27 sierpnia 2011

002. Dom rodziny Hideki


02. Dwór rodziny Hideki
D
om pana Weasleya wydawał się taki jak dom prawdziwego czarodzieja. Dosyć uważny obserwator stwierdziłby, że mieszkają w tym domu Azjaci. Cały dom był w kształcie „kopuły”, pomalowany na złocisto-srebrną barwę, zaś w tle widać było piękne wijące ogonem czerowne i niebieskie smoki z długimi białymi wąsami. Wokół niego znajdowała się piękny zielony ogród z brązową altanką na środku, do której prowadziły kręte ścieżki z kamieni. Wokół altanki było kilka zagajników gdzie znajdowały się japońskie drzewa wiśni, z pięknie rozwiniętymi delikatnie różowymi kwiatami. Tu i ówdzie wokół zagajników i krętych ścieżek posadzone były różnokolorowe kwiaty we wszystkich ciepłych barwach. Koło kwiecistych polan leżały wiklinowe koszyki po brzegi zapełnione soczystymi owocami. Pan Weasley podniósł dumnie głowę.
-Ma pan bardzo piękny dom. Ja nie chciałabym się przeprowadzać z takiego miejsca- wyznała Mary.
-Wiem jest tu bardzo pięknie, ale państwo Hideki również mają dwoje dzieci i robi się nam coraz ciaśniej. Kiedy przybędzie Ginny albo Percy będziemy zmuszeni opuścić owy dom. Może uda nam się wykupić pewien bardzo odpowiedni dla nas dom od pewnego Kupca z Północy, ja oczywiście wolałbym pozostać z państwem Hideki, ale Molly ma już chyba dość azjatyckiej kuchni- uśmiechnął się Artur. –Molly pewnie siedzi teraz u uzdrowiciela, to już dziewiąty miesiąc. Och, pewnie czeka mnie niezła awantura, bo wyszedłem z domu. Powinienem pilnować Billa i Charliego. Ale może wyręczyła mnie Yumi- westchnął pan Weasley. Zanim kto kolwiek zdążył zapytać kim jest Yumi, z drzwi kopuły wyszła czterdziestoletnia japonka.
-Witaj Arturze- usłyszeli, japonka skinęła delikatnie głowę, jakby chciała się ukłonić. Miała czarne włosy związane mocno czarną spinką w koka, oraz czarne włosy i żółtawy odcień skóry. Koło ust znajdowało się kilka zmarszczek, które japonka dzielnie tuszowała. Kobieta jak na Azjatkę bardzo dobrze mówiła po angielsku. –Molly poszła do uzdrowiciela na badania. Charlie i Bill śpią. Nie chciałam ich zbudzić, bo obawiam się, że oboje nabawili się grypy.  Oya!* Arturze przyprowadziłeś jūdai no wakamono-tachi**! Aya i Joji będą mieli dōsha***. Zawołam ich- powiedziała kobieta.
-Aya! Joji!  Soko ni kudaru! Artur motarashita dōsha!****- zawołała kobieta. Lily przełknęła ślinę niezrozumiała ani słowa.
- Yumi! Watashitachiha, Hogwart mahōmajutsugakkō ni pakku suru hitsuyō ga arimasu. Wareware wa hōmon suru jikanganai!*****- zawołał melodyjny damski głos. Po chwili pewna sylwetka zeszła z góry.
-To był dla mnie wstrząs, Dorcas. Nigdy nie wątpiłam w urodę Japończyków, ale musisz przyznać, że Aya jest równie piękna jak Agnes. Co prawda Agnes nigdy by się do tego nie przyznała ale widziałam w jej spojrzeniu nutkę zazdrości- powiedziała wieczorem do Dorcas Lily.
Dziewczyna była szczupła, miała długie, zgrabne nogi, jednakże nie była bardzo wysoka. Skądże, jej wzrost był niemal idealny. Japonka miała długą, łabędzią szyję i gładką, żółtawą (lecz owa żółć bardziej wpadała w biel) twarz, a po jej barwie można było orzec, że jej posiadaczka jest Japonką. Miała mały, wyjątkowy zgrabny nos, na którym ku zdziwieniu Lily nie było ani jednego piegu. Jej delikatnie zaróżowione policzki błyszczały w blasku światła z żarówki, a rumieniec, który powstał, gdy ujrzała po raz pierwszy w tym domu swojego rówieśnika, pojawił się jak z dotykiem czarodziejskiej różdżki. Oczy jej o brunatnej barwie, lśniły z rozkoszą, natomiast jej czarne niczym węgiel włosy wyrywały się spod uścisku srebrnej spinki wpiętej jak najmocniej we włosy. Naprawdę inteligentny obserwator zwróciłby z pewnością uwagę na jej usta. Piękne, koloru malin, delikatnie poprawione jasnym różowym błyszczykiem usta tej osoby zdecydowanie przykuwały uwagę. Aya Hideki ubraną miała małą, uszytą, z kosztownego materiału suknię wieczorową i różowe kapcie na nogach.
-Oya! Chodzicie do Hogwartu?- zapytała jakby nagle zapomniała, że zna japoński i teraz mówiła perfekcyjnie po angielsku.
-Tak- odpowiedziała jej Mary. Próbowała sobie przypomnieć czy kiedykolwiek widziała Azjatkę w najprawdopodobniej jej wieku w Hogwarcie, ale nic sobie nie przypomniała.
-Aya i Joji w tym roku też pojadą do Hogwartu. Do tej pory chodzili do japońskiej szkoły magii, ale ja i mój mąż Yoji postanowiliśmy ich przenieść ze względu na nasze zamieszkanie- wyjaśniła pośpiesznie kobieta. Aya z uśmiechem na twarzy pobiegła na górę po Joji.
-Proszę pani- powiedziała niemrawo Lily. Wszystko wydawało jej się bez sensu. Express Hogwart dawno już odjechał, a nagle okazuje się że nowi uczniowie Azjaci, nie pojechali nim do szkoły.
-Słucham?- odpowiedziała Japonka.
-My… Spóźniliśmy się na pociąg do Hogwartu, ale Aya i Joji powinni już być w drodze, skoro w tym roku mają zacząć naukę- powiedziała. Azjatka uśmiechnęła się tajemniczo, po czym spojrzała z wyczekiwaniem na Artura.
-Kochanie, myślę, że w Hogwarcie dyrektor o wiele lepiej ci to wytłumaczy. Ale się nie martw. Aya i Joji niebawem przybędą z resztą nowych uczniów- wytłumaczyła Yumi.
 -Z resztą nowych uczniów?! Chodzi jej o pierwszorocznych?! Nie, przecież pierwszoroczniacy, są teraz w drodze do Hogwartu. Tak jest co roku. Aya i Joji pewnie też się spóźnili, albo coś w tym stylu- uspakajała się Lily. W tej samej chwili Lily poczuła lekkie szturchnięcie w plecy. Obróciła się i zobaczyła twarz Agnes. Gestem ręki zaprosiła ją do siebie. Potem pociągnęła ją za rękę i z dala od towarzystwa odeszła ciągnąć Rudą ze sobą. Przeszła przez kilka pomieszczeń, aż wreszcie znalazły się z w opustoszałym, ciemnym pokoju. Agnes rozejrzała się kilka razy po pomieszczeniu, jakby chciała sprawdzić czy nigdzie nie siedzą gapie albo czy nikt nie podsłuchuje. Podeszła do Rudej.
-Co myślisz o tej Azjatce?- zaczęła Agnes. Lily spojrzała na nią z rozbawieniem.
-Mówisz o Ayi? Ładna, co nie?- uśmiechnęła się. Wiedziała, że Agnes nie przepada za osobami, które mogą zagrażać jej przekonaniu, że jej uroda przewyższa wszystkich tu zgromadzonych razem wziętych.
-Ładna? Nie, nie zauważyłam. W Japonii wszyscy wyglądają tak samo. Mają czarne włosy, czarne oczy i żółtą cerę. I nie tylko w Japonii, wszyscy Azjaci są tacy sami. Może, dlatego nie zauważyłam urody u tej właśnie obywatelki Azji- powiedziała z podniesioną głową panna Agnes Stewart. Lily roześmiała się szczerze. Agnes była zazdrosna. Było to oczywiste. Stewart spojrzała na Lily oburzająco. Odgarnęła niesforny kosmyk jej złocistych loków. Oblizała wargi swoich jasno różowych ust, po czym mrugnęła szybko swoimi długimi, czarnymi rzęsami zakrywając bujne, fioletowe niczym leśne fiołki oczy. Po chwili zmarszczyła cienkie, brązowe brwi, a jej policzki oblał rumieniec.
-Agnes, nie wygłupiaj się. Jesteś ładniejsza od Ayi, nie musisz złościć się na nią za to, że los obdarzył ją niebywałą urodą- zachichotała Lily. Agnes przez chwilę wyglądała na oburzoną tym, co przed chwilą usłyszała z ust jej szesnastoletniej przyjaciółki. Po chwili jednak westchnęła, usiadła na zimną matę w pokoju i ukryła twarz w dłoniach.
-Lily, dlaczego ja jestem o każdego zazdrosna?- zapytała smętnie. Lily westchnęła i przyklękła koło blondynki.
-Agnes- palcem strąciła dłonie Agnes z twarzy. –Zrozum, że to przede wszystkim zależy od ciebie. Nie musisz przejmować się każdą ładniejszą osobą. Pomyśl wtedy, że to dobrze, że nie tylko ty jesteś piękna- uśmiechnęła się. –Albo, wyobraź sobie ją z aparatem na zębach i okropnymi okularami- dodała. Agnes przez chwilę starała sobie wyobrazić Ayę w okropnych okularach i aparatem na zębach, a potem wybuchnęła śmiechem.
-Lepiej?- zapytała Lily. Nie raz musiała być psychologiem Agnes, która bardzo często prosiła ją o radę, albo jakiś argument. Ale jeszcze nigdy Agnes nie prosiła ją o radę na temat cudzej urody i jej odczuć w tej chwili. Agnes pokiwała radośnie głową, po czym wstała i mruknęła pod nosem coś w stylu: Dzięki.
Zanim Lily powiedziała: Nie ma za co, do pokoju wpadła Dorcas.
-Gdzie wyście się podziewały? Wszyscy was szukają!- krzyknęła Dor. Lily i Agnes spojrzały na nią. Nie było ich najwyżej pięć minut, a już jakaś afera w stylu Dorcas Meadowes. Dorcas należała do tego typu osób, które są strasznie w gorącej wodzie kąpane, nie lubią zwlekać z czymś, nie ważne czy ta czynność jest przyjemna, czy też nie. Ale Dor miała słabe wyczucie czasu, przez co często siedziała trzy godziny w toalecie, albo gapiła się w okno przez pół dnia. Więc jeżeli Dorcas twierdzi, że WSZYSCY ich szukają, to naprawdę wszyscy ich szukają.
-Dorcas, ile nas nie było?- zapytała Lily. Dorcas wzruszyła ramionami. Z kieszeni wyjęła coś co szybko włożyła do buzi i przegryzła, a po przełknięciu powiedziała: Nie wiem, ale ta cała Yumi Hideki coś od ciebie chcę- głową wskazała na Lily. – Powiedziała, że to chodzi o Ayę. A propos, widziałaś Joji? Aya jest taka ładna, a Joji urodą nie grzeszy- mruknęła złośliwie.
-Daj spokój. Gdzie jest pani Hideki?- zapytała bez ogródek Lily. Dorcas ponownie wzruszyła ramionami.
-A bo ja wiem. Ostatnio widziałam ją w kuchni. Stała przy garach. Ty wiesz, że oni jedzą obiad o PIERWSZEJ? Ja byłam w szoku. Zostało nam z dwadzieścia minut- na nowo wrzuciła coś sobie do ust. –Ale ja jestem głodna. Chodziliśmy przecież godzinę po Londynie. Nie licząc szukania kałamarza- spojrzała gniewnie na Agnes. Wiadomo było, że po tym całym bezużytecznym szukaniu Świstokliku Dorcas będzie przez kilka dni złościć się na Agnes. 
-Ja idę jej poszukać. Agnes- zwróciła się do fiołkowookiej. –Pogadamy potem z Mary.
Po tych słowach wyszła z pokoiku i ruszyła do kuchni. Wcale nie było ciężko tam trafić, bo po całym domu roznosił się zapach oliwy z oliwek. Pani Hideki, we własnej osobie ślęczała przy garach i z zapałem mieszała i smakowała zupę. Podeszła do garnka.
-Jestem pewna, że ta zupa jest znakomita- powiedziała Lily, pochylając się do owej zupy. W rzeczywistości Lily nigdy nie odważyłaby tknąć takiej zupy. W garnku znajdowały się przeróżne paskudztwa i świństwa m.in.: dziwnie śmierdzące liście, grzyby, pełno tam było: jakiegoś podejrzanego makaronu i okropnego boczku pachnącego marchewką i ziemniakiem. Wszystkie składniki leżały na sobie, a wokół nich pływał sok zapachem przypominający glony. Yumi uśmiechnęła się serdecznie do Lily, ale po chwili uśmiech spełzł z jej twarzy.
-Masz na imię Lily, prawda?- zapytała na początek. Lily kiwnęła głową. –I to ty zapytałaś mnie, dlaczego Joji i Aya nie pojechali pociągiem do Hogwartu?- dodała pośpiesznie.
-Tak, to ja.
-W porządku- mruknęła Yumi. –Chciałam cię poprosić o drobną przysługę- powiedziała prosto z mostu.
-Słucham- powiedziała lekko zmieszana Lily. Dawno nikt, z wyjątkiem Agnes i Dorcas, nie prosił ją o przysługę. A po takiej kobiecie jaką była Yumi, tym bardziej się tego nie spodziewała.
-Aya i Joji muszą udać się na jakąś ulicę, po to żeby przygotować się do Hogwartu. To chyba...
-Na Pokątną?- zapytała Lily.
-Tak. Na Pokątną. I dlatego chciałabym cie prosić, abyś udała się z nimi na tą ulicę i z panienką McDonald. Chyba tak ma na nazwisko…- mruknęła Japonka. Lily nie spodziewała się, że Azjatka poprosi ją o cos tak przyjemnego i prostego jak udanie się na ulicę targową i pomoc w przygotowaniu się nowych uczniów do Hogwartu. Była naprawdę ciekawa jak wygląda Joji, bo opowieści Dorcas wcale jej nie przekonały. Wiedziała, że Dorcas widzi tylko swojego chłopaka: Syriusza Blacka. Reszta nie miała dla niej sensu. A Aya, która była bardzo ładna, miała raczej przystojnego brata. Tak jej się przynajmniej zdawało.
-Oczywiście-powiedziała od razu. –I z chęcią zabiorę ze sobą Mary. Ona ma smykałkę do zakupów- uśmiechnęła się. Yumi uśmiechnęła się.
-Lily! Zaraz obiad na drzwiami, w jadalni pewnie już wszyscy siedzą. Proszę, powiedz im, że za pięć minut skończę zupę. Zaraz do was przyjdę- powiedziała Japonka. Przez chwilę Lily rozglądała się do pokoju szukając drzwi. Domyśliła się, że „ruchoma ścianka” to z całą pewnością drzwi, o których mówiła Yumi. Przeszła przez nie i znalazła się w słonecznej jadalni. Na fotelu ciasno ściśnięci siedzieli kolejno: Dorcas, Jet, Agnes, Aya, Mary i jakiś chłopak- pewnie Joji. Tym razem Lily musiała przyznać rację Dorcas- Joji urodą nie dorównywał siostrze do pięt. Miał te same brunatne oczy, te same czarne włosy i tą samą żółtawą cerę, ale coś w nim było nie tak. Po chwili Lily dowiedziała się, co jest przyczyną tego „nie tak” i był to jego nos. Nos był wielkości, co najmniej trzech normalnych nosów i nie pasował zupełnie do jego karnacji i małej twarzy. 
-Hej- powiedziała nieśmiało. Po chwili odchrząknęła i powiedziała niemrawo: Yumi kazała przekazać, że za pięć minut skończy zupę. Dlaczego mówiła tak dziwnie?! Czemu nie może wykrztusić z siebie nawet głupiego: Gdzie jest Artur? Potem domyśliła się, co lub raczej kto jest przyczyną jej zakłopotania. Był to Jet.  Kilka minut stała na środku jadalni gapiąc się w sufit, otrząsnęła się dopiero, gdy usłyszała znajomy głos Yumi.
-Aya! Pomóż mi naparzyć herbaty i poukładać jedzenie na półmiski- Aya posłusznie wstała z sofy i przeszła przez „ruchomą ściankę” do kuchni. –A ty Joji- zwróciła się do syna- Nakryjesz do stołu i przygotujesz maty do siedzenia. Kiedy ja i Aya skończymy TY też masz skończyć- powiedziała z naciskiem matka. Kiedy trwały przygotowania Bill i Charlie którzy dopiero co zeszli na dół rozpoczęli zabawę w Indian. Starym sosem do Sushi Yumi, namalowali kreski na czole i policzkach i biegali po całym pokoju krzycząc różne Indiańskei okrzyki.
-I niby mają grypę- skwitowała Dorcas.
-Przestań to jeszcze dzieci. Za chwile znudzi im się ta zabawa- powiedziała pouczająco Mary. Agnes kiwnęła głową. Mogła uważać się za ekspertkę od dzieci, szczególnie chłopców, bo sama miała dwóch młodszych braci-bliźniaków: Deana i Jareda.
-Moi bracia, szczególnie Jared, nigdy nie dawali mi spokoju. W dodatku wymyślali same głośne zabawy, które doprowadzały mnie i matkę do szału. Bill i Charlie przy nich zachowują się jak aniołki. Ale i tak po ich zachowaniu zastanawiam się czy naprawdę załapali grypę- wytłumaczyła Agnes. Lily zauważyła, że od dłuższego czasu Bill i Charlie przysłuchują się opowieścią Agnes o swoich braciach.
Naprawdę uroczę dzieci, pomyślała. Przypominają mi chwile, gdy ja i Tunia jeszcze się przyjaźniłyśmy. Przyjrzała się dzieciom. Jeden z nich miał na oko pięć-sześć lat, a drugi był o dwa-trzy lata młodszy. Obydwoje mieli rude włosy i błękitne oczy za Arturem. Joji skończył już układać talerze i pałeczki, zamiast sztućców, a Aya wkroczyła z dzbankiem popełnionym po brzegi zieloną herbatą. Kiedy Joji położył już maty do siedzenia, gdyż stół był bardzo niski, i nie zza bardzo nadawał się na siedzenie w nim na krzesłach, do jadalni wkroczyła Yumi z półmiskami napełnionymi jedzeniem. Jet, Lily, Mary, Agnes, Dorcas, Aya, Joji, Bill, Charlie i Yumi usiedli na matach, a Yumi przygotowała prezentacje potraw.
-Zupa jarzynowa z boczkiem jest przepyszna- powiedziała pokazując dłonią ów ohydną zupę którą Lily widziała w kuchni. –Na drugie danie zaś przygotowałam Sushi z krabami i grzybami oraz Sushi w sosie z tofu- dziewczyny i Jet wzdrygnęli się.
Spokojnie Lily-uspakajała się Ruda.-Jadłaś przecież Sushi. A może Yumi przygotowała cos jeszcze?  Yumi jakby czytała w jej myślach.
-Przygotowałam też szaszłyki i Onigiri. A na deser przygotowałam coś za co naprawdę zasłynęłam w Japonii.
Zarówno Lily jak i reszta nie chcieli wiedzieć, co to jest.
***
*Oya!- ojej!
** jūdai no wakamono-tachi**!- Google Tłumacz przetłumaczył mi to jako: nastolatki.
***Dōsha- po japońsku towarzystwo.
**** Aya! Joji! Zejdźcie na dół! Artur przyprowadził towarzystwo!
***** Yumi! (Aya wołała do matki po imieniu). My musimy pakować się do Hogwartu. Nie mamy czasu na wizyty!  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Autorka jest głodomorkiem, a akurat nie ma Danio w pobliżu. Chcesz ją dokarmić? Napisz komentarz! Wystarczy zwykłe: "przeczytałem" z anonima, a ona już ma dzienne zapotrzebowanie Witaminy K(omentarz).

Theme by Lydia Credits: X, X