zostaje ośmieszona. Dowiaduje się, że na ekskluzywnym balu znalazła się tylko dlatego, że jej rodzina chce znaleźć dla niej kandydata na męża, którego majątek mógłby uratować McKinnonów przed bankructwem. Z kolei Belle Potter bez zgody swojej podopiecznej, wydaje zgodę na niebezpieczny zabieg dla Hestii, który może uszkodzić jej pamięć.

„W obliczu prawdziwej miłości nie można się poddawać , nawet jeśli jej obiekt Cię o to błaga.”
- Josh Schwartz & Stephanie Savage (twórcy Plotkary)

23.00


W tym samym momencie, gdy w sercu Dorcas Meadowes bez wątpienia rozpętała się burza, jej nastrój przełożył się na zjawiska meteorologiczne. Błyskawica rozdarła niebo, a na rynnę z głośnym brzdękiem spadły liczne bryłki lodu, zwane gradzinami. Ludność Doliny Godryka, która wyszła świętować nadchodzący Nowy Rok na rynek, z jękami zawodu okryła się płaszczami i, chowając głowę między ramiona, pobiegła do swoich domów, pogodzona już z faktem, że Sylwester zakończy się po prostu odsłuchaniem radiowej audycji z rankingiem największych przebojów siedemdziesiątego szóstego. 

12.09.2014

18.2. Sylwester w Dolinie Godryka

Poprzednio
James i Syriusz zapraszają dziewczyny na Sylwestra do siebie. James spotyka się z Mary McDonald, swoją byłą dziewczyną, z którą w przeszłości zerwał w tajemniczej przyczyny, ale teraz sądzi, że Mary się zmieniła, chociaż to lekko mija się z prawdą. Marlena przyjeżdża na kotylion, gdzie zostaje ośmieszona. Dowiaduje się, że na ekskluzywnym balu znalazła się tylko dlatego, że jej rodzina chce znaleźć dla niej kandydata na męża, którego majątek mógłby uratować McKinnonów przed bankructwem. Z kolei Belle Potter bez zgody swojej podopiecznej, wydaje zgodę na niebezpieczny zabieg dla Hestii, który może uszkodzić jej pamięć.

„W obliczu prawdziwej miłości nie można się poddawać , nawet jeśli jej obiekt Cię o to błaga.”
- Josh Schwartz & Stephanie Savage (twórcy Plotkary)



Bree i Marlena wpadły do Huncwotów dosłownie kilkanaście minut po pierwszej fali niezaproszonych przez gospodarzy gości, i kilka przed drugim podobnym nalotem, a więc zostały delikatnie mówiąc niezauważone przez towarzystwo. Bree, przyzwyczajona do tego, że zwykle gospodarze każdego domu, w którym postawiła swoją stopę, nic tylko próbowali jej udogodnić, z mniejszym wyczuciem określiła zaistniałą sytuację, do której ni w ząb była przygotowana: 
Oni nas tak jakby kompletnie olali – szepnęła, marszcząc czoło. – Nie wiedziałam, że tu będzie taka impreza.
Ja też – wydukała Marley, rozglądając się bez zrozumienia po tym, co niegdyś nazywano korytarzem domu Potterów.

Obserwatorzy

Theme by Lydia Credits: X, X