Poprzednio + kilka słów od Abigail
Wszyscy szaleją, kiedy Hogsmeade zaczyna zbliżać się wielkimi krokami. Moda na "nietypową randkę" zaczyna się od Dorcas, która niechcący wyzywa samego Syriusza Blacka na randkowy pojedynek. Podczas gdy ona załatwia sobie dobrze prezentującego się Chase'a, Black postanawia zagrać jej na uczuciach i zaprosić Emmelinę. Lily, która jest zła, wyczerpana i upokorzona poprzez nieszczęsną aferę zdjęciową (zdjęcia półnagiej jej i Jamesa), łatwo daje się sprowokować i wymusza na Jamesie randkę z Mary, a ona sama zadowala się swoim byłym chłopakiem, Dorianem.
Hestia, którą pod koniec trzeciej części dopadła specyficzna
dolegliwość, musi zmierzyć się teraz z zanikami pamięci. Jak wielkie są
te zaniki - przekonamy się w dzisiejszym rozdziale.
Chyba najbardziej pomieszanie sprawa maluje się pomiędzy Remusem a Marleną. Remus woli nie wracać do Marley, ponieważ jest niebezpieczny, z kolei Marlena nie może teraz wrócić do Remusa, bo jej rodzinka postanawia dorobić się na lukratywnym ślubie.
Jo musi znaleźć jakieś dobre rozwiązanie, żeby móc widywać się z mugolskim londyńczykiem Jordanem i - co za tym idzie - udawać uczennicę szkoły artystycznej oraz - równolegle do tego wszystkiego - przejść przez ostatnią klasę Hogwartu. Dobrym rozwiązaniem wydaje się być Zmieniacz Czasu, ale skombinowanie go nie jest wcale rzeczą łatwą. Ironia losu, ma go akurat Hestia, ale nie pamięta skąd.
Dzisiaj mamy 12 fragmentów, czyli 12 horkruksów rozszczepionych z mojego serca, tak jak obiecałam na fb ;>. Ten, kto zaklepał - ten ma.
Betowała Lumossy.
"Kochałem. To bolesne, bezsensowne i przereklamowane."
- Damon Salvatore/Kevin Williamson*, Pamiętniki Wampirów
1 - dla wszystkich
Piękny był sobotni poranek w dzień wyprawy do Hogsmeade. Nocą po
raz pierwszy od wielu dni spadł śnieżny puch, otulając poprzednie, rzadkie
warstwy śniegu na nowo. Brudna, wilgotno -błotna breja, formująca się na
błoniach i zaszronionej murawie, nie napawała już przerażeniem, słońce wysunęło
się zza mglistego, szpetnego nieba, wpuszczając ciepłe, optymistyczne promienie
w serca Hogwartczyków. Nawet grad przestał wystukiwać nużący, trwały rytm.
Świat zabłysnął na nowo, rzucając błogi urok na wszystkie myślące, wrażliwe
istoty, zamieszkujące te szerokości geograficzne.
Kolejne osoby budziły się, gotowe
na zakupy, spotkania z przyjaciółmi i sympatiami. Pozytywny duch opętał ich i
przeniknął do głębi, sprawiając, że był to jeden z nielicznych dni, kiedy każdy
zdaje się mieć dobry humor. Do Pokojów Wspólnych i na korytarze wysypało się
mnóstwo dziarskich i energicznych uczniów, uzbrojonych w szaliki, czapki i
pękate portfele.
Cudowna, bajkowa energia nie
wpłynęła chyba tylko na jedno dormitorium, nie wybawiając szóstorocznych
dziewcząt z chłodnych, zachłannych objęć Morfeusza. Oprócz Marleny, rannego
ptaszka, prawie wszystkie leżały skulone w swoich wyrkach, otoczone szeregiem
kolorowych, frędzlastych poduszek, kocyków i pierzynek. Złe nastroje, wyrzuty
oraz atmosfera pełna rozczarowania i pretensji skutecznie walczyła z pięknem
styczniowego dnia, ale też wybudziła – i źle wpłynęła – na najbardziej podatną
na złe moce mieszkankę dormitorium numer cztery.