20 stycznia 2014

10. Rozstania i Powroty

„Każdy może współczuć cier­pieniom przy­jaciół, lecz trze­ba mieć wspa­niały cha­rak­ter,
by móc cie­szyć się po­wodze­niem przyjaciela”
-Oscar Wilde

          Nastał listopad, najbardziej ponury i monotonny miesiąc w roku, a razem z nim każdemu zepsuł się humor. Treningi Qudditcha, które całkiem niedawno dla Hestii stanowiły świetny odskok od rzeczywistości, teraz stały się nieprzyjemnym obowiązkiem. Frank nie dawał im odetchnąć. Twierdził, że ich problemem jest spoczywanie na laurach już po pierwszym sukcesie, chociaż mogą wykrzesać z siebie o wiele więcej. Nie żeby mieli jakieś złe wyniki- James łapał złotego znicza nawet po kwadransie, a potem olewał resztę i szedł na błonia wypuszczając i ponownie łapiąc małą piłeczkę; ona, Syriusz i Jayden znakomicie się wyczuwali, a każde ich zagranie z kaflem zapierało dech w piersiach, chociaż czasem te świetne akcje tłumiła brawurowa obrona Chrisa Wooda. Jeśli chodzi o pałkarzy, w szczególności Franka, świetnie udawało im się nastraszać grupkę ślizgońskich gapiów, którzy zajmowali jedną z ławek na trybunach.


          Oprócz nich na treningach regularnie pojawiała się Marlena McKinnon, czasem zabierała ze sobą jakąś koleżankę z dormitorium, i kiwała swojemu chłopakowi udając, że zna się na grze. Często widywała tam też Remusa Lupina, który głośno kibicował swoim kolegom (chociaż może pojawiał się tylko po to, żeby napatrzeć się na rozentuzjazmowaną Marę, o czym świadczyłoby to, że nie odrywał od niej swoich brązowych tęczówek) oraz banda fanek Pottera i Blacka, które przy każdej okazji wysyłały im buziaki. Do Hestii nikt nie przychodził.
         Minęły dwa miesiące jej pobytu w Hogwarcie, ale ona wciąż nie znalazła żadnej bliższej koleżanki. No, może była Emmelina, ale ona ostatnio zaczęła ją ignorować, zbyt zajęta swoimi intrygami i układami z jakimiś podejrzanymi dziewczynami. Była jeszcze garstka jej chłopaków, których zdążyła już kilkanaście razy zmienić, ale ich towarzystwo raczej nie poprawiało jej humoru. Tym bardziej, że mieszkanie w jednym dormitorium z jej współlokatorkami robiło się nieznośne. Zarówno Lily, jak i Marlena zdawały się kompletnie nie zdawać sprawy z jej towarzystwa, a Dorcas odzywała się do niej wręcz opryskliwie, cały czas rzucając, iż nie powinna zabierać głosu w sprawach, które jej nie dotyczą. Jonesówna nie żałowała ani trochę, że na początku roku spiskowała przeciwko tak chamskiej osobie. I gdy tylko dzisiaj wróciła w zabłoconym stroju z boiska i spostrzegła wielkie ogłoszenie o wymianie międzyszkolnej do jej pierwotnej szkoły, Beauxbatons, poważnie zastanowiła się nad wpisaniem się na listę chętnych.
          Nie powinnam robić tego ciotce Dorei, pomyślała. W istocie, matka Jamesa namęczyła się nad wciśnięciem jej do Hogwartu- dostała ona bowiem dość zszarganą opinię od dyrektorki Beaux. Uśmiechnęła się w duchu. Te wszystkie kawały razem z przyjaciółkami i swoim niezastąpionym chłopakiem… To dopiero były czasy. Wśród francuskiej społeczności szkolnej występowała jako istna królowa- prawdziwa gwiazda, która znajdowała się na ustach wszystkich. A teraz? Nikt jej nie znał, a jak już, przyczepiał jej wielką plakietkę KUZYNKA POTTERA albo, jeszcze lepiej, KUZYNKA BLACKA. Czym zasłużyła sobie na takie traktowanie?
-…i on powiedział…- usłyszała podekscytowany wysoki głos, gdy tylko nacisnęła klamkę do drzwi dormitorium –że mam najcudowniejsze oczy na świecie, uwierzycie?
-Nie- burknęła Dorcas, zatykając sobie teatralnie uszy poduszką. O czymkolwiek nawijała Emmelina, z pewnością nie spotkała się z poparciem Meadowes. Titanicówna spiorunowała ją sceptycznym spojrzeniem i już otwierała buzię, by powiedzieć coś złośliwego, ale Lily ją uprzedziła:
-Oczy masz ładne, Em. Po prostu… wyobraź sobie, jak czujemy się z myślą, że tak powiedział Black. Kompletny odruch wymiotny… co nie, Mara?- dodała szybko, spoglądając z nadzieją na McKinnon. Jedynie z nią trzymała teraz sojusz.
            Hestia już wiedziała, o co chodzi. Kłótnia o jej kuzyna, kolejna, w ciągu tego tygodnia. Dzień w dzień Emmelina opowiadała coraz to bardziej niestworzone opowieści z ich domniemanego związku (w który szatynka szczerze wątpiła, biorąc pod uwagę, jak często w szatni przed treningami Syriusz naśmiewał się ze swojej „dziewczyny”) od których Meadowes dostawała szewskiej pasji. Marlena przyjęła taktykę pełną rezygnacji, zwyczajnie nie wtrącała się w bezsensowne wymiany zdań dwóch przyjaciółek, a Lily starała się nadaremnie je ugłaskać. Gorzej z tym, że Ruda nienawidziła jakiejkolwiek syzyfowej pracy, więc wybuchała gniewem, gdy tylko jedna i druga puszczały jej uwagi mimo uszu. Tak więc, prościej mówiąc, panował tu czysty galimatias, który Jones bardzo chciałaby rozwiązać, gdyby tylko każda jej próba nie kończyła się nieprzychylnymi spojrzeniami koleżanek. No nic, posłucha sobie, co mają do powiedzenia.
-Yhym- mruknęła Marlena, przerzucając kolejną stronę jakiegoś czasopisma i ukrywając w nim twarz. Ostatnio była coraz bladsza.
-A ja uważam, że tonący brzytwy się chwyta- odparła ze złośliwym uśmieszkiem Dorcas. –Ponieważ Emmelina dobrze wie, że jej sympatia do Syriusza jest nieodwzajemniona, czepia się każdego jego słowa, przekręcając w ten sposób, żeby udowodnić MI, że on ją ubóstwia, czego, tak na marginesie, NIE ROBI.
-Jak śmiesz!- oburzyła się blondynka. Hestia miała poważne wątpliwości, czy zrozumiała coś ze stwierdzenia szatynki. –Lepiej przyznaj się, że jesteś zazdrosna. Założę się, że Syri nie mówił ci takich rzeczy.
-SYRI? Czy ty siebie słyszysz?!- parsknęła tamta w odpowiedzi. –Pogrążasz się. Brzmisz jak desperatka. Powinnaś nareszcie nauczyć się, że nie ważne jak bardzo kolorowe byłoby kłamstwo i niezależnie ile osób by w nie uwierzyło, i tak pozostanie ono kłamstwem.
-Nie jestem żadną desperatką, Meadowes! Pilnuj własnego nosa i przestań wchodzić w moje życie z buciorami! Nie uważasz, że odebrałaś mi już i tak zbyt wie…- urwała nagle, czerwieniąc się jak piwonia. Najwyraźniej powiedziała coś, czego nie miała zamiaru ujawniać. Dorcas ściągnęła brwi.

***

-Dasz machnąć?- spytał blondas z wyłupiastymi oczami. Uczepił się Regulusa już od dłuższego czasu, za każdym razem obdarzając go tajemniczymi uśmiechami, zupełnie jakby chciał oświadczyć, że wygrał w loterii Proroka Codziennego, a teraz rozkoszował się jego zniecierpliwieniem. Ręce, zapełnione starymi sygnetami, trzymał w kieszeniach sztruksowych spodni, wyciągając je raz wraz z zawartością, i znów wkładając, jakby chciał udowodnić, że nie przemycił nic nielegalnego. Jego oczy zaciśnięte były w wąskie szparki, ale szukający nie mógł stwierdzić, czy to defekt jego urody, czy też zwyczajne wrogie ich mrużenie.
-Mugolski- ostrzegł i podał mu niechętnie papierosa. Nie podobało mu się, że ma towarzystwo. Czekał na kogoś już od kilku minut, a ta osoba z pewnością nie życzyłaby sobie gapiów. Miał nadzieję, że mugolskie „wynalazki” przynajmniej go odgonią, jak było z większością kolegów ze Slytherinu. Pomylił się.   
-W tym jednym akurat mugolom należą się owacje na stojąco- odparł tamten i wypuścił z ust chmurę dymu. –Ale tylko w tym.
          Black kiwnął niechętnie głową. Nie interesował go dalszy przebieg tej „pasjonującej” konwersacji, ale wyglądało na to, że tak łatwo nie pozbędzie się blondyna. Uśmiechnął się więc sztucznie i zacisnął mocniej swój zielony krawat od mundurka.
-Wybacz… Chętnie bym tak z tobą popalił, ale robota wzy…- urwał w pół słowa zdając sobie sprawę, że blondyn krztusi się niepohamowanym rechotem. Wtedy zaczął łączyć fakty. Ile czeka na jednego z nich? Dziesięć, dwadzieścia minut? A ile siedzi tu ten chłopak? Chyba… Zdaję się, że tyle samo. –Czy… Czy ty masz do mnie sprawę?- spytał siląc się na zaciekawiony ton.
-Sprawę? Ja?- powtórzył niczym automat. –Słyszałem inaczej. Ale… Może przedstawimy się, co? Jestem Mulciber. Marcus Mulciber- wyciągnął do niego rękę. Regulus przyglądał się jej zastanawiająco, jakby bał się, że przed wyciągnięciem Mulciber ją opluł. W końcu ścisnął jedynie palce i półgębkiem wymamrotał swoje nazwisko. Chłopak uśmiechnął się z uznaniem, najwyraźniej zadowolony, że przebiera w czystokrwistym towarzystwie.
-Znajomy powiedział mi, że jesteś w gorącej wodzie kąpany i natychmiast chcesz eee… jak ty to określiłeś? Dołączyć do naszej społeczności?- Black nie mógł powstrzymać wrażenia, że dziwny chłopak z niego drwi.
-Masz na myśli Śmierciożerców?
-Poddanych Czarnego Pana, chciałeś powiedzieć.
-Jeśli widzisz w tym jakąś różnicę…
          Regulus spiął się, ponieważ blondyn zaczął oglądać go z różnych stron z zastanawiającą miną, zupełnie jakby sprawdzał, czy ma odpowiednie predyspozycje na jedną z tych mugolskich modelek, których podobizny na plakatach porozwieszał w swoim pokoju jego braciszek.  Co jakiś czas szeptał, niby do siebie, ale jednocześnie tak złośliwie, jakby się przed kimś popisywał. Black puszczał większość odzywek płazem, ale gdy usłyszał: „chuderlawy… i niski”, musiał zareagować.
-Jestem szukającym- oznajmił. –Oni z natury są niscy.
-Taa… Przypomnij, ile masz lat?
-Piętnaście, ale...
          Mulciber zrobił tak kwaśną minę, jakby ta informacja przesądziła. Regulus mimo wszystko nie miał zamiaru rezygnować- chciał dołączyć do Voldemorta, to było przyszłościowe, wszyscy wokół zdawali sobie świetnie sprawę, że to on zwycięży Pierwszą Wojnę Czarodziejów, a Dumbledore… Sam Dumbledore nie da rady na wszystkich jego ludzi, a z kolei jego sojusznicy, czyli „ci dobrzy” są zbyt słabi, żeby cokolwiek zmienić. Może i nie do końca przypominał swoich kolegów, którzy traktowali Sami- Wiecie-Kogo jak wielkiego idola, proroka, który otworzył im oczy i który nareszcie odmieni ten świat- wybijając wszystkie szlamy, zdrajców krwi i mugoli; ale nie widział innej swojej roli w tym wszystkim. Na pewno nie stanie w obronie niemagicznych gości, co to, to nie, nie przekona go do tego nawet cały wóz papierosów, ale nie ma stron neutralnych. Neutralni zostają zastraszani i prześladowani, to taka warstwa, która ma w tym wszystkim najbardziej przechlapane. Zostają więc tylko Śmierciożercy.
 -Dobrze wiesz, Black, że nie przyjmujemy nikogo poniżej szesnastki. Zdaj chociaż sumy, póki co na pewno za wiele to nam nie pomożesz.
-Bez obrazy, ale wątpię, żebyś ty, ze zdanymi sumami, w jakikolwiek sposób nade mną górował- rzucił bezczelnie. Nienawidził dyskryminacji wiekowej.
          Spodziewał się, że chłopak lekko zdenerwuje się tą uwagą, ale czekało go kolejne zaskoczenie- Mulciber wyszczerzył zęby i zachichotał, zupełnie jakby byli starymi, dobrymi kumplami, którzy droczą się przy piwie. Dziwny to był typ. Jeśli wszyscy sojusznicy Czarnego Pana byli równie porąbani, to Black zaczynał się poważnie zastanawiać, czy nie pośpieszył się z definicją swojej przyszłości.  
-Muszę cię rozczarować. Kiedyś faktycznie Czarny Pan mógł werbować na Śmierciożerców małolatów, ale teraz już tak nie postępuje. Ma zaufanych, pełnoletnich szpiegów, z których zszedł namiar i których może wykorzystywać zawsze i wszędzie. Sam nie mam Mrocznego Znaku, otrzymam go dopiero, jak na to zasłużę.
          Ślizgon zmarszczył brwi. Wyraźnie prosił Greengrassa, żeby przyprowadził mu kogoś doinformowanego, podczas gdy Mulciber, ten, kogo on załatwił, najprawdopodobniej nie widział prawdziwego Śmierciożercy! Nie wspominając już o Voldemorcie! Jeśli przyszedł mydlić mu oczy koniecznością wykazania się czymś nieprzeciętnym, to równie dobrze Regulus może już sobie pójść. Pewnie i by tak zrobił, gdyby nie odezwała się do niego ulubiona cecha- ciekawość. Kiwnął głową na znak, żeby mówił dalej.
-Należę do organizacji… tajnej organizacji. Jesteśmy przyszłymi szeregami Śmierciożerców, ale przed pełnoletniością szlifujemy swoje umiejętności czarnej magii. To nam pomoże potem, w wykonywaniu swojej powinności.
-Powinności?- prychnął Regulus. –Wybacz, ale nie mam zamiaru robić z siebie idioty. Ale miło, że zapropono…
-Widzisz tamtą dziewczynę?- przerwał mu niegrzecznie blondyn wskazując palcem na siedzącą przy kominku brunetkę o niebieskich, zagadkowych oczach i grymasie na twarzy. Emanowała z niej dziwna aura, zupełnie jak ta u wili, ale nie było to przyjemne uczucie. Z nieznanych powodów dziewczyna wydawała się przerażająca.
-Tę brunetkę?
-Aha. Jo Prewett- oświadczył dumnie. –To nasza mentorka. Jeśli naprawdę ci zależy, porozmawiaj z nią. Ogólnie w Łowcach Śmierci siedzą tylko szóstoklasiści, ale może zrobi dla ciebie wyjątek… twój charakterek powinien ją urzec- zachichotał.
          Dziwna propozycja. Zdążył nasłuchać się wielu różnych opowieści z Jo Prewett w roli głównej, ale osobiście nigdy nie widział jej na oczy.
***

-Uważasz, że coś ci odebrałam?- zabrzmiało to na pół sceptycznie, a na pół ze zdziwieniem. –Emmelina?
           Titanic wbiła wzrok w podłogę. Oczywiście, że tak! Przecież zawsze tak było… Ona i Dorcas rywalizowały- to nie ma nic wspólnego z Syriuszem. Emmelina mogłaby królować w szkole- zasłużyła sobie na to, w końcu tyle pracy i serca włożyła w swój wizerunek- ryzykowała nawet zdrowie popadając w bulimię. Na szacunek Huncwotów, zainteresowanie chłopców i utrzymanie więzi z przyjaciółkami ciężko pracowała. A Meadowes? Przez pierwsze cztery lata kompletnie je wszystkie olewała- nagle zrobiła z siebie ofiarę losu, bo Łapa się nią zainteresował, olewała go, zupełnie jak Evans Pottera i dzięki temu zyskała popularność! Wszyscy latają do niej jak ćmy do światła, dlatego, że to „ta, co nie dała się Blackowi”. Sławę zyskała cudzym kosztem, a Syriusz… Syriusz ma to gdzieś. Zachowuje się jak ostatni debil latając za tą rozkapryszoną pannicą, która nie wie czego chce, ma beznadziejne oceny, nie ma pojęcia o Qudditchu, a jedyne o czym potrafi gadać to o nieszczęściu, jakie spotkało ją w jej patologicznej rodzinie oraz ciuchach i makijażu. Nie jest za grosz interesująca! Jest pusta i próżna, nie ma pojęcia, co z sobą zrobić, ale i tak wszyscy ją kochają. Ta miłość należy się jej, Emmelinie! Syriusz powinien lubić ją! To ona powinna być na ustach wszystkich!
          Lily spojrzała na nią swoim przenikającym spojrzeniem. Ją też odebrała jej Meadowes. Kiedyś to ona się z nią przyjaźniła. Ona, Marlena i Mary. Nie było żadnej Dorcas. Boże, jak ona nienawidzi dnia, w którym postanowiła się z nią pogodzić. Powinna wtedy wypowiedzieć jej wojnę. Powinna zniszczyć ją wtedy, kiedy jeszcze nie miała za sojuszników ważne dla niej osoby.
-Oczywiście, że nie, Dor-powiedziała za nią Ruda, starając się, byle tylko jej głos zabrzmiał przekonywująco. –Nie widzisz jej? Jest wściekła. Wy obie jesteście wściekłe. Padają teraz słowa, które paść nie powinny.
          Które paść nie powinny!? No, kto jak kto, ale Lily powinna spróbować ją teraz zrozumieć! Przecież przyjaźniły się o wiele dłużej niż ta z Dorcas. Ostatni czasy się od siebie oddaliły, to prawda. Popełniła strategiczny błąd pozwalając Meadowes zbliżyć się do ich ciasnego kręgu, teraz to wie. Ale w Evans powinna zostać choć krztyna lojalności, prawda?
-Co proponujesz?- spytała przymilnie, starając się pokazać Lily, że dla niej zawsze będzie milutka.
-Babski wieczorek- powiedziała szybko. Marlena aż uniosła spojrzenie znad gazety.
          Dobrze, sytuacja wygląda źle. Lilian Annabeth Evans była, i jest, największą przeciwniczką robienia przyjaźni i miłości na pokaz, dlatego nigdy, ale to nigdy, nie wyrażała zgody, a co dopiero proponowała, na babskie wieczorki albo podwójne randki przy wszystkich. To było jak… Jakby wbiegła właśnie do dormitorium Huncwotów i pocałowała namiętnie Jamesa.
-Co proszę? Chcesz urządzić grupowy babski wieczorek…
-Gdzie tam, grupowy!- Lily skrzywiła się na samą myśl o tym. –Tylko my. Nasza czwór… piątka- poprawiła się wskazując na Hestię, która zrobiła duże oczy. –Wiesz, Jones, chyba powinnyśmy się poznać nieco bliżej.
-Nie wiem…- zaczęła niepewnie Dorcas. Nie podobał jej się ten pomysł.
-Widzisz, Lily? Jej wcale nie zależy na zgodzie- oświadczyła z szatańskim uśmieszkiem Titanic.
-Ale kiedy chcecie go urządzić?- wtrąciła się nagle Hestia. –Bo wiecie… Jutro wieczorem mam randkę, a potem sesję szlabanów więc pewnie będę padnięta, a…
-Poradzimy sobie bez ciebie- ucięła jej Meadowes.
          W Emmelinie coś drgnęło. W sumie, jeszcze kilka tygodni temu, ona i Hestia były blisko. Zaczęła jej unikać dopiero po incydencie na imprezie po grze, w której pijana odmówiła jej pomocy. Najpierw brała to za zniewagę świadczącą o jej egoizmie, ale teraz, jak na to spojrzała… Przecież i tak zrobiła dla niej bardzo dużo. Więcej niż Lily. Więcej niż Mara. Powinna się za nią stawić… Poza tym najwyraźniej Dor za nią nie przepada, a każdy wróg szatynki, to jej przyjaciel… Powinna pokazać jak bardzo jest szlachetna w porównaniu do niej.
-Nie. Zachowujesz się jakbyś była tu jakąś księżniczką. Według mnie powinnyśmy poznać lepiej Hestię. Jak ci coś nie pasuje, drzwi mamy otwarte.
-EMMA!
-No co? Nie lubię takiego wywyższania się. Nie ona będzie tutaj nami dyrygować- uśmiechnęła się pokazowo do Hestii. Dziewczyna odwzajemniła gest. –Możemy urządzić go dzisiaj.
-Dziś nie mogę- wpadła jej w słowo Mara.
-Dlaczego?- zdziwiła się. –Masz randkę z Frankiem? Albo Remusem?
-Nie- Nie mogła odpędzić od siebie wrażenia, ze zabrzmiało to złowrogo. Czyżby naprawdę Mara była wciąż na nią obrażona? Zdawało jej się, że wyjaśniała całą sytuację z Remusem sprzed wakacji. A może Dorcas zmówiła ją przeciwko niej? Pewnie teraz wymieniają spojrzenia…
          McKinnon nie patrzała jednak na Dor. Patrzała na Lily, przygryzając wargę i wskazując na coś za oknem.
-Wiecie, możecie zrobić go beze mnie…
-Nie ma mowy!- Emmelina poważnie podeszła do roli wkupywania się w łaski współlokatorek.  –Bez ciebie nie będzie już tak fajnie.
-Em, przecież to i tak ma na celu jedynie pogodzenia ciebie i Dorcas. Ja, Lily i Hestia będziemy tylko zbędnymi kołami u wozu… Zróbcie go beze mnie. Mówię serio.
          Spojrzenia Lily, Dorcas i Emmeliny spotkały się. Każda z nich potrzebowała towarzystwa Marleny- od początku była ona istnym Salomonem dziewcząt i chociaż potrafiła fuknąć i nakrzyczeć, w sprawach przyjaciółek wyróżniała się cierpliwością i szczerością. Zawsze łagodziła spory, a sama rzadko się z którąś kłóciła. Ale jak już to robiła, to raczej nie przepraszała, to była jej jedyna wada- przykładem może być to wielkie obrażenie się na Titanicównę za całowanie się z Lupinem. Czy coś im jednak pozostawało? Nie żeby Emmie zależało na zgodzie z Meadowes, ale babski wieczorek był jedyną szansą na nastawienie przyjaciółek przeciwko niej i umocnienia jej więzi z nimi. Ostatnio strasznie je zaniedbała, a teraz, kiedy miała już Syriusza, mogła spokojnie wrócić do mniej rozpaczliwych intryg.
-Zgoda.
***

-Cześć, Remusie… Pamiętasz mnie jeszcze?- spytała cichutko.
          Miodowowłosy chłopak obejrzał się za siebie, a na jego twarzy pojawił się smutny uśmiech. Był strasznie blady. Jego skóra nabrała wręcz mlecznobiałej barwy i łudząco przypominała dzisiejszy odcień twarzy Marleny.
          Spotkała go wymykając się do kuchni po krakersy, czekoladę i jakieś cukierki na babski wieczorek. Ostatnio w ogóle z nim nie rozmawiała… to było nie do pomyślenia. Papużki-nierozłączki od urodzenia, Lupin i Titanic, nie rozmawiali ze sobą. Jak długo? Przeszło dwa miesiące. Od tej całej afery z kolacją. Wiedziała już, że postąpiła głupio, ale miała dobre intencje. Powinien wziąć to pod uwagę.
          W każdym bądź razie, skoro postanowiła odnowić przyjaźń z Marleną i Lily, nie mogła pominąć też go- jej brata z wyboru. Tak bardzo brakowało jej jego rad, ich inteligentnych rozmów, spacerów i relacji z dnia… on zawsze ją rozumiał. Jako jedyny. I jako jedyny nie szalał za Meadowes. Co prawda, kiedy tylko obgadywała ją przy nim, krzywił się i karcił ją mówiąc, że Dorcas jest jego koleżanką, ale w głębi serca jako jedyny rozumiał jej ból. Na pewno pomógłby jej teraz.
          Zmieszał się, gdy go zaczepiła. Miała nadzieję, że przynajmniej kiwnie głową, na znak, że nie zapomniał, ale on odwrócił się z zamiarem skręcenia w drugi korytarz. Wyimagionwane kolce ukłuły ją gdzieś w okolicy serca. Złapała go za nadgarstek.
-Proszę cię… Nie zdajesz sobie sprawy jak podle się czuje, że nie rozmawiamy- rzuciła z bólem.
-Dobrze wiesz, dlaczego nie rozmawiamy, Emma.
-Polemizowałabym- odparła, przybierając swoją zdecydowaną minę. Podpatrzyła ją dawno temu od Lily i chociaż nie była nawet w połowie tak dobrze wyćwiczona, jak ta Rudej, czyniła cuda. Lupin westchnął ciężko i się zatrzymał. Wyglądał, jakby zmuszał się do rozmowy. –Gniewasz się za tę kolację?
-Nie- odparł po kilku minutach ciszy. –No co ty… Chciałaś dobrze.
-A o ten pocałunek?- wolała się upewnić.
-To wybaczyłem ci już dawno.
-To dlaczego mnie unikasz?
-Okłamałaś mnie- odparł twardo. –Obiecałaś, że nie będziesz się wtrącać w moje sprawy, a i tak to zrobiłaś.
          Przygryzła dolną wargę. Mogła się domyślić, że chodzi o coś tak głupiego jak jakaś obietnica. Przecież nie oszukała go w złej wierze! Chciała, żeby nareszcie był szczęśliwy. Odkąd pamiętała Lupin nosił w sobie coś poważnego, melancholijnego. Kiedy się uśmiechał, robił to jakby z wymuszeniem, nawet w jego perlistym śmiechu słyszała smutne dźwięki. Zupełnie jakby kiedyś, w przeszłości, stało się coś, co zniszczyło jego psychikę. Co odmieniło wszystko, po czym nie mógł być już nigdy szczęśliwy. Pytała go o to wiele razy, ale zawsze zbywał ją takimi odzywkami jak „wydaje ci się” albo „przesadzasz”. Ale ona go znała. Wiedziała, że cierpi. Gdzieś w środku, w jego umyśle, panowała kompletna wojna- a on był jedyną ofiarą. Musiało się coś stać. Niedawno. Widziała to jak na dłoni. Był jak otwarta księga, z której można były wszystko wyczytać. Poważnie się zaniepokoiła. Nie była to wymuszona troska, ze sztucznym uśmiechem, jaki serwowała ostatnio każdemu chcąc pokazać, ile ma w sobie empatii. Przy nim nie potrafiła być nieszczera i fałszywa. Ciężko to wytłumaczyć, ale on w pewien sposób ją „naprawiał”. Sprawiał, że nim więcej z nim przebywała, stawała się lepszym człowiekiem. Nie była to miłość, to wiedziała na pewno. A raczej- nie była to miłość romantyczna. Kochała go jak brata. Kochała go, bo był przy niej zawsze. Nie ważne, czy była wtedy ładna i popularna, czy nie.
          Pamiętała czasy, w których miała kłopoty z nadwagą. Tylko on śmiał się z jej kompleksów i mówił, że najgrubsza to ona jest w środku- ma tak wspaniały i bogaty charakter, że „trochę on waży”. Jakby nie spojrzeć, miał w tym trochę racji- teraz, gdy schudła, zrobiła się strasznie opryskliwa i rozstała się ze swoimi zaletami. Przybrała formę chodzącego posągu pozbawionego uczuć, żeby tylko uzyskać coś, na czym zależy jej u dłuższego czasu… Kiedyś nigdy by tak nie postąpiła. Poczuła palące wyrzuty sumienia.
          STOP! Czemu gryzie ją sumienie? Sumienie gryzie tylko tych, którzy zgrzeszyli. A co ona zrobiła? Ukradła przyjaciółce chłopaka? Pfi! W głębi duszy wiedziała, że Dorcas nie kocha Syriusza. Taka osoba jak ona nie kocha nikogo, ale za to oczekuje, że miłością wszyscy dookoła będą ją obdarzać. Dokładnie! Jedyne, co liczyło się dla Meadowes to popularność, dążyła do niej od przekroczenia progu tego zamku, one dwie dążyły. Syriusz? Syriusz pewnie był jedynie kimś do pokazania. Och, na pewno o to chodziło! Ale, odezwał się cichy głosik w głowie Emmeliny, czy obrażałaby się na nią o odbicie jej chłopaka, skoro jego jedyną funkcją było sprawienie, żeby zaczęto o niej gadać? Przecież mogła mieć każdego! Kto nie chciałby umówić się z boską Dorcas Meadowes? W porządku… Mogło jej odrobinę na nim zależeć, ale na pewno nie tak bardzo jak Emmelinie. Właściwie to właśnie Titanic powinna być teraz zła.
           Problemy z Blackiem opuściły ją po raz pierwszy od miesięcy, gdy ponownie spojrzała w oczy Remusa. Znajome smutne iskierki znów się w nich kąpały. Chyba ma teraz poważniejsze kłopoty niż jakieś dylematy miłosne… Pewnie wiedziałaby o co chodzisz, gdyby go zostawiła. Co z niej za przyjaciółka! Zbyt pochłonęły ją własne intrygi… Nie, to z pewnością nie powinno tak wyglądać.
-Przepraszam- szepnęła. –Teraz widzę swoje błędy, ale… proszę cię, nie kłóćmy się już, dobrze? Niedługo będę coraz częstszym gościem u was, w dormitorium, więc…- uśmiechnęła się blado, a Lupin pokiwał głową ze zrozumieniem.
-Udało ci się. Nareszcie zdobyłaś Syriusza- zabrzmiało to tak gorzko, że aż samej Titanic zrobiło się przykro z tak cudownego powodu.
-Och, tak! Chwalił ci się?- spytała luźno, wciąż bezskutecznie starając się poprawić mu humor.
-Coś słyszałem, ale… Uważam, że on cały czas myśli o Dorcas.
          Titanic prychnęła.
-Syriusz rozpamiętujący jakiekolwiek zerwanie?- spytała sceptycznie. -Jasne. Słuchaj, on jest wspaniały, ale… trochę zmienny, nie sądzisz? Często zmienia gusta, szczególnie jeśli chodzi o ideał dziewczyny.
-A więc uważasz, że możesz te „gusta” zaspokoić?- niemal parsknął. Blondynka poczuła się, jakby ktoś dał jej w twarz.
-Nie mówmy o tym, dobrze?
-Okej…- uśmiechnął się z trudem i już miał zawrócić na pięcie, gdy przystanął i obdarzył Emmelinę zainteresowanym spojrzeniem. Z pewnością chce ją teraz sprawdzić i poprosić o radę w jakieś ciężkiej sprawie… Tak! Znała już te jego sprawdziany. –Czy… Czy mogę cię o coś zapytać?- zapytał bez krępacji. Najwyraźniej szczerze wątpił w zadawalającą odpowiedź z ust dziewczyny.
-Jasne.
-Co byś zrobiła, gdyby…. Załóżmy, że poznałem dziewczynę, którą ugryzł… wilkołak.
-To ktoś z pracy twojego taty?- zmarszczyła brwi. Remus chyba naprawdę miał bardzo dziwne znajomości…
-Dokładnie tak! Teraz przechodzi metamorfozę i ma… pewne problemy, które znacznie wykraczają poza zakres wiedzy mojego ojca i…
-To dlaczego nie pogada z Jules?- przerwała mu, nie doszukując się w jego monologu sensu.
          Znała dobrze Llaya Lupina i do tej pory żyła w przekonaniu, że wie on wszystko na temat wilkołaków. Przez tyle lat pracował w Ministerstwie w departamencie, który się nimi zajmował, że zgłębił chyba najbardziej dziwny przypadek, ale gdy miał jakieś wątpliwości zawsze zwracał się do znajomej rodziny, z którą razem pracował- Jules Overstreet. Emmelina znała ją dobrze, ponieważ pan Lupin często porównywał relacje jej i Remusa, z jego i Jules, za czasów szkolnych. Trochę jak jej matka, która dzwoniła do swojego nowego chłopaka za każdym razem, kiedy stawało się coś równie „strasznego” jak zgubienie rękawiczki bez pary.
          Remus wyglądał na szczerze poruszonego tą odpowiedzią.
-Pogada z Jules… Muszę tylko ją namówić, żeby pogadała z Jules…

***

           Lily przechodziła właśnie przez Pokój Wspólny chcąc złapać Marlenę  jeszcze przed wieczorem. Niezbyt kolorowo wyglądały teraźniejsze pełnie- noc zaczynała się wcześniej i trwała długo, a Zakazany Las, po którym biegała zarówno jej przyjaciółka, jak i Lupin, jej dobry kolega, zdawał się być szczególnie niebezpieczny. Zanurkowała pod dziurą pod portretem, ale zanim wyszła na korytarz, poczuła, że ktoś chwyta jej nadgarstek. Tylko jedna osoba zachowywała się w ten sposób, wypierając możliwość zwyczajnego zawołania jej. Było to takie przyzwyczajenie z lat, kiedy na dźwięk jego głosu czmychała, gdzie pieprz rośnie- ręka zaciśnięta na nadgarstku dawała mu swego rodzaju zabezpieczenie. James Potter.
          Odwróciła się, siląc na leciutki uśmiech. Wciąż nie mogła się przyzwyczaić do tej całej ich „przyjaźni”. Zresztą, nie da się ukryć, była ona odrobinę niepewna i przytłaczająca- zdążyła już się poznać na umiejętnościach manipulacyjnych rozczochrańca, przykładem mogła być sytuacja na przyjęciu halloweenowym- dokonał wręcz cudu jawnie nakłaniając ją do złamania regulaminu… Ślimak domyślił się, czyja to sprawka, ale Huncwoci zbytnio nie przejęli się jego zarzutami. Szczerze powiedziawszy była przekonana, że na nią nagadają, ale okazali się bardzo dobrymi kolegami biorąc wszystko na siebie… Wciąż pamiętała tekst, który James zaserwował Slughornowi na odchodne:
-Ja tam zawsze wiedziałem, że sala do eliksirów jest nawiedzona, a teraz przynajmniej mamy na to dowody.
           Nie żeby pochwalała jego bezczelność, ale wtedy dziwnym trafem nie zabrzmiało to wcale oburzająco, wręcz przeciwnie, powstrzymywała się przed niekontrolowanym rechotem. Może poncz, którego niewyobrażalne ilości pochłonęła na przyjęciu, został, jak cała ta szkoła, ofiarą „kawału” Huncwotów i zamienił się w naprawdę mocny trunek? To by wyjaśniało jej dziwne zachowanie…
-Hej- przywitał się. Odpowiedziała mu skinięciem głowy. –Gdzie się wybierasz?
-Och… Chciałam iść poszukać Mar… znaczy się, szłam do biblioteki- sprostowała nie chcąc skazywać przyjaciółkę na towarzystwo okularnika. –A ty?
-Chyba ci potowarzyszę- uśmiechnął się łobuzersko i dodał: -Znasz przecież moje zamiłowanie do literatury.
-Taa… Warto dodać jeszcze, że podobnym uczuciem darzysz ciszę i spokój- odparła sarkastycznie. Jamesa bynajmniej nie przeraziło jej rozdrażnienie.
-Nie masz dziś humoru?
-Próbuję ratować wiszącą na włosku przyjaźń Titanic i Meadowes- wyjaśniła wywracając oczami. –I postępuję w ten sposób wbrew sobie. Wyobraź sobie, że zgodziłam się na grę w butelkę.
          Potter zaśmiał się.
-Skoro jesteś tak skłonna do poświęceń dla przyjaciół, muszę koniecznie namówić Dorcas, żeby kazała ci się ze mną umówić…- Evans obdarzyła go niezbyt łaskawym spojrzeniem. -To był żart!
-Słaby- uśmiechnęła się wrednie. –Dałbyś sobie spokój z tymi komentarzami. Naginasz w ten sposób warunki naszego porozumienia, wiesz?
-Już przeprosiłem- jęknął jak małe dziecko. –Zero pytań o randkę, pamiętam. Ale… Możemy chyba zejść na bardziej poufały temat, prawda? Korzystając z tego twojego „porozumienia”?
          Co? Nie! Ostatnie, o czym Lily myślała w tej chwili było zwierzanie się ze swoich problemów Jamesowi Potterowi, przecież to byłoby dziwne… i nienormalne… i niebezpieczne… Przygryzła jedną wargę. Jak powinna wybić mu, za przeproszeniem, tak chory pomysł, z tej rozczochranej łepetyny? A może nie powinna próbować? Może… dać mu szansę? W końcu przecież nie wie, o co ją zapyta! Jeśli to temat, no na przykład, tej całej kłótni Dorcas i Emmeliny (chociaż dobrze wiedziała, że na pewno go to nie interesuje)? Może otrzyma całkiem pożyteczną radę? Podjąć się czy nie?
          Jesteś Gryfonką, Evans?!, skarciła się w myślach, po czym z kwaśną miną kiwnęła głową. James uśmiechnął się czarująco.
-Pamiętasz naszą rozmowę na temat Jo Prewett?
-Jo Prewett?- powtórzyła.
          Wyszukała w całej swojej pamięci czegokolwiek na temat Jo Prewett, a raczej rozmowie na jej temat z Jamesem Potterem. Na pewno by pamiętała… Każde wspomnienie zaczęło układać się jak jeden wielki film, który co jakiś czas urywał kadr i zostawiał widza z czarną nicością. Miała wrażenie, że coś bardzo ważnego przecieka jej przez palce. Prewett… Czarne jak heban włosy, mówiła Kasandra Trelawney. Niebieskie oczy patrzące na nią z wyższością… Opanowany, pozbawiony emocji wyraz twarzy, na który tylko od czasu do czasu pojawiał się grymas niezadowolenia… Zapach lukrecji. I to tyle. Nie mogła nic więcej sobie przypomnieć.
-No tak- rzucił ze zniecierpliwieniem. –Rozmawialiśmy o niej na imprezie po meczu, pamiętasz?
-Nie- przyznała szczerze.
-Nie?!- powtórzył. Zniecierpliwienie w jego głosie przybrało formę lekkiego zakłopotania. Zarumieniła się. Czy jeśli ta rozmowa była ważna to możliwe, że mogła ją najzwyczajniej w świecie zapomnieć?
-No mówię przecież, że nie! Przepraszam, ale… czy to była ważna rozmowa?- James aż przystanął. W jego oczach dostrzegła troskę.
-Mówiłaś, że Snape cię przed nią ostrzegał- odparł łagodnie. –Że przyjechała ona tutaj z Durmstrangu, żeby czegoś się od ciebie dowiedzieć. Aha, i wspominałaś jeszcze, że przewodniczy jakieś organizacji Ślizgonów, których wyzyskuje- zakończył.
          Snape ją przed nią ostrzegał? Przecież ona nie rozmawiała z Severusem od feralnego zdarzenia po sumach, to niemożliwe… Żeby się czegoś od niej dowiedzieć? Ale czego? Dobra, z pewnością nie wyleciałaby jej z głowy tak ważna rzecz… Co jest grane?
-Lily?- spytał miękko Potter. Evansówna wszczynała już panikę.
-I… co mi odpowiedziałeś?
-Czekaj, czyli naprawdę nic nie pamiętasz?
          Ruda zarumieniła się, zupełnie nie wiedząc, co odpowiedzieć. Z jednej strony czuła, że stało się coś ważnego, być może nie przez przypadek wszystko wyleciało jej z głowy… może. W końcu znała Jamesa Pottera nie od dziś i wiedziała, że potrafi robić z igły widły. Może ta cała „poważna” rozmowa należała do jakieś codziennej, błahej wymiany zdań, która natychmiast ucieka z pamięci? Na pewno nie.
         Jak często rozmawiała ona z Potterem? Jeszcze przed ich przyjaźnią? Unikała go przecież codziennie- wstawała ze śniadania, gdy tylko on podchodził do stołu Gryfonów, nawet jeśli była jeszcze głodna. Na lekcjach siadała w najdalej ustawionej ławki od tej jego i Blacka albo czasami Lupina. W normalnych warunkach nie reagowała nawet na „cześć, Evans!”. Musiało to być coś głębszego, skoro z nim gadała… i skoro on do tego wracał.
-Nie- przyznała niechętnie. –Ale może rozjaśnisz mi w pamięci? Powiesz, o co chodzi?
          James westchnął.
 -Chciałem się zapytać, czego się dowiedziałaś, ale skoro rozwija się u ciebie poważna skleroza, to chyba misja zakończy się fiaskiem, nie uważasz?- Powaga zniknęła z jego twarzy. Uśmiechnął się beztrosko, a oczy zaczęły mu błyszczeć- zaniepokojony człowiek zniknął tak szybko, jak się pojawił. Parsknęła śmiechem.
-A więc koniec tematu?- spytała z lekkim niedowierzaniem. Odpowiedziało jej zagadkowe milczenie. Uśmiech nie schodził z ust chłopaka, ale oczy przykryła mgła. Odpływał do dalekich światów, o których Lily nie miała pojęcia. Oj nie, temat zdecydowanie jeszcze się nie skończył.

***
           Syriusz Black był zbulwersowany. Prawdziwie zbulwersowany po raz pierwszy od kilku miesięcy. I w dodatku kto doprowadził go do takiego stanu! Ostatnia osoba, po której by się tego spodziewał! Gdyby nie była ona Jamesem Potterem niewątpliwie by się obraził. Jak on mógł o to spytać? Zero wrażliwości, ZERO. Gdyby Rogacz miał za rodzinę bandę oczadziałych na punkcie czystości krwi kretynów, którzy bez oporu ciskali by w niego zaklęciami niewybaczalnymi, pluli mu pod nogami i wysławiali ponad światy jego młodszego brata, który najprawdopodobniej ma niższy iloraz inteligencji od przeciętnego osła, on, Syriusz, z pewnością traktowałby go z należytym współczuciem.
          Ale nie! Poruszył temat tabu- zapytał o jego rodzinę, przestawał udawać, że ich nie ma, a dlaczego? Po co to wszystko? Przez dziewczynę! W tej sytuacji nerwy, które kotłowały się w nim od poznania tej rudowłosej zołzy, puściły. Czy jego przyjaciel kiedykolwiek opuści przystań nazywaną Lilian Evans? Czy kiedykolwiek wróci do normalnego, huncwockiego zachowania i przestanie zgrywać zakochanego kretyna? Przecież Ruda go wyzyskiwała! Najprawdopodobniej szybciej umówiłby się z nią Regulus, który porzygałby się na samą myśl zaproszenia szlamy na randkę, niż on! A ryzykować dla niej wieloletnią i braterską przyjaźń? Niezbyt mądre. Nawet jak na Pottera.
-Chyba żartujesz- powiedział na głos. James pokręcił głową z rezygnacją. –Ja…? Nie… Oczywiście, że nie wiem! Po co miałoby mnie to obchodzić?
-Przecież sam mówiłeś, że wygląda znajomo.
-Bo wygląda. Ale nie mam zamiaru wszczynać śledztwa zatytułowanego: „Kim jest dla mnie Jo Prewett”, bo to bzdura! Może być nawet moją zaginioną bliźniaczką! MNIE to nie rusza.
-Proszę cię, tylko sobie przypomnij! Tu nie chodzi tylko o Lily, zapomniałeś już, że ona jest dziewczyną naszego przyjaciela?- wyrzucił James zaskakująco poważnym tonem.
          Black zamyślił się. Czy zależało mu na Peterze do tego stopnia, żeby wrócić wspomnieniami do najgorszych chwil swojego życia? Chyba tak- póki to opiera się tylko do wrócenia wspomnieniami. Gobelin… Pamiętał wyraźnie zezowate spojrzenie jakiegoś faceta, którego podobiznę oglądał z nudów na Boże Narodzenie w tamtym roku… Czy to był Ignatius Prewett? Chyba tak… A obok niego na pewno widział całkiem ładną blondynkę, jak-jej-tam… Luthien? Lauren? Nie… Coś bardziej nienormalnego… Miała imię jak cukierki… Irysa? Lukrecja? Ech, to na nic! Syriusz mógł być ideałem, bożyszczem wszystkich dziewcząt w Hogwarcie, ale nie posiadał pamięci fotograficznej. W życiu nie spamiętałby tych wszystkich chorych połączeń… Ale znał osobą, która odpowiedziałaby na to pytanie bez mrugnięcia… Regulus. I to jego hobby- robótki ręczne… Na bank uważał gobelin Blacków za ósmy cud świata… I na pewno zna odpowiedź.
-Nie możemy niańczyć Petera. A Evans nie pomógłbym nawet za mugolski motocykl. Przecież wiesz, jak bardzo jej nie znoszę.
-Daj spokój, nie jest taka zła. To całkiem fajna dziewczyna, o ile…
-Zepsuła nam najlepsze kawały, a jej jedynym argumentem była „niezgodność z regulaminem”. Nienawidzę tak apodyktycznych osób.
-Dobrze- odparł nieco opryskliwie Rogacz. –A więc nie pomożesz mi, ponieważ Lily Evans uraziła Wielką Dumę Blacka?
          Łapa poczuł rosnące poirytowanie. Jak mógł ją bronić! Co jest w tej dziewczynie, że tak go omotała? 
-Tu nie chodzi o moją Dumę, ale dobrze, że przypomniałeś- odparł złośliwie. –Po prostu nie mam zamiaru tolerować tego, że zrobiłeś się jej chłopcem na posyłki! I wciągasz w to mnie, w najbardziej okrutny, możliwy sposób! NIE! Nie będę gadał z Regulusem.
-A kto ci kazał gadać z Regulusem?- spytał zaskoczony James. –Czyli… nie pamiętasz?
-Och, oczywiście, że nie!- prychnął. –I nie licz, że poszukam zdjęć w kufrze, bo takowych nie mam.
-W porządku- odparł James. –Przecież nie rozkażę ci gadać o tym z nim. Nie jestem aż taki zły, Łapo- I ugryzł ostatni kawałek kurczaka na swoim talerzu. 
          Syriusz wpatrywał się w nieodgadniony wyraz twarzy swojego przyjaciela. Z pewnością był lekko rozczarowany. I pewnie urażony, bo naskoczył przy nim na Evans. Black znów wrócił do wizji Rogacza na jego miejscu. Czy on poświęciłby się tak bardzo dla niego? Czy pogadałby bodajże z May, gdyby bardzo zależało na tym jego najlepszemu kumplowi? Och, na pewno tak. Jedno trzeba było Jamesowi przyznać- przyjacielem to on był na medal. Zawsze stawiał jego sprawy ponad swoje… Przyjął go do swojego domu… Nigdy nie opuszczał go na krok… Był dla niego jak prawdziwy brat… Czy Syriusz nie powinien odwdzięczyć się tym samym? Czy nie powinien choć raz przełknąć swoją słynną dumę i porozmawiać ze znienawidzonym bratem?      
***

          -Jo?- spytał kolejny raz Snape. Ostatnie czasy nijak mógł porozmawiać ze swoją „mentorką”. Tak powinien ją nazywać, według Avery’ ego. On natomiast uważał, że żadna z niej nauczycielka nie była- odkąd się pojawiła skupiała się jedynie na swoich problemach, nie nauczyła ich niczego, chociaż tak się zapowiadała.
          Avery twierdził, że Łowcy Śmierci zostali założeni dobre dwa lata temu, a Jo zawsze wysyłała do nich swoich ludzi, których odpowiednio informowała, o tym, co mają ich nauczyć. Ponoć miała jakiś układ ze Śmierciożercami- chciała jak najlepiej ich wyszkolić na to stanowisko. Często zastanawiał się, czy Dumbledore o tym wiedział. W końcu wiedział o wszystkich „tajnych” stowarzyszeniach. Może chciał dać im prawo wyboru? Miał nadzieję, że po zdobywaniu kolejnej wiedzy z dziedziny najczarniejszej magii zwyczajnie się nawrócą? To było zbyt naiwne, nawet jak na niego. W każdym bądź razie, odkąd Jo się tu pojawiła, nie odbyło się ani jedno spotkanie. A powinno. W końcu skoro wszystko robiła przez pośredników i to kiedy tylko znalazła trochę czasu, to teraz z pewnością na niego nie narzekała. Tak ciężko było coś zaplanować?
          Chciał jej o tym przypomnieć już przez kilka ostatnich dni, ale Prewett zdawała się czymś głęboko poruszona. Od przyjęcia w Klubie Ślimaka, od tego jak nagle zniknęła z jakąś książką, kompletnie ześwirowała. To było zbyt dziwne, nawet jak na nią.
          Regina twierdziła, że całe to tomisko było przesycone wyzwiskami i groźbami, ale kto śmiałby grabić sobie u Jo Prewett? Kogo ona miałaby się bać?
-Czego chcesz?- spytała słabo, oblizując nerwowo wargi. Nie zatroszczyła się nawet na swoją charakterystyczną maskę obojętności. Robiło się coraz gorzej.
-Pogadać.
-To masz problem.
          Nie zabrzmiało to prawie w ogóle złośliwie. Ślizgonka definitywnie miała doła. Przysiadł obok niej, czując nagle lekki żal. W ogóle jej nie lubił, szczególnie po tym, jak dowiedział się o jej pokrewieństwie z Lily i tym, że majstrowała w jej pamięci. Ale wyglądała tak beznadziejnie kompletnie zgaszona… Jak wrak Jo Prewett. Musiał podnieść ją na duchu, jeśli chciał, żeby zaczęła prowadzić Łowców.
-Wydaje mi się, że to ty masz problem. A właściwie to kilka. Regina Bulstrode twierdzi, że dostałaś zeszycik z groźbami- uśmiechnął się złośliwie.
-Idiotka ma tak samo długi język jak ty. 
-Ale… Co się stało? Ma to jakiś związek z tym całym Isaakiem?
-Nie wypowiadaj jego imienia!- syknęła. –I nie… I tak. Wydaje mi się, że chciał mi coś przekazać w ten sposób.
-Pisząc na każdej z czterystu kartek ZABIJĘ CIĘ?
-Reaguje emocjonalnie- wyjaśniła ściszając głos. –Pewnie domyślił się, że straciłam medalion i stwierdził, że jak nie prośbą, to może groźbą uda mu się mnie skłonić do… przyłożenia się.
          Robił się coraz lepszy w wyciąganiu od niej znaczących faktów. Czyli Jo nie chce zdobyć medalionu… Jest szantażowana. Tylko czym? Szczerze wątpił, że ktoś taki jak ona, nie potrafiłby się obronić przed jakimś tam Isaakiem. Przetrzymuje kogoś? A może oboje są szantażowani? Albo złączyli siły? Czyżby Prewettówna znalazła sobie sojusznika w kimś spod ciemnej gwiazdy?
-Nie powinnaś dawać się zastraszać. Po co właściwie mu ten medalion?
-Ponieważ je…- urwała nagle czerwieniąc się ze złości. –MIAŁEŚ O TO NIE PYTAĆ! Lepiej od razu gadaj, czego chcesz, bo zaręczam, że dostaniesz Cruciatusem, chociaż mieliby mnie wywalić.
          Było blisko. Jo wyraźnie miała czymś zszargane nerwy, może jutro bardziej mu się poszczęści. Wziął głęboki oddech i zaczął wałkować temat:
-Chodzi mi o nasze spotkanie?
          Prewett aż otworzyła usta z oburzenia.
-Zapraszasz mnie gdzieś, debilu?!
-Nie…- wzdrygnął się pokazowo Snape. –Chodzi mi o, no wiesz…- ściszył głos do szeptu. –Łowców Śmierci. O spotkanie.
-Ach…- zrozumiała Jo. –Będziesz musiał trochę poczekać. I możesz przekazać swojemu koleżce, Mulciberowi, że nie mam zamiaru nikogo póki co werbować. Więc niech nie sprowadza Młodego Blacka na złą drogę.
-Werbował braciszka Blacka?- zdziwił się Snape.
-Yhym. Jego myśli słychać pewnie po drugiej stronie jeziora. Jak większości buntowników. Aż ogłuchłam, kiedy przebywałam z jego bratem, Evans i Potterem… Tak się drzeć w głowie… Chore.
-A więc spotkania nie będzie?- chciał się upewnić Snape. Gadka o czytaniu w myślach niezbyt mu teraz podchodziła.
-Będzie. Gdy otworzę medalion.
***

          Jeśli po dziwnej konwersacji z Mulciberem, Regulus stwierdził, że dzisiejszy dzień jest dziwny, to to, co zobaczył w drodze na kolację tylko utwierdziło go w tym przekonaniu. Zmierzał ku niemu jego brat.
-Cześć, Black- przywitał go.
-Cześć, Black- odpowiedział Regulus.
          Syriusz zawsze go unikał, a raczej traktował jak osobą niegodną rozmowy. Zainstalował nawet na drzwiach swojego pokoju na Grimmould Place prymitywny obrazek przedstawiający jego karykaturę kilkakrotnie przekreśloną, co jasno oznaczało PRZEKROCZENIE PROGU POKOJU PRZEZ REGULUSA BLACKA GROZI ŚMIECIĄ LUB KALECTWEM. Z  kolei Reg wcale go nie nienawidził- uważał go nawet w pewien sposób za swojego idola- on raczej nie potrafiłby wynieść się z domu, a wcześniej buntować przez całe życie. Ile razy został brutalnie potraktowany przez bardziej tolerancyjne poglądy? Multum. A czy Regulus kiedykolwiek tak postąpił? Nie. Czy tak sądził? Wątpliwe.
-Mam do ciebie sprawę.
          I w ten sposób rozpoczął niezdarne tłumaczenia- chciał dowiedzieć się, kim dokładnie są dla nich Ignatius i Lukrecja Prewettowie i dokładnie wypytał o ich córkę, Jo. Tę samą Jo, o której nawijał Mulciber. O tę dziewczynę z zagadkową aurą, hebanowymi włosami i zapachem lukrecji.
-Jesteś kolejną osobą, która dzisiaj mi o niej wspomina.

***
          Zabawne do czego Lily się posunęła, żeby pogodzić przyjaciółki, które w gruncie rzeczy nigdy się nie lubiły. Przynajmniej na to teraz wychodzi. Zgodziła się nawet na babski wieczorek. Poczuła wyrzuty sumienia, kiedy siedziała na miękkich poduszkach w dormitorium, podczas gdy za oknem księżyc zaczął się pojawiać w postaci wielkiej, białej kuli. Marlena musi się mierzyć z nowymi doświadczeniami… Bez nikogo. Musi kłamać, sama pakować się w kłopoty… Nikt o tym nie wie. Oprócz niej, Lily.
          To w sumie trochę daje do myślenia. Codziennie Evansówna mierzyła się z mnóstwem różnych błahych problemów, tak samo jak Emmelina i Dorcas teraz. Pokłóciły się o chłopaka, śmiertelnie obie się obraziły przez Syriusza Blacka, który w końcu i tak zdradzi i rzuci oby dwie, podczas gdy na świecie jest tyle prawdziwych problemów, o które mogłyby się obrażać. Jak przemienienie w wilkołaka. Chociaż, czy właściwie Marlena się o to obraziła? Czy miała żal do swojego byłego chłopaka? Nie. Obraziła się jedynie na Emmelinę, jeszcze przed Meadowes, ponieważ pocałowała jej chłopaka. I właśnie to uraziło ją śmiertelnie. Zupełnie jakby wszyscy wokoło przyjmowali dziwne systemy wartości, w których liczył się tylko osobnik płci przeciwnej. Ale czy się otrząsną kiedyś z tej iluzji krzywdy? Czy zrozumieją, że to, co dzieje się w tej chwili jest żałosne, że właściwie nie mają żadnych prawdziwych problemów? Że póki co znajdują się w Hogwarcie, kompletnej bańce, która odseparowuje ich od brutalnego świata? Co będzie jak opuszczą jej progi? Jak dadzą sobie radę z szerzącą się niesprawiedliwością i mordem? Westchnęła ciężko. Nie powinna się teraz tym zadręczać- powinna korzystać z tej bańki, póki jeszcze w niej tkwi. Korzystać z młodości i z takich bezsensownych dylematów. Zwyczajnie, patrząc na krzywdy przyjaciółki, dotarło to wszystko do niej. Chciałaby z nią o tym porozmawiać… Trochę ją zawiodła- w końcu Marlena zaufała jej na tyle, żeby się wygadać, a ona nawet nie poruszyła potem tego tematu, najzwyczajniej w świecie stchórzyła, ona, Gryfonka. Przytłaczające.
           Momentalnie wróciła na ziemię. Po jej prawej przysiadła Emmelina, po lewej Dorcas, obie tak ściśle do niej przyległy, żeby przypadkiem nie dotknąć tej drugiej, że Rudej zrobiło się niedobrze. Hestia usiadła po turecku i klasnęła wesoło w dłonie. Najwyraźniej tylko ona cieszyła się z dzisiejszego wieczorku.
-Co robimy?- zaświergotała, zdawała się mieć więcej wigoru niż wszystkie jej towarzyski łącznie. Dziewczęta wymieniły spojrzenia. Chyba po raz pierwszy ani blondynka, ani szatynka nie miały pomysłu na zabicie czasu.
-Możemy… zagrać w butelkę- zaproponowała cichutko blondynka. Lily szybko prychnęła na znak swojego zdegustowania.
-Butelkę?- wzdrygnęła się na samą myśl. -Serio? Doprawdy przeklinam dzień,  w którym zaprezentowałam wam tę szatańską grę. Och, gdybym tylko wiedziała, że zostanie wykorzystana przeciwko mnie… Nie, nie i jeszcze raz nie!- Dorcas parsknęła śmiechem widząc zawziętą minę przyjaciółki. Widząc zmarszczone brwi Hestii nachyliła się i wyszeptała jej do ucha:
-Wkurza się od naszej ostatniej gry z Huncwotami… Wiesz, Black kazał jej pocałować Jamesa…
-Miej odwagę powiedzieć to głośno, Meadowes!- dobiegł ich rozdrażniony głos rudowłosej zza nich. -Dobrze wiesz, że to nie był żaden Black, no chyba, że postanowiłaś nazywać się jego nazwiskiem biorąc pod uwagę niechybną wspólną przyszłość- Ilość jadu w jej głosie zszokowała nawet równie rozdrażnioną Titanic. 
-EJ!- krzyknęła Dorcas. –To nie jest śmieszne. 
-Po raz pierwszy w życiu zgadzam się z tobą, Meadowes- odparła obrażona Emma.
-Lil, a więc mówisz, że nie życzysz sobie żadnych bezsensownych wyzwań?- odezwała się Hestia, która chyba znalazła sposób na przekonanie zielonookiej do gry. -Ale… widzisz tu gdzieś Huncwotów?
-Właśnie?- pochwyciła szatynka nie ukrywając swojego przeciągłego ziewnięcia. –Przecież nie rozkażemy ci wpadać po nocy do ich dormitorium i urządzać jakieś wyznania miłosne! Nic nie wycieknie poza nasz ciasny krąg- Titanicówna i Jonesówna przytaknęły, żeby dodać słowom Meadowes mocy- twoje brudne sekrety pozostaną bezpieczne.  
         Lily zmarszczyła brwi. Postąpiłaby głupio, gdyby nie doszukała się w tym jakiegoś podstępu. Przyjaciółki przyjaciółkami, ale nigdy one nie zrezygnowały z sytuacji, w których mogły połączyć ją z Jamesem.
-Może zawrzyjmy pseudo-umowę?- zaproponowała. Wróciła myślami do jej ostatniej umowy z Potterem i stwierdziła, że ostatnio podejrzanie dużo ich zawiera. –Wiecie, rzeczy, o które pytać nie wolno, a które są teraz legalne?
-Zgaduję, że zabronisz pytać o osobników przeciwnej płci- prychnęła Hestia. –To raczej nas nie pogodzi, Evans.
-Podczas, gdy to wcale nie jest taki zły pomysł!- rzuciła Dorcas. –Może nie dosłownie, o co nie można pytać, tylko o kogo. Każda z nas musi wskazać jedną osobę, ona której temat nie możemy schodzić w jej towarzystwie.
-To brzmi sprawiedliwie- podchwyciła pomysł blondynka. –Ja… nie chcę, żebyście pytały mnie o Remusa.
          Dziewczyny zamrugały kilkakrotnie.
-Wiesz… Ja myślałam, że to raczej marlenowy temat tabu, ale jak chcesz- Lily  zapisała na kartce papieru pierwsze nazwisko: REMUS LUPIN.
-Ja nie chcę słuchać niczego na temat Blacka.
SYRIUSZ BLACK.
-A ja…- zastanowiła się Hestia. Znów poczuła się dziwnie- nie miała tu właściwie żadnej osoby, o którą pytań mogłaby się obawiać… Ale jak z tego wybrnąć? –Jestem tu nowa, więc w ramach programu poznawczego nie wskażę żadnej osoby.
          Ruda kiwnęła głową domyślając się, o co biega. Dopisała jeszcze jedno nazwisko i rzuciła wszystkim wymowne spojrzenie. Nikt nie spytał się, kto jest tematem tabu dla Evans- to było zanadto oczywiste.
-Hestia, zacznij- odparła przysuwając się z przyjaciółkami jak najbliżej, żeby nie powstały obok nich luki, które mogłaby wskazać butelka. Następnie Dorcas podała jedną z pustych puszek po Ognistej Whiskey (uparła się, że większą wersję posiadają tylko Huncwoci, a ona do nich nie pójdzie po alkohol) i podała szatynce do zakręcenia. Szyjka zaczęła wirować. Wskazywała kolejno- Emmelinę, Hestię, Dorcas, Lily i znów rozpoczynała tą samą kolejkę. W końcu zatrzymała się na Meadowes.
-Słucham- odparła Dorcas siląc się na beztroską minę.
          Hestia zamyśliła się głęboko. Z początku chciała trochę pograć koleżankom na nerwach, tak zawsze zaczynała się dobra gra w butelkę. Jak zamierzała jedna to dokonać, skoro powstały jakieś tematy tabu? Co jeszcze byłoby wystarczająco interesujące, wyłączając Syriusza? Doszło do niej, że ta gra wcale nie była takim dobrym pomysłem. Niby pytanie się o coś jest banalne, ale trzeba było mieć minimalne pojęcie na temat pytanej osoby. Inaczej to bez sensu. Z pomocą nieoczekiwanie przybył przebłysk pewnej nieścisłości, którą zauważyła już pierwszej nocy. Na wystruganych tabliczkach, na których wygrawerowano w kolejności alfabetycznej nazwiska zamieszkujących dormitorium z numer cztery, tuż obok znajomych: Evans, McKinnon, Meadowes i Titanic znajdowało się: McDonald. Oznaczało to, że ktoś tu mieszkał, przed nią. Jakaś dziewczyna. Poczuła nagłą falę zaciekawienia i wypaliła:
-Mieszkałyście z kimś…? W sensie, przed tym jak ja zajęłam piąte łóżko?
-Nasze dormitorium to nie hotel- warknęła Dorcas.
-No tak… źle mnie zrozumiałaś- odparła znudzonym tonem. –Zobaczyłam nazwisko McDonald na tabliczce na drzwiach i chciałam się dowiedzieć…
-Nie pytaj- ucięła jej Emma. –Zarówno Dorcas, jak i Lily czy mi, nie uśmiecha się odpowiadać na to pytanie, ale...
-…Mary McDonald mieszkała z nami do piątej klasy…- zaczęła Lily.
-…wyjechała z jednym z tych wymian szkolnych do Beauxbatons. Nie spodziewamy jej się ani w tym semestrze, ani w następnym…- ciągnęła Dorcas.
-I dzięki Bogu- wypaliła Evans.
-W sensie… nie polubiłyście się?- spytała Jones, zdumiona, że najwyraźniej nie tylko ona cieszyła się tu złą sławą. Dorcas prychnęła.
-Na całym świecie nie ma gorszego człowieka od niej. James może to potwierdzić.
-A co ma do tego mój kuzyn?
-To jego była dziewczyna- odpowiedziała jej Lily z dziwną zgryźliwością w głosie. -Chociaż to bardziej ona chodziła z nim, niż on z nią- Hestia zmarszczyła brwi.
-Widzisz, Mary była osobą bardzo, ale to bardzo napastliwą. Ubzdurała sobie od pierwszej klasy, że James będzie jej chłopakiem i nie dawała mu spokoju… A kiedy wreszcie zgodził się na jedną randkę, już nie miał za wiele do gadania. To taka rogaczowa wersja Emmeliny- wie, że chłopak nie czuje do niej sympatii, ale i tak…
-Uważaj na słowa, Meadowes!
-…i tak robi swoje.
-Ale dlaczego wyjechała do Francji, skoro jej się udało i „zdobyła” Rogacza?
          Emmelina oblizała wargi. Czuła, że schodzą na niebezpieczny grunt. Czasy, w których Mary zamieszkiwała to dormitorium zdawały się niewyobrażalnie odległe, chociaż toczyły się przed kilkoma miesiącami. Wciąż pamiętała wielką kłótnię po sumach… Lily obraziła publicznie Jamesa, ponieważ przez jego prowokację Snape wyzwał ją od szlam, a Mary tak się tym obruszyła, że przyszła tu z pretensjami… i James próbował ją zatrzymać mówiąc, że nie powinna robić przyjaciółce wyrzutów z jego powodu… A potem? Potem z niewiadomych przyczyn zrobiło się okropnie- McDonald wróciła w tragicznym humorze, kłótnia była tak okropna, że doszło nawet do wywalania siebie wzajemnie z dormitorium… Zaczęło się od konfliktu niej z Evans, a potem wszystko zaczęło schodzić na pozostałe przyjaciółki. Następnego dnia Syriusz powiedział, że Mary i Rogacz się rozstali, a to rozstanie pewnie było przyczyną jej tragicznego humoru. Do dzisiaj nikt nie wie, o co im poszło. Co rozzłościło jej dawną przyjaciółkę do tego stopnia, że pozwoliła Jamesowi ze sobą zerwać? Nie do pomyślenia… Nie, że nie próbowały się z nią pogodzić, co to, to nie, ale ona zwyczajnie… zbywała je na każdym kroku. Jakby wszystko wydarzyło się właśnie przez nie.
          Były momenty na początku roku, w których Emmelina bardzo chciała napisać do Mary, która, podczas swojej pięcioletniej hogwarckiej kariery uzyskała tytuł największej manipulatorki i mistrzyni rozwalania związków…  Jej siła nie złamała się póki co na nikim, no oczywiście, wiadomo, że nie potrafiła zmuszać do miłości, ale umiała wmawiać ją komuś, przekształcać jego realne uczucia na kształt tych na jej korzyść… Przydałaby jej się w teraźniejszej sytuacji z Syriuszem. Dlaczego nigdy się na to odważyła? Chyba po prostu jakaś część jej duszy cieszyła się, że najbardziej problematyczna dziewczyna, jaką znała, nareszcie przestała mącić w jej życiu. W sumie to ona rozpoczęła modę na naśmiewanie się z niej… Kiedy jeszcze miała nadwagę. I słynęła z tego swojego złośliwego podejścia do życia. Przez pewien czas, owszem, była jej idolką- dzielna, pewna siebie dziewczyna, która grała w Qudditcha, uczyła się nienagannie i która potrafiła obrócić każdego wokół swojego najmniejszego palca. Dla niej fakt, że chłopak, który wpadł jej w oko, jest zajęty przez jej przyjaciółkę, na pewno nie stanowiłby problemu. Czyżby pomału zaczynała się w nią przemieniać?
-Tego nikt nie wie- odpowiedziała Dorcas. –W każdym bądź razie my za nią nie tęsknimy. Nie była z niej za dobra przyjaciółka.
-Beznadziejna- pochwyciła Emma.
-Żyła własnym życiem szytym kolejno intrygami i manipulacjami. W końcu sama wpadła w swoje bagno, ale co dokładnie się stało? Chyba nawet nie chcę wiedzieć.
-Pięknie ją opisałaś, Meadowes- odezwał się głos zza nich. James Potter stał w framudze drzwi i uśmiechał się słabo. –Chętnie bym ją z wami poobgadywał, ale teraz… muszę porwać naszą Panią Prefekt.
***

          Impreza nabierała tempa. Trzy dziewczyny, dotychczas każda uprzedzona do każdej, odnalazły wspólny język. Rumiane jak piwonie śmiały się i żartowały, zapominając o codziennych sporach. Co jakiś czas Hestia wyciągała kolejną butelkę whiskey i rozlewała po równo, a przy każdym kolejnym łyku, zabawa się rozkręcała.
           Lily wciąż nie było. W normalnych warunkach, gdyby Dorcas albo Emmelina zachowały trzeźwość, z pewnością zainteresowałyby się całą tą tajemniczą sprawą- znika ona gdzieś ze znienawidzonym Jamesem Potterem, niby na pięć minut, a naprawdę nie ma jej już drugą godzinę. Czyżby wykorzystała chłopaka, żeby tylko uwolnić się od zabaw alkoholowych? Przecież powszechnie wiedziano, że Evansówna jest abstynentką. I pewnie, nie zwróciłyby na to uwagi, gdyby rozmowa subtelnie nie zeszła na jej temat.
-Twoja kolej, Em- zachichotała Meadowes, po raz kolejny tego wieczoru, kiedy tylko szyjka butelki wskazała na blondynkę, która prawie że spała na podłodze.
-Pytanie- odpowiedziała, nagle odzyskując pokłady energii. –Gadaj… co tam chcesz o Syrim…
          Dorcas opanowała swój kilkunastominutowy chichot, głupawka za to przeszła na Hestię, która przybiła Emmelinie piątkę, za uspokojenie Meadowes.
-Tak właściwie to… kiedy ci się spodobał?- spytała z błyskiem w oku. Mogła pozwolić sobie na bezpośredniość, bo Titanicówna wyjątkowo porzuciła swoje zgryźliwości.
-Odkąd pociągnął mnie za włosy pierwszego dnia szkoły- wyjaśniła pijąc kolejny kieliszek do dna. –Do dzisiaj mam wielką łysinę z tyłu głowy…
-Ach! Czyli wiem już, jak znaleźć miłość życia- musi mnie najpierw oszpecić- przyjęła się Jones.
-A nie znalazłaś jeszcze?- udała zdziwienie Dorcas. –Przecież tu wszyscy są zakochani! James w Rudej… Lunatyk w Marze… Emma w Syriuszu… Peter w każdej dziewczynie, która się do niego uśmiechnęła… No i Syriusz we mnie.
-Nie macie tu porządnych chłopaków- odparła szatynka, przybierając poważny wyraz twarzy, który doprowadził Emmę do śmiechu do łez. –U nas, we Francji, to byli prawdziwi faceci. Założę się, że takich nie zobaczycie przez całe życie.
-To nam poopowiadaj. O kimś wartym uwagi- zaproponowała Meadowes.
-Oczywiście musi tam spełniać kilka warunków…- wtrąciła Emmelina.
-Wiesz- musi być przystojny…
-…błyskotliwy…
-…przystojny…
-…czarujący…
-…przystojny…
-Powtarzasz się- zachichotała Jones.
-Po prostu uważam, że atrakcyjność jest w tym wypadku najważniejsza!- broniła się Dorcas. Hestia tylko potaknęła, zmarszczyła brwi i wszczęła swoją opowieść:
-Okej… Opowiem wam u moim jedynym chłopaku… takim, na serio.
-Szykuje się kiczowata historia miłosna?- spytała Emmelina, kładąc się na łóżko i zdmuchując jedną z tuzina poustawianych w dormitorium świec, jednocześnie nie spuszczając oka z nowej przyjaciółki. –Uwielbiam je. 
-To tak jak ja- rzuciła Dorcas. –Dobrze, że nie ma Lily.
-Yhym…- ziewnęła blondynka. -Nie wróciła jeszcze od Rogacza?
          I wtedy właśnie po raz pierwszy od jej wyjścia została wspomniana Lily. Dorcas zmarszczyła brwi. Znała Evans wystarczająco dobrze, żeby wiedzieć, że ta nie zniknęłaby na tak długo bez słowa. Poczuła lekkie wyrzuty sumienia, że tak porzuciła przyjaciółkę.
-Chyba powinnyśmy iść jej poszukać…
-Ja chcę posłuchać historii miłosnej- fuknęła Emmelina. –Ruda da sobie radę… Poza tym jest z Potterem- przecież on nie pozwoliłby, żeby coś się jej stało.
         Hestia zmarszczyła brwi. Zdążyła zorientować się już, że jej kuzyn bezustannie lata za Lily Evans i zauważyła, że połowa szkoły wymienia się codziennie mnóstwem plotek na ich temat, każdy w głębi duszy oczekując na ich zejście. Z pewnością byli posiadali lepszą historię miłosną niż ta jej i Chase’ a. A dzisiaj? Skąpe informacje na temat Mary McDonald tylko podsyciły jej ciekawość. Dziewczyny są pijane… Może zaspokoją jej ciekawość?
-A dlaczego ona tak… eee… nie lubi Jamesa?- spytała niby to zdawkowo. Przez moment zaniepokojone miny dziewcząt od razu zmyły się i zastąpił je rozbawiony wyraz twarzy.
-Nie lubi?- powtórzyła Dorcas tonem, jakby miała właśnie wytłumaczyć znaczenie tego czasownika niedorozwiniętemu dziecku. -To złe określenie.
-Taa…- wtrąciła Emma robiąc przy tym rozmarzoną minę. -Ona raczej udaje, że go nie lubi.
           Hestia słysząc to nie doznała żadnego wielkiego olśnienia, którego oczekiwała Titanicówna. Obie z Meadowes wymieniły się lekko podenerwowanymi spojrzeniami. Najwyraźniej nie był to częsty temat w tym dormitorium.
-Bo widzisz.. To takie podchody- wyjaśniła Dorcas przeciągając sylaby. 
-Podchody?
-Wiesz…- wywróciła oczami. -Kto pierwszy się zaangażuje… Kto pierwszy się spali i naprawdę pozwoli sobie na chwilę szczerości.
-Na co dzień ona jest chłodna i opanowana, a on się popisuje…- stwierdziła Titanic.
-Lily ma nadzieję, że James wyskoczy z tym pierwszy. W sensie, że pierwszy zacznie się odsłaniać swoje prawdziwe oblicze…
-…i że zrobi to razem z jakimś wielkim, romantycznym  wyznaniem.
-Dokładnie! A wtedy ona…
-…każe mu się wypchać…
-…to też. Ale najpierw pewnie coś między nimi zaiskrzy. Dopiero potem każe mu się wypchać.
           Na tym dziewczyny skończyły, najwyraźniej nie znajdując więcej określeń, co do zawiłej relacji Jamesa Pottera i ich przyjaciółki. Hestia wciąż uważała, że to wszystko jest dziwnie niejasne- dlaczego Evans miałaby być tak uprzedzona? Dlaczego James tak bardzo się uparł? Dlaczego największy podrywacz Hogwartu nie mógł uporać się ze zwykłą rudowłosą kujonką? I w końcu- dlaczego obydwoje grali swoje role, jak to określiły dziewczyny, imbecyla i pruderyjnej laski?
-No to dlaczego on nie chce jej czegoś wyznać? Chcę żebyście opowiedziały mi wszystko po kolei- oświadczyła zakładając teatralnie ręce na piersi.
-Nie ma mowy. Ty miałaś opowiedzieć nam o sobie, a schodzimy na temat Lil. Nie sądzę, żeby była zadowolona z takiego stanu rzeczy- powiedziała Emmelina, z dziwnym przestrachem w głosie. –To taka temperamentna dziewczyna… wściekłaby się, gdyby się dowiedziała, że ją obgadujemy.
-Ale wy jej nie obgadujecie! Tylko streszczacie historię jej życia osobom trzecim- naciskała Jones. Wtedy do głowy wpadł jej szatański pomysł. Zakręciła butelką, której szyjka wskazała na Meadowes. –Pytanie czy wyzwanie?
***
          -Dalej chcesz posłuchać o mojej kuzynce?- spytał Syriusz, sprowadzając Jamesa Pottera na ziemię.
-Dalej wałkujesz temat Jo Prewett?- zakpiła rudowłosa dziewczyna, zaraz po tym jak oboje przekroczyli próg Pokoju Życzeń. Stanęła z założonymi rękami. –O, nie. Ty serio cały czas wałkujesz temat Jo Prewett.
         James uśmiechnął się złośliwie, na co Lily wywróciła oczami i pretensjonalnym tonem rozpoczęła monolog:
-To się robi wkurzające, wiesz? Przecież pamiętałabym, gdyby to było coś ważnego!
-Czyżby?
          Uśmiechnął się smutno do Łapy. To jasne, iż nie oczekiwał, że przyjaciel pogodzi się dla niego z bratem… Chociaż nie powinien go tak podjudzać… i dlaczego użył zwrotu „kuzynka”? Czyżby uwierzył w jego wersję?
-Już dałem sobie spokój- przyznał z westchnieniem. –Gdyby to było ważne Lily na pewno by pamiętała.
-Czyżby?
-Co chcesz przez to powiedzieć?- zamrugała kilkakrotnie Ruda.
-Syriusz gadał ze swoim bratem, Regulusem, i dowiedział się kilku naprawdę interesujących rzeczy… Jo nigdy nie chodziła do Instytutu Czarownic z Salem w Ameryce, tylko do Durmstrangu, to zresztą potwierdza wersję Snape’ a. No i jest bardzo blisko spokrewniona z Łapą.
-Szukałem od złej strony- tłumaczył naprędce Black. –Byłem przekonany, że to jakaś kolejna krewna ze strony mojej kochanej mateczki… Ale Lukrecja Prewett okazała się być siostrą mojego ojca. Skłóconą, ale zawsze.
         Lily ściągnęła brwi. Wciąż nie mogła uwierzyć, że posiada aż tak poważne luki w pamięci. To było w pewien sposób żałosne, i dlatego irytowało ją, że Potter próbował jej coś udowodnić. Jakby musiała się przyznać, że jest zbyt zapatrzona w bzdury, żeby skupić się na naprawdę ważnych rzeczach… A on nie powinien się o nią troszczyć. Od urodzenia radziła sobie sama, i robiła to świetnie. Jakaś dziwna zakłamana dziewczyna z pewnością tego nie zmieni. Tymczasem Rogacz kontynuował:
-Ponoć prowadzi jakiś ruch przyszłych Śmierciożerców… Wszyscy powtarzają, że jest mistrzynią czarnej magii, że zna się na zaklęciach niewybaczalnych i co najważniejsze, że potrafi czytać w myślach.
          I wtedy wszystko wróciło. Kawałki układanki jakby wypadły zza zasłony przykrywającej jej wspomnienia- Severus ostrzegł ją przed Jo… ona szperała w  jej głowie… potem doświadczyła telekinezy… wszystko się odwróciło- sama zaczęła słyszeć jej myśli, jakby krzyczała je w pustym korytarzu, a pojedyncze słowa dochodziły do niej niczym echo… Isaac. Ktoś jej groził… Ale było coś jeszcze… Ona… Boże, zmodyfikowała jej pamięć! Przypomniała sobie tylko garstkę wspomnień… Musiało być coś jeszcze. Musiała usłyszeć coś w jej myślach, przez co Prewett postanowiła załatwić sprawę w tak drastyczny sposób… I dlatego ją unikała. Ponieważ Lily słyszy jej myśli.
          James zauważył zmianę w jej zachowaniu- Evans cała zbladła, przestała mrugać i jej oczy się zaszkliły. Zdawała się być nieobecna, przerażona tym, co właśnie zobaczyła w swojej głowie… Potter słyszał kiedyś o zaklęciowych zanikach pamięci- nie było na nie przeciwzaklęcia, ale poszkodowana osoba potrafiła przypomnieć sobie wymazany fragment słysząc kilka podsumowujących go słów. Czyżby Ruda spotkała się z jej umiejętnością legilimncji?
-Lily…?
-Obiecałeś nie wtrącać się do moich spraw- wysyczała tak zjadliwie, że Rogacz zastanowił się, czy oby coś ją nie opętało. –TAKIE BYŁY ZASADY NASZEGO UKŁADU!- krzyknęła nieco bardziej rozpaczliwie.
-Lily, daj spokój, próbowałem ci tylko po…
-NIE WSPOMNIAJ NIC O POMAGANIU, POTTER! Tylko mi zaszkodziłeś! Zresztą, nie oszukujmy się- zawsze tak było! Jak mogłam być tak głupia i w ogóle godzić się na jakikolwiek kontakt z tobą? Nie wiem. Byłeś kretynem i nim pozostałeś!
          James aż otworzył usta z oburzenia. Na ogół przywykł do obelg Evans pod swoim adresem, ba, był jedyną osobą, która nie bała się jej legendarnych wybuchów niekontrolowanej wściekłości. Teraz jednak poczuł przeszywający go gniew. Jak nigdy miał ochotę dołączyć się do wrzasków. Ładna odpłata za protekcję. Syriusz dla niej rozmawiał nawet z Regulusem, a to przecież łączyło się z przełknięciem jego Dumy, ale gdzie tam- Evans w ogóle to nie ruszyło! Jak nigdy popierał swojego przyjaciela- ta dziewczyna faktycznie była zarozumiała i egoistyczna… Jeśli myśli, że dalej będzie za nią skakał jak pies, to się myli! On też ma swoją godność. Co on w ogóle tu robi! Dzisiaj jest pełnia, powinien już być w Zakazanym Lesie i wspierać przyjaciela w ciężkich dla niego chwilach… On na pewno nie potraktowałby go w taki sposób.
-Dobrze- odparł zimnym tonem. –Skoro uważasz, że nasz „układ” się właśnie rozpadł, to nie będę błagał cię na kolanach o zmianę zdania.
-Świetnie!
-Świetnie.
-Sądzisz, że wezmą mnie wyrzuty?
-Nie, Evans. Żeby mieć wyrzuty potrzebne jest sumienie. A zdążyłem już zauważyć, że ty go nie masz.
***
        -Dobrze rozumiem? James zaprosił Lily na randkę po raz pierwszy w… czwartej klasie, ale ona odmówiła. Wtedy zbytnio go to nie ruszyło, bo generalnie chciał ją tylko odhaczyć na swojej liście dziewczyn.
-Aha- potaknęła Meadowes.
-Zdanie zmienił na Balu Bożonarodzeniowym, gdzie kompletnie go trafiło… Od tamtej pory zaczął ją prześladować, a ganianie Evans stało się w pewnym sensie jego znakiem rozpoznawczym. Z początku Lily nie nienawidziła go, ale odmawiała uparcie, ponieważ była zajęta.
-Właściwie to w trzeciej klasie wszyscy mieliśmy bardzo dobre stosunki- wtrąciła Emmelina. –Nie znaliśmy się jakoś szczególnie dobrze, w sensie, z Huncotami, ale czułyśmy do nich lekką sympatię. Lily też.
-… zajęta z Dorianem Chamberlainem. Zerwali oni pod koniec czwartej klasy, ponieważ James pocałował ją na rozdaniu świadectw…?
-Tak… Gryffindor wygrał wtedy Puchar Domów i Puchar Qudditcha. Ona poszła mu pogratulować, bo w sumie, wszyscy zawsze gratulują Jamesowi, a nie Frankowi, który jest kapitanem. Pewnie dlatego, że jest on o wiele większą gwiazdą i w ogóle… A on po prostu wpił się w jej usta, wykorzystując efekt zaskoczenia, akurat kiedy Dorian się gapił… I zerwali.
-…a Lily nie była już taka milutka. Otwarcie stroniła od jego towarzystwa i żeby zrobić mu na złość sparowała go z Mary McDonald, tą waszą byłą współlokatorką…
-…on nigdy za nią nie przepadł.
-…a Mary nie pozwoliła mu już zerwać. Sęk w tym, że zrobiła się paskudna i zazdrosna o Rudą. Robiła jej różne świństwa…
-Świństwa to mało powiedziane.
-…i w końcu przestały się przyjaźnić. W odwecie chciała nawet doprowadzić do zerwania jej i Jamesa, ale on się nie dał, bo…
-Nie wiemy- odparła Dorcas. –Miał dziwne rozumowanie… Chciał jej chyba pokazać, że nie jest na każde skinienie palca albo coś takiego. W każdym bądź razie Lily poczuła się upokorzona i obiecała sobie, że nigdy, ale to nigdy, nie umówi się z tym „nadętym bufonem”. Serio. Złożyła taką uroczystą obietnicę- zapaliła świece i wszystko…
-…następnie po sumach zaczął pastwić się nad Snape’ em, przyjacielem Rudej, co przelało szalę goryczy. Wyrzuciła mu za wszystkie lata.
-Powiedziała dokładnie, że są tacy sami. On i Snape. Takie porównanie było dla Jamesa niewyobrażalnym brakiem szacunku.
-…ale jej to wybaczył. I zerwał z Mary.
-Chyba częściowo zrozumiał swój błąd… Gdyby wtedy naprawdę pozwolił Lil rozwalić jego związek, być może byłaby jego. Ale było za późno. Duma Lily się odezwała, dała mu kosza, znowu zwymyślała… Mary rozpoczęła swoją legendarną aferę, o to, że ona go wyzyskuje… pokłóciła się z nami wszystkimi i wyjechała do Francji. I to już koniec.
          Hestia nabrała haust powietrza- od ciągłego nawijania rozbolało ją gardło.
-Ale dlaczego nie umówi się z nim teraz? No chyba nie traktuje poważnie swojej głupiutkiej przysięgi „przy świecach i wszystkim”… Skoro się pogodzili i są wolni, to dlaczego ona wciąż reaguje tak emocjonalnie na „Evans, umówisz się ze mną?”.
-Pomyślmy… BO JEST SKOŃCZONYM IDIOTĄ?!- usłyszała za plecami rozdrażniony sopran rudowłosej. O, nie. –DLACZEGO MNIE OBGADUJECIE?
          Evans była w potwornym stanie- wręcz kipiało z niej od złości, a oczy napełniały łzy. Hestia nigdy nie widziała, żeby Ruda płakała i z tego, co zdążyła dzisiaj o niej usłyszeć, domyśliła się, że dziewczyny również nie widziały jej w takim stanie.
-Lily…- zaczęła miękko Emmelina, ale jej słodko-naiwny głos zabrzmiał wyjątkowo głupio w obecnej sytuacji. –My cię wcale nie obg…
-ZAMKNIJ SIĘ! WSZYSCY JESTEŚCIE FAŁSZYWI!- krzyczała. Kilka świec zgasło. –PEWNIE TEŻ MACIE MNIE ZA EGOISTKĘ, CO? DAWAJCIE! CO TAM JESZCZE O MNIE MYŚLICIE? SZKODA, ŻE NIE SŁYSZAŁAM, CO TU OPOWIADAŁYŚCIE!
-Lily!- Dorcas zagrzmiała, już bardziej pretensjonalnie. Wyrzuty przyjaciółki były wyjątkowo nie na miejscu. Przecież dobrze wiedziała, że one, a przynajmniej ona, Dorcas, nigdy by jej nie oczerniały za plecami. Samo podejrzenie było wręcz karygodne. –Uważaj, co mówisz.
-NIE BĘDĘ TRZYMAĆ SIĘ ZA SŁOWA!- krzyczała. –WYNOŚCIE SIĘ STĄD! ZOSTAWCIE MNIE SAMĄ, BŁAGAM!- tymi słowy zacisnęła powieki, żeby najmniejsza kropelka nie spłynęła po jej policzku. Starała się być twarda jak zawsze, ale jej nie wychodziło.
          Pierwsza wyszła Dorcas. Ale nie w dlatego, że poczuła się urażona- nawet po pijaku zrozumiała, że przyjaciółka daje im eee… subtelnie do zrozumienia, że nie ma ochoty na towarzystwo.  
***
          Śnił jej się Black. Najpierw dostawała od niego flakon francuskich perfum, takich samych, jak te dla Emmeliny od Cichego Wielbiciela. Te perfumy zmieniły się w lalki dla dzieci, z bujnymi, blond włosami. Każda z nich miała wyraz twarzy Emmeliny. Potem Syriusz wziął jedną z lalek do rąk i zaczął gładzić po policzku… Wyglądało to, co prawda, komicznie, ale Dorcas była zbyt poruszona aluzją, żeby się śmiać. On dbało o Emmelinę… Liczyła się tylko Emmelina…
-Ej, Meadowes!- usłyszała jego głos w uchu. –Co tu robisz?
          Poderwała się natychmiast. Znajdowała się w Pokoju Wspólnym, leżała na kanapie, obok Emmeliny i Hestii. Nad nią stał  Syriusz Black w całej okazałości- szare oczy przyglądały jej się z niekłamanym zainteresowaniem, a czarne włosy z nonszalancją opadały na czoło. Wydał jej się jeszcze bardziej atrakcyjny niż zwykle… To chyba przez alkohol.
-Lily dostała napadu złego humoru- wyjaśniła pół przytomna. –Wolałyśmy nie wchodzić jej w drogę.
          Syriusz syknął ze współczuciem. Rzucił jakieś dobranoc i udał się do góry, gdy przystanął. Szatynka złapała go za nadgarstek. Dlaczego to robiła? Powinna położyć się spać, jutro poniedziałek… Musi się wyspać na lekcje… Poza tym nie powinna z nim rozmawiać- to przecież chłopak Emmeliny. Jej przyjaciółki. Dzisiejszy wieczorek nieco je do siebie zbliżył, Dor nie chciała, żeby wszystko zaprzepaścił ponownie Black. 
-Śniłeś mi się- powiedziała, wciąż mimo woli. Na twarzy Syriusza zagościł łobuzerski uśmieszek.
-Nie jesteś jedyną dziewczyną, którą nawiedzam po nocach, słodka- wyznał kokieteryjnie. W normalnych warunkach Dorcas z pewnością prychnęłaby jak rozjuszona kotka, ale teraz? Właściwie nie panowała nad własnym ciałem, ktoś nią sterował i gadał głupoty.
-Masz na myśli Emmelinę? W końcu to teraz twoja dziewczyna, nie?- wyszczerzyła zęby, mówiąc to niby zdawkowo, ale pod koniec głos jej zadrżał. Syriusz rozszerzył oczy jeszcze bardziej.
-A kto tu wspomniał o Titanic?
         Zapadła cisza, podczas której Dorcas prawie w ogóle nie oddychała ani nie mrugała. Syriusz odchrząknął, próbując doprowadzić ją do ładu i uwolnić się od uścisku. Dziewczyna delikatnie puściła jego nadgarstek, ale nim zdążył on się ponownie pożegnać, znów go chwyciła- tym razem za krawat, przybliżając jego twarz jak najbliżej jej.
-Kiedy z nią zerwiesz?- spytała cicho. W jego oczach tańczyły rozbawione iskierki, a wzrok błądził po każdym calu jej ciała. Kiedy zatrzymał się na kształtnych ustach przez chwilę zobaczyła w nich istny żar. Ten chłopak był zniewalający… Naprawdę zniewalający.
-Dla ciebie?- zamruczał jej do ucha. Cała zadrżała. –Zaraz. Tylko ją obudź.
         Obeszło się jednak bez budzenia blondynki. Do Dorcas wróciła częściowo świadomość, chociaż wciąż daleko było jej do trzeźwego myślenia. Był za blisko… Wcale nie zależy mu na Emmie… Titanicówna w ogóle się nie liczy… A potem urwał jej się film. Pamiętała tylko jego usta- powoli muskające jej wargi. 

***

Ogłaszam najtragiczniejszy rozdział w dziejach tego bloga- brak weny, brak czasu, brak odpowiedniej realizacji. Dotrwaliście do końca? Serio- nie mogę wyjść z szoku. Nie wiem kiedy nowy rozdział- może jak ja i wena przestaniemy się na siebie obrażać… następny równie kiepski rozdział nie ma tu racji bytu. Co prawda zalążek weny dzisiaj do mnie wrócił, ale to i tak za mało na naskrobanie przyszłego rozdziału.
A tak a propos- co w przyszłym rozdziale? Głównie wątek Dorcas-Syriusz-Emmelina i będzie dużo Marleny. Oprócz tego malutki, naprawdę mikroskopijny wątek Jily. Tej pary zdecydowanie teraz będzie mało- w końcu ich pokłóciłam- o pierdołę, ale pokłóciłam.
Zmieniłam radykalnie wygląd bloga- tak mnie tchnęło *_*. Mam nadzieję, że się podoba :D. 
Jutro wyjeżdżam na narty, chociaż pewnie nie pojeżdżę, bo w górach pozamykane stoki... Przeklinam to, że mam tak wcześnie ferie w tym roku... Ale może zastrzyk innego powietrza nieco mnie obudzi? Wróci mi wena, zapał i pomysły? Oby.  Kiedy skomentuje wasze rozdziały? Nawet nie pytajcie. Nie mam pojęcia. Na pewno nie do 28- nie będę miała Internetu :c. Ale nadrobię wszystko, na pewno nadrobię! 
Dobra, idę spać- jutro pobudka z samego rana. 3majcie się :*.
EDIT 20.01: lista czytelnicza z nieznanych mi powodów się nie aktualizuje... Kryzys zażegnany. Chyba.

21 komentarzy:

  1. KOBIETO! TY UWAŻASZ, ŻE TEN ROZDZIAŁ JEST TRAGICZNY? ON JEST BOSKI!
    Jejciu to co napisałaś, brak mi słów , jest poprostu genialne!
    Dorcas - Syriusz - Emmelina = to mistrzostwo , ale i tak chce Dorcas i Syriusza <3 <3
    :*
    POWTÓZĘ SIE CHYBA PO RAZ 10 - bo tyke rozdziałów - NIENAWIDZĘ EMMELINY!
    Hahahahah Uwielbiam Cię :D
    I tajemnicza Jo - robi się coraz, a to coraz ciekawiej :D
    Pozdrawiam i czekam na next ;D
    I znów Ci wyszedł tasiemiec, ale powiem Ci znaczy napiszę , że tym razem czytało się go tak fajnie , żę nie zauwazyłam tego.
    Wciągasz mnie coraz bardziej!
    Paulla K

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Boże dziękuję, dziękuję i jeszcze raz dziękuję- jestem cała czerwona, jak Boga kocham <333.
      Wątek-trójkąt D-S-E teraz będzie bardziej rozwinięty, tyle mogę powiedzieć. No i nie pozostaje tajemnicą, że endgamem będzie Doriusz, innej opcji tutaj nie widzę <333.
      Tak bardzo się cieszę, że długość moich rozdziałów nikogo nie odstrasza... mam wrażenie, że zanudzam was na śmierć, ale nawet w najbardziej pobożnych życzeniach nie pomyślałabym, że kogoś mogę WCIĄGNĄĆ. Serio- to wręcz niesłychane :*.
      Pozdrawiam, życzę dużo weny i z niecierpliwością oczekuję Twojej notki ;*

      Usuń
  2. Muszę przyznać, że pisałaś lepsze rozdziały, ale ten jest dobry. Czytam twojego bloga od jakiegoś czasu i należy do moich ulubionych! Mam kilka uwag.... ale dziewczyn masz talent, który musisz doszlifować!
    P.S.
    Kiedy pojawi się notka na twoim drugim blogu i nowy rozdział tutaj? I jeszcze jedno, co się stało z zakładką bohaterowie?

    Pozdrawiam, życzę dużo weny i udanych ferii!
    Oliwka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, wiem- brak weny bardzo dał po sobie znać w tym rozdziale, ale cieszę się, że ci się spodobał :D. Ojej, bardzo mi miło, że mowa o jakimkolwiek talencie u mnie *rumieniec* osobiście go nie dostrzegam, ale to nie umniejsza mocy komplementu.
      I co do PS:
      a) jeśli chodzi o notkę na whats a soulmate to jest ona pod wielkim znakiem zapytania. Blog miał być prowadzony z moimi koleżankami, ale nie możemy się kompletnie zgadać. Mam na tę historię pomysły, i to całkiem dużo, ale nie wiem, czy znajdą się z popariem z ich strony. Albo się zgadamy, albo (co jest opcją najbardziej możliwą) będę pisać na własną rękę. A to by łączyło się z jakimś łopatologicznym uporządkowaniem historii i bla, bla, bla... Trochę to potrwa. Póki co blog po prostu zaklepuje nazwę, żeby nikt nie podkradł :D.
      b) Notka tutaj powinna pojawić się niedługo- skoro mam wolne :D. Obstawiam końcówkę stycznia.
      c) A jeśli chodzi o bohaterów to wszystko wcisnęłam do zakładki "Księga Huncwotek" u góry są linki i wszystko elegancko zrobione xD.
      Dziękuję ci za komentarz, nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę, że zyskałam kolejną czytelniczkę <333.
      Również pozdrawiam :*

      Usuń
    2. Wlasciwie to czytam twojego bloga juz od dawna i straszne bardzo mi sie podoba!!!

      Usuń
  3. Najtragiczniejszy? Chyba coś ze wzrokiem mam... jaki rozdział ? Nie powinno tam być... najlepszy?
    Ja chcę Dorcasa i Syriusza w końcu !!!<3 Awwww awwww
    Mogłabyś w końcu uśmiercić tą Emmelinę xD Gra mi na nerwach xDDD:P Co za dziewuszysko !
    Wybacz że opóznienie, ale tyle mam na głowie ;( Wiedz, ze zawsze wejdę, nawet jak się spóznię ;*:*:*

    ps. informacja w sowiarni o blogu i rozdziale ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :DDD, nie no może lekko przesadziłam z tym najtragiczniejszym,ale najlepszy to on nie jest... Może poprawę go jak wrócę? Nwm, pewnie nie :D.
      Syriusz i Dorcas zanim się zejdą "oficjalnie" to trochę minie, ale mogę powiedzieć, że zbytnio ani jedno, ani drugie z uczuciami Emmeliny liczyć się nie będzie xD.
      To ma być opóźnienie? Opóźnienia to ja robię- dwutygodniowe, miesięczne... dwa dni to przy moich poślizgach natychmiastowe skomentowanie :D.
      Nie wiem jak będzie z komentarzem u cb, z komórki trochę ciężko się pisze :c. Ale zrobię co w mojej mocy, że to skomentować w najbliższym czasie :D.
      Pozdrawiam :*

      Usuń
  4. Czy Ty jesteś normalna?!!! To był rozdział... brakuje mi słów... GENIALNY!!! FANTASTYCZNY!!! WYBITNY!!! NIEZAPOMNIANY!!! WSPANIAŁY!!! Gdy wczoraj zauważyła, że jest nowy rozdział byłam tak podekscytowana i zła, że nie mogę go od razu przeczytać. Jak go czytałam to czułam się jakbym tam była, jakby to wszystko działo się naprawdę. Nie! Ja byłam jego częścią. Dawno jeśli nie nigdy nie czytałam czegoś tak dobrego. Moje szaleństwo właśnie jest na poziomie 1000000000000000. Na serio dawno tak się nie czułam. Ale teraz powoli spokojnie się uspokajam i komentuję normalnie.
    Dobra, już jest dobrze :)
    Ta kłótnia Jamesa i Lily pobiła wszystko. Jak ta nadęta idiotka (tak naprawdę i tak ja kocham ♥) mogła tak się zachować?!!! Przecież on chce jej pomóc jak prawdziwy przyjaciel,a ona co wyzywa go. Chyba w głowie jej się coś poprzestawiało, bo inaczej nie można tego nazwać. Jak to czytałam czułam się jakby Jamesowi nóż się wbijał najpierw powoli, a później całkowicie rozerwał serce na kawałki. Przecież on się psychicznie załamie. Może aż tak bardzo nie pokaże tego po sobie, ale na pewno to zrobi. Pewnie nawet nie przyzna się sam przed sobą do tego, ale to musiał być dla niego prawdziwy cios. Najpierw Syriusz poświęcił się dla niego. I co on z tego ma? Wrzaski Rudej? On się starał. Jak na niego to naprawdę dobrze mu szło.
    Wiesz w tym rozdziale zaciekawiłaś mnie Hestią. Ona zawsze gdzieś tam była i ubarwiała sceny, ale nic więcej. A teraz mnie zaciekawiła. Najnormalniej w życiu zaciekawiła. Kim był ten jej chłopak? Jak ja bym chciała to wiedzieć.
    Ale końcówka też mnie powaliła. Nienawidzę Emmeliny i jakoś nie jest mi zbyt przykro, że Syriuszowi zależny na Dorcas. Bo taka prawda. Może sobie zgrywać kogo chce, ale Dorcas zawsze będzie dla niego najważniejsza. Uwielbiam takie zakończenia.
    Chyba troszkę mnie poniosło. Napisałam... nie mam pojęcia, co. Ale jak coś to od serca ♥
    Znając siebie zaprojektowałam tu kolejny rozdział, o którym marzę, ale tak naprawdę nie wiem, czy sama bym go polubiła. więc jak coś zdaję się całkowicie na Ciebie ;)
    Pozdrawiam ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeeeej, jak zobaczyłam twój komentarz od razu mi się cieplej zrobiło na sercu... Naprawdę- umiesz świetnie zmotywować człowieka :***. Nawet nie pisz mi, że dawno nie czytałaś czegoś tak dobrego, bo w to nie uwierzę, nie ma szans ;>.
      Hahahha co ja tu mogę dać na usprawiedliwienie Lily... Przede wszystkim była wtedy przerażona, bo faktycznie odkryła w swojej pamięci sporą lukę, a poza tym nie mogła zaakceptować, że James faktycznie potrafi zachowywać się normalnie. Tak dziewczyna wszystko odbiera- coś niezrozumiałego=wrzaski :D. Och, Jamesowi z pewnością nie będzie łatwo. To początek tej ich kłótni, którą zapowiedziałam. Trochę się poobrażają (a raczej to James będzie wściekły), ale nie będę was oszukiwać- on na nią nie potrafi się złościć :D.
      Och, chyba mogę powiedzieć, że chłopak Hestii nie był tu tylko taką epizodyczną postacią- on będzie miał naprawdę wielką rolę później. Jeśli cię to interesuje, to powiem, że po raz pierwszy pojawi się w trzynastym rozdziale ;>.
      Oczywiście masz rację- dla Syriusza Dor jest najważniejsza, ale tego nie przyzna-jest Huncwotem, Huncwot się nie angażuje bla, bla, bla. Ale w końcu się zorientuje, że jest dla niego najważniejsza, to na pewno :).
      Napisz swój zarys nowego rozdziału, proooszę :D. Ja uwielbiam czytać takie rzeczy :DDDD.
      Dziękuję ci jeszcze raz za komentarz, przywróciłaś mi nim wenę :*
      Pozdrawiam :*

      Usuń
    2. Ale naprawdę dawno czegoś takiego nie czytałam!!! :D Szczera prawda prosto z serca ;) Mam taki zwyczaj, że jak czekam na coś, nudzę się, czy po prostu przed snem, wymyślam najróżniejsze historyjki (najczęściej są to kontynuacje książek, zmiany w wydarzeniach, następny rozdział na blogu itp.) A już od jakiegoś czasu nic, kompletnie NIC!!! To było straszne!!! A po przeczytaniu tego rozdziału byłam tak podekscytowana (szybko ulegam emocjom tym złym i dobrym), że jakby taka blokada spadła. Teraz już moja wybujała wyobraźnia wróciła do normy :) nawet na najszybszych obrotach :P
      I nie doczekam się trzynastego rozdziału!!! Na serio jestem całkowicie zafascynowana ta postacią!!! :) Trzynastka - moja szczęśliwa liczba :)
      Zarys następnego rozdziału? Z takimi rzeczami to nie do mnie!!! :P Ja mam w głowie tysiąc pomysłów całkowicie nie pasujących do siebie, pokręconych, zwariowanych, przygnębiających, radosnych, szalonych... i wszystko, co możliwe :) Zanim bym to ułożyła to dawno napisałabyś już kilka kolejnych rozdziałów. Ale chciałabym, żebyś kiedyś napisała coś o tacie Jamesa. Chciałabym dowiedzieć się jak on wygląda w Twojej wyobraźni. Zawsze miałam do niego jakoś sympatię (po tym jedynym momencie, gdy Syriusz powiedział, że pan Potter uwielbiał go) Proszę!!! Wspomnij kiedyś o nim. Jestem bardzo ciekawa, jak według Ciebie powinien wyglądać ;)
      Pozdrawiam ♥

      Usuń
    3. Dla ciebie wspomnę o starszym Potterze choćby i w każdym rozdziale xD Teraz zbliża się u nich przerwa świąteczna [rozdział 16-17-18] więc obiecuje, że się pojawi ;>.

      Usuń
    4. Dzięęęęęęęęęęęęęęęęękujęęęęęęęęęę :*

      Usuń
  5. Aloha! Też chcę ferie :C Zaczynam dopiero w piątek, a jeszcze sprawdzian z matmy, kartkówka z niemca i chemii, no i pewnie z fizyki też będzie aby ,,sprawdzić co zostało w naszych pięknych główeczkach''. No ale serio, powinnaś mnie udusić, albo zamknąć w szafie za to, że nie skomentowałam wcześniej ;o W sumie, to możesz zamknąć mnie za mój niski poziom weny i za to nieskomentowanie *jużprzestajegadać*
    Okej. Emmelina. Mój ulubiony temacik :3 Kocham jechać po takich głupiutkich słoneczkach jak ona, ooo to takie słodkie :) PO PROSTU TAKIM LALOM JAK ONA TRZEBA POKAZAĆ GDZIE ICH MIEJSCE :)
    Oho Łowcy Śmierci :o It's so scary :O Aż się trzęsę ze strachu ^^
    O Boże! Biedna bulimiczka Emmelina! Jeszcze przyniosę jej cukierka na osłodę życia! Bo to przecież JEJ należy się Syriusz! Oh no pewnie! Założą razem słitaśną rodzinkę, a Dorcas będzie prała im dywany! Przysięgam, że jeśli kiedykolwiek spotkam Emmę to rzucę w nią kamieniem! Dużym kamieniem! Ojejku, zua Dorcas. Zabrała malutkiej i bezbronnej Emmelince przyjaciół :C Przytuliłabym ją. Dookoła szyi. Sznurem. No teraz to już przesada. CHAMSKA ŚWINIA Z NIEJ! Jeszcze bezczelnie pyta się Marleny ,,Frank czy Remus?'' BOŻE, TAKIEJ TO TYLKO DAĆ BILET W JEDNĄ STRONĘ.
    Jejuu James taki super aww *0* Kocham go, mówiłam już? Ale Logan Lerman ma pierwsze miejsce na zawsze <3 ^^
    ,,-Ja tam zawsze wiedziałem, że sala do eliksirów jest nawiedzona, a teraz przynajmniej mamy na to dowody'' James taki żartowniś xDD :D Potter który ubóstwia ciszę i spokój. To tak jakby powiedzieć, że ja na fizyce zgłaszam się cały czas C: Lily nie pamięta? ;o A to ci dopiero. Niech James wyjdzie na bohatera i zrobi coś super bohaterskiego dla niej! :D
    A tak na marginesie, to czy unicestwisz Jo i jej psycho mamuśkę Lukrecję? Nie lubię ich :) xDD
    Skleroza? xD U Evans? Boże, ona by się zabiła z niewiedzy xDD
    Jo jako zaginiona bliźniaczka Syriusza? xD Szczerze, to raczej nie zdziwiłabym się gdyby to olał ^^
    Black bez jego Dumy, to nie Black :D A Syriusz to już w ogóle :)
    ,,-Butelkę?- wzdrygnęła się na samą myśl. -Serio? Doprawdy przeklinam dzień, w którym zaprezentowałam wam tę szatańską grę. Och, gdybym tylko wiedziała, że zostanie wykorzystana przeciwko mnie… Nie, nie i jeszcze raz nie!-'' Przez twoje teksty przy każdym rozdziale nie mogę oddychać xDD
    ,,-Nasze dormitorium to nie hotel'' Dorcas taka miła dla wszystkich i wszędzie :D Mary chciała zdobyć Jamesa (który ofc należy do Lily) ;O Jak dobrze, że wyjechała. Chociaż z drugiej strony to jedna osoba mniej do wrzeszczenia na nią :c
    OJEJUU! James przyszedł na babski wieczór po Lily! ^^ Ale cudownie aww *w* A jednak skończyło się źle T.T Pokłócili się ;C Rozpłaczę się. Chociaż czasami James ma rację. Lily nie ma sumienia. No czasami ma, ale powinna być milsza wobec Rogacza. W sumie to nie wiem dlaczego to napisałam, bo sama nienawidzę kiedy ktoś mnie umoralnia, a gorzej jeśli to ja muszę umoralnić kogoś :o
    Super szablon ;* Ja też jadę w góry na narty ale dopiero na początku lutego, bo ferie mam od 17 stycznia ;// Gdzie jedziesz? :D Życzę miłej zabawy i mam nadzieję, że nie zamkną ci stoku ^^
    Pozdrawiam i weny ;**
    Aleksja;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tak w ogóle to rozdział nie jest zuy :D Ja już około trzy tygodnie napisać nie mogę. W ciągu tych 21 dni udało napisać mi się plan rozdziału i jakieś trzy strony w wordzie. Więc nie jesteś sama jeżeli chodzi o braki weny ;**

      Usuń
    2. TAAAK! Skomentowałaś! i znowu wyskakujesz z poematem ;>. I to jeszcze łopatologicznym, normalnie ułożonym- aż przyjemnie się czytało :D. Dziękuję ci za niego- bez twoich komentarzy nie mogę funkcjonować, ale ty to wiesz :*.
      Hahhaah stały punkt programu- kącik Hejtujemy Emmelinę ;>, ehhh jak ja go uwielbiam :D. Specjalnie daje tyle tej dziewczyny w rozdziałach, żeby posłuchać, co tam jeszcze masz do niej do powiedzenia. Padam na twoje porównania- naprawdę padam "Założą razem słitaśną rodzinkę, a Dorcas będzie prała im dywany!" <---hahhahahahah
      "przytuliłabym ją. Dookoła szyi. Sznurem." skąd ty bierzesz takie teksty, dziewczyno? xD
      Och, James zrobi coś bohaterskiego... to na pewno. Kiedy dokładnie to jeszcze nie wiem, ale masz moje słowo- że będzie z niego taki heros jak z Percy Jacksona ;> :D
      Czy zabije Jo? Jeszcze trochę tu posiedzi, ale raczej zginie, tak. A Lukrecja? Ona też trochę posiedzi, ale w końcu również deadnie. Jak w sumie wszyscy tutaj, nie czarujmy się :D.
      Nie martw się- Mary wróci niebawem, to sobie na nią nawrzeszczysz :D. Jej powrót szacuje na osiemnasty-dziewiętnasty rozdział.
      Generalnie jadę/jestem w Szklarskiej, ale pozamykane są tu wyciągi, więc codziennie dojeżdżamy do Czech. Harrachov już był, jutro zahaczamy o Spindlerovy Mlyn xD. A ty gdzie jedziesz? ;>
      Pozdrawiam również i weeeny :* Pisaj mi nowy rozdział!!!

      Usuń
  6. Jeej! Jo i psycho-matka-Lukrecja umrą! ^^
    Ja jadę w sobotę ( 1 luty) do Bukowiny Tatrzańskiej czy coś koło tego :D No nie moja wina, że akurat Emmelinę hejtuje xD Ale nie narzekam.
    Wiesz, jakoś czuję się tak jakbym już miała nie napisać wgl żadnego rozdziału xDDD
    Pozdrawiam <3
    Aleksja

    OdpowiedzUsuń
  7. Hej! Jak ja do cb dawno nie zaglądałam! Dzisiaj nadrobię zaległości w czytaniu. ;)
    Chciałaś żebym cię powiadamiała o nowych notkach na moim blogu. Więc zapraszam na nn: http://dorcas-meadowes-huncwoci.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. ŁOŁ i kolejny tasiemiec i za to Cię lubię of cours ! Ach dobrze tak Emmelinie! Ot co !
    Aaaa ta scena Dorcas i Syriusz lofciam, lofciam, lofciam , lofciam <3 Uuuuu Lunatyk wydał Syriusza. Eh , a on miał mieć taki fajny finał :D No cóz Syriusz mi bardziej do Dor pasuje. Niby robią Emmelinie świaństwo ale kto o tym myśli , bynajmniej nie ja! :D
    Pozdrawiam i życzę dużo, dużo weny!
    Paulla K

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej nominowałam CIe do Libster Aard Blog szczegóły u mnie na http://dorcasihuncwoci.blogspot.com/2014/02/libster-blog-award-nr-nwm-ktory.html
      Pozdrawiam Paulla K

      Usuń
  9. Fajnie, że notki są takie długie, przynajmniej nie okłamuje siebie mówiąc w myślach "jeszcze jeden rozdział" . Są wspaniałe. Cudowne. Zajebiste. Brak epitetów, które mogłyby to opisać. Po prostu świetne. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo :* Cieszę się, że się podoba :D

      Usuń

Autorka jest głodomorkiem, a akurat nie ma Danio w pobliżu. Chcesz ją dokarmić? Napisz komentarz! Wystarczy zwykłe: "przeczytałem" z anonima, a ona już ma dzienne zapotrzebowanie Witaminy K(omentarz).

Theme by Lydia Credits: X, X