"Natychmiastowa karma cię dopadnie"-John Lennon, Instant Karma
Krople deszczu
tłukły bezlitośnie o parapety, niczym grad armat rozsadzających kadłub statku. Akompaniował
im wiatr, którego podmuchy ze świstem otwierały i zamykały nieszczelne okna
chatki gajowego, wsypując przez szpary płatki bielutkiego, zimnego śniegu.
Zapach melisy i rumianku tańcował w tęgim, lodowatym powietrzu i otumaniał
zmęczony umysł Lily i Hagrida do tego stopnia, że ani gajowy nie mógł dostrzec
przyczyny wizyty siedemnastoletniej Gryfonki, ani sama dziewczyna nie potrafiła
mu jej podać.
Był piątkowy wieczór, godzina po ciszy nocnej i w dodatku
sam środek wielkiej śnieżycy i zawieruchy. Leśne zwierzęta, w świetle dnia
ukrywające się w grotach i jaskiniach Zakazanego Lasu, teraz zapuściły się
niebezpiecznie blisko błoni i zamkowych areałów. Oczami wyobraźni Lily widziała
polujące centaury i skąpane w śniegu bielutkie jednorożce, i pomyślała, że
chciałaby cieszyć się z upragnionej samotności i świętego, nocnego spokoju, do
tego stopnia, jak one.
W oddali zawył wilk, a Gladius cały się najeżył i wbił
pazury w długi, kaszmirowy sweter Lily, pozostawiając jej blizny na brzuchu.
Dziewczyna podrapała go za uchem, mimo bólu przytulając do serca, jako że kot
był ostatnią istotą (no, oprócz Hagrida oraz jej współlokatorek), która
pozostała jej jeszcze na tym okrutnym świecie.
— Hagridzie, moje życie towarzyskie jest już skończone –
chlipnęła, pociągając dramatycznie łyk herbaty. Rozmazany tusz do rzęs wymalował
na jej policzkach podłużne, szarografitowe wodospady zgryzoty. – Straciłam już wszystko. Nie mam już nikogo. Żadnych prawdziwych przyjaciół… żadnych fałszywych
przyjaciół… nie mam już nawet niego, Hagridzie!
Zawsze go miałam. On… on był zawsze przy mnie.