Poprzednio
Lily opowiada Hagridowi o ostatnich wydarzeniach. Wskutek przegrania zakładu (Urodziny "Mojej Dziewczyny") Lily obiecała Jamesowi randkę, co w opinii publicznej uczyniło ich parą. Lily stara się podejść do nowej sytuacji zdroworozsądkowo i sprawdzić, jak jej i Jamesowi pasuje bycie ze sobą. Wszystko psuje się, kiedy w ich sprawy wtrąca się Mary i wykorzystuje Piękności w swojej intrydze. Evansówna nie zdaje sobie sprawy z tego, że wpadła w pułapkę i podpisuje cyrograf, który obliguje ją do zmuszenia Jamesa, by pocałował jedną z Piękności, Jessikę. Ona z kolei ma pomóc Lily wydobyć pewną tajemnicę od Doriana, tajemnicę, która dotyczy związku Mary i Jamesa. Dorian wie o całym przedsięwzięciu doskonale, bo w swoje plany Mary wtajemniczyła go wieki temu, już w rozdziale 21.
May Potter wraca z odwyku do Hogwartu, wypuszczona znacznie przed czasem. Tuż za nią przyjeżdżają państwo Potter oraz siostra Emmeliny, Diana, która ma w Hogwarcie do załatwienia pewną sprawę. Remus rozpoznaje Bree jako swoją przyjaciółkę z dzieciństwa i córkę szefa jego ojca. Z kolei Emmelina, która zatraciła się w zemście, obawia się, że mogła odurzyć Dorcas eliksirem miłosnym.
„Żyli w dwóch odmiennych światach, ale podczas gdy on chwytał się rozpaczliwie wszystkich możliwych sposobów, aby zmniejszyć dzielący ich dystans, ona nie zrobiła niczego, co nie prowadziłoby w kierunku wprost przeciwnym. Upłynęło wiele czasu, zanim odważył się pomyśleć, iż owa obojętność nie była niczym innym jak pancerzem przed strachem.”
- Gabriel García Márquez, Miłość w czasach zarazy
1.
Noc z czwartku na piątek.
Gdyby nie szereg
dość niefortunnych okoliczności – takich jak potencjalne odurzenie Amortencją,
mało entuzjastyczna, lakoniczna notka oraz utrzymujące się od dłuższego czasu
uprzedzenie, rozczarowanie i krępacja względem jej autora – Dorcas byłaby o wiele bardziej podekscytowana
perspektywą nocnego spotkania z profesorem Argentem. Nie miała zamiaru
lekceważyć jego zaproszenia, nieważne, jak nieuprzejme i oszczędne było – nie
pozostawało jednak tajemnicą, że wolałaby w tym momencie spać sobie w męskim
dormitorium numer sześć i wdychać zapach Syriusza. Bardziej z racji dobrego
wychowania niż faktycznego zaciekawienia, co ma jej do przekazania młody auror,
Dorcas wyczołgała się z łóżka w środku nocy, nałożyła uszytą niedawno podomkę i
wymknęła się z dormitorium żeńskiego numer cztery.
O drugiej nad ranem ziąb w zamku robił się nie do
wytrzymania – jakby tego było mało, co chwila jakiś poltergeist-żartowniś
otwierał na oścież okiennice, wpuszczając na Dorcas mnóstwo śniegu i podmuchy
zamrażającego jej wnętrzności wiatru. Modliła się, żeby nie zostać nakrytą i
ubolewała, że nie mogła powiedzieć nikomu – powiedzieć
Syriuszowi – o tej wycieczce. Czułaby się o wiele pewniej, gdyby ktoś o
wiele bardziej zmyślniejszy w czarach rzucił jakieś zaklęcie niewidzialności
czy chociaż przetransmutował jej podomkę w gruby sweter.
Zbiegła z jeszcze kilku schodów i przecięła jeszcze kilka
korytarzy, zanim trafiła pod drzwi gabinetu Liama, czując dziwny, gryzący niepokój.
Przez chwilę wahała się, czy zapukać czy nie.
— Wejdź! – krzyknął Argent, zanim zdołała zebrać się w sobie
i uderzyć pięścią o drzwi.
Jednak nie taki
kiepski z niego Auror.