27 sierpnia 2011

001. Artur Weasley


01. Artur Weasley
-Przepraszam panie, ale tak się składa, że nie tolerujemy tutaj takich wygłupów. To zakłóca spokój naszym klientom. Ale mogę wam pomóc. Gdzie jedziecie, mogę wskazać wam peron- zaproponował masywny mężczyzna, ubrany w charakterystyczny strój ochroniarza. Miał krótkie mysie włosy, okulary na czole, piwne oczy i nieco za duży nos. Przyjaciółki wymieniły spojrzenia.
-Do… Derby- bąknęła Mary, Derby to pierwsze miasto, które przyszło jej do głowy. W Derby była kiedyś na wczasach z rodzicami.  Ochroniarz podniósł prawą brew i przewrócił oczami.
-Do Derby jedziemy dopiero w przyszłym tygodniu- odpowiedział.
-No racja! Pomyliłyśmy daty. Przepraszamy za problem! Do zobaczenia- mruknęła Dorcas i odwróciła się na pięcie. Dziewczyny zrobiły to samo.  Ochroniarz złapał Agnes za skraj szaty i powiedział: Czy wiecie, że w naszych pociągach nie można mieć ze sobą: toreb, walizek, plecaków, ani kufrów? Do tego służy luk bagażowy, który znajduje się koło peronu piątego- wyrecytował jak by znał formułkę na pamięć.
-Proszę pana, przecież każdy ma tutaj: torby, walizki, plecaki i kufry!- odgryzła się Dorcas. Ochroniarz najpierw spojrzał się na Dorcas jak na jakiegoś seryjnego mordercę, a potem wybuchnął histerycznym śmiechem.
-Przepraszam, ma pan coś do tych panienek?- zapytał ktoś za ochroniarzem. Był to dosyć wysoki i szczupły mężczyzna o mocno rudych włosach i niebieskich oczach. Na oko miał dwadzieścia pięć lat. Ochroniarz patrzał to na mężczyznę, to na przyjaciółki. Po dłuższej chwili odszedł zostawiając towarzystwo samych. Rudowłosy podszedł do nich.
-Jesteście z Hogwartu?- szepnął. Uśmiechnął się tajemniczo.
-Tak,,, Przynajmniej byliśmy- szepnęła Lily.
-Jestem Artur. Artur Weasley- Weasley rozejrzał się po dworcu, a potem zawołał kogoś z daleka.
-Miło pana poznać, jestem Lily, to jest Dorcas, Mary i Agnes- wskazała na towarzyszki. Weasley rozejrzał się po dworcu, a potem zawołał kogoś z daleka.
-Młodzieńcze! Mówiłem, że nie jesteś sam!- wiele spojrzeń powędrowało w stronę Artura oraz przyjaciółek, a po chwili podszedł do nich jakiś Krukon. Był bardzo wysoki, miał złociste włosy i miodowe oczy oraz ściśnięte usta i bladą cerę. Miał na białą koszulę z Hogwartu i mocno związany wyrafinowany niebieski krawat. Uśmiechnął się promiennie do przyjaciółek, chodź Lily uważała, że bardziej uśmiechnął się do niej. Lily odwzajemniła uśmiech.
-Jestem Jet- powiedział i podał rękę po kolei: Dorcas, Mary, Agnes i Lily. Przy Rudej dłużej się zatrzymał.
-Spadł ci but- powiedział. Lily zarumieniła się. Szybko założyła na stopę but. Jet przez chwilę stał wpatrując się w nią, ale potem zrobił dwa kroki do tyłu.
-Jest już dwadzieścia po jedenastej. Nie ma sensu nadganiać pociągu- powiedział Artur. –Zabiorę Was do mojego domu i jeszcze dziś zawiadomię Dumbledore’ a, o braku pięciu uczniów.
-Dziękujemy, panie Weasley- powiedziała Mary. Ten skinął głową.
***
 -Gdzie tak właściwie idziemy, panie Weasley?- zapytała zmęczona Mary. Od prawie godziny Artur Weasley prowadził szesnastolatków przez cały Londyn do „jakiegoś tajemniczego miejsca”, jak to ujął.
-Zobaczycie. I proszę mówcie mi Artur- odpowiedział dziarskim tonem rudowłosy. –Jesteśmy już bardzo blisko. Wiecie trzeba ukrywać takie rzeczy przed mugolami. Oni już tacy są: wścibscy. Ale to bardzo inteligentni ludzie. Dla mnie to nie wyobrażalne żeby żyć bez magii. Nieprawdaż?
-Co takiego ukrywać przed mugolami?- spytała szatynka.
-Widzę, że jesteś bardzo ciekawska, Mary- uśmiechnął się pan Weasley. –Ale to nic takiego, też lubię wiedzieć dużo rzeczy. Wtedy czuje się pewniej. Jeżeli jesteście jednak tacy ciekawi to powiem, że zmierzamy do domu państwa Hideki. To Japończycy. Bardzo mili ludzie. Ja, Molly, oraz moi synowie: Bill i Charlie mieszkamy tam razem z nimi. Co prawda Molly ciągle wygłasza mowy o przeprowadzce, która chyba rzeczywiście jest nieunikniona. Pięcioosobowa rodzina to nie jest wcale mało rodzina, o nie- ciągnął Artur.
-Jak to? Przecież pan, pańska żona i dwóch synów to łącznie cztery osoby- przerwała Mary.
-Och, Mary. Proszę cię mów mi Artur, tak samo do Molly mów po imieniu. Czuje się nieswojo, kiedy mówisz do mnie „pan”. Niedawno byłem kawalerem. Mam dwadzieścia sześć lat, nie wyglądam chyba na więcej?- po pytaniu, usłyszał protesty. –A Molly jest w ciąży. Ona bardzo chce mieć córkę, wiesz? A ja sądzę, że tym razem również będzie chłopiec. Wybrałem już nawet imię: Percy. Podoba wam się?- zapytał.
-Bardzo- powiedziała Lily.
-Znalazłem też inne imiona, które mi się podobają. Fred, George i Ronald. A dla córeczki wybraliśmy z Molly imię: Ginerva, w skrócie Ginny. Oryginalne, prawda?
-Tak- powiedziała z uśmiechem Mary.
-No chyba dochodzimy do celu- rzekł z satysfakcją pan Weasley. –Za tym murem znajduje się Świstokilk.
-Nie mogliśmy się teleportować? Po co szliśmy taki kawał?!- pisnęła Agnes.
-Agnes, przeszliśmy się kawałek, dla zdrowia. Bez definicji. Przecież świetnie się bawiliśmy. Dowiedzieliśmy się dużo o sobie, prawda Mary?
-Tak. Dawano się tak dobrze nie bawiłam- skłamała.
-Widzicie! Musicie pomóc mi szukać Świstokliku. To kałamarz- powiedział pan Weasley. Lily spojrzała na Dorcas, a potem zapytała ją: Co to jest Świstoklik? Pan Weasley najwyraźniej usłyszał uwagę, bo od razu się wtrącił.
-Świstoklik  jest to dosyć dziwny przedmiot magiczny, który umożliwia teleportację z miejsca na miejsce każdemu czarodziejowi niezależnie od tego gdzie i kiedy się znajduje. To przedmiot dosyć specyficzny, ponieważ mogą z niego korzystać także niepełnoletni czarodzieje. Są to najczęściej rzeczy, które mugole wezmą po prostu za śmieci i nie podniosą ich. Zaklęciem umożliwiającym zrobienie Świstokliku jest Portus. A więc Świstoklik to dziwny przedmiot, który dzięki zaklęciu Portusa teleportuje niepełnoletnich i pełnoletnich czarodziejów gdzie tylko im się żywnie spodoba- skończył monolog.
-Chodzi o to, że mogliśmy po prostu się teleportować, bez tego całego cyrku. Nie musieliśmy szukać po Londynie Świstokliku, gdyż było by o wiele łatwiej przenieść się w dane miejsce za pomocą zaklęcia. A gdyby zobaczył nas jakiś mugol, po prostu zmodyfikować mu pamięć- powiedziała Dorcas z kwaśną miną. Agnes i Jet przytaknęli.
-Nie narzekajcie. Razem zaraz znajdziemy kałamarz.
Niestety, nie było tak jak przekonywał pan Weasley. Kałamarz jakby rozpłynął się w powietrzu. Artur kilka razy użył zaklęcia przywoływania, ale nie zadziałało. Po pół godzinie, kałamarz znalazł się pod nogą Agnes, która od dłuższego czasu leżała n trawie, zupełnie ignorując poszukiwania. Jedyne co Lily zapamiętała to dziwne uczucie w okolicy pępka. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Autorka jest głodomorkiem, a akurat nie ma Danio w pobliżu. Chcesz ją dokarmić? Napisz komentarz! Wystarczy zwykłe: "przeczytałem" z anonima, a ona już ma dzienne zapotrzebowanie Witaminy K(omentarz).

Theme by Lydia Credits: X, X