29 stycznia 2017

29.2. Furia


Furia rzymski odpowiednik greckiej bogini zemsty, erynii. Wysłuchiwała skarg wnoszonych przez śmiertelników na zabójców i wymierzała sprawiedliwość tam, gdzie nie wymierzyła jej rodzinna wendetta.  Ponieważ nie należało wymawiać jej imienia, nazywano ją również Łaskawą.”

#13
Manchester, lipiec 1974

Cała historia rozpoczęła się w Manchesterze, mieście przemysłowym i mieście potężnym, mieście istotnym dla Anglii i całej Europy, a nadto wszystko – w mieście mugoli. Nie było tu nigdy miejsca ani dla czarodziejów, ani tym bardziej dla ich historii, dlatego też losy May Potter od samego początku skazane zostały na niezwykłość i dziwność.
Przez wiele lat magicznego osadnictwa małe i niezbyt zintegrowane diaspory czarodziejów rozsypały się po całej powierzchni aglomeracji manchesterskiej, ale w zderzeniu z siłą i potęgą miasta okrzykniętego stolicą mugoli, bardzo szybko zostały zepchnięte na margines, a z czasem wyniosły się zupełnie spoza jego granic. Kolejne fale osadników otaczały Manchester, roztaczając wokół niego czarodziejski pierścień, którego oczkiem i centralnym punktem stała się Dolina Godryka. Pomimo znikomej tolerancji manchesterskiego społeczeństwa do magii i czarów, z czasem zaczęto dopuszczać dziwacznych gości zza murów miejskich do środka, a nawet pozwolono na budowę kilku czarodziejskich domostw na peryferiach. Reputacja centrum Manchesteru jako stolicy mugoli pozostała jednak nietknięta, dlatego jeśli miało się szczęście spotkać tam kogoś magicznego, to prawie na pewno był on jedynie przejezdnym.

27 listopada 2016

Sowa


Moje kochane wizzy :*. 
Tak - żyję!!! I nie - nie mam rozdziału XD.
Właściwie to ten post nie ma większego sensu, oprócz tego, że chce powiedzieć wam, że u mnie wszytsko okej, że nie porzuciłam bloga, że mam baaardzo dużo pomysłów na trzecią część i że cały czas pisze 29, ale... No właśnie - ALE:
Zmieniam już po raz czwarty formę nowego rozdziału, bo każda z nich wydaje mi się "sztuczna". Jak sami najlepiej wiecie, wątek "kryminalny" w tej części jest niezwykle zawiły i splata wiele wątków, dlatego niezwykle ciężko jest opisać wszystko tak, żeby faktycznie wyjaśniało, a nie jeszcze bardziej mieszało... Próbowałam już formy pytanie-odpowiedź, ale to było zbyt chaotyczne, próbowałam splotu retrospekcji, ale też cężko było wszystko jakoś przedstawić, potem retrospekcja-przerywnik w sądzie-opowiadanie-retrospekcja, ale to było chyba najbardziej bezładne, dlatego teraz postanowiłam po prostu w trzecioosobowóce to wszystko poprowadzić, a sąd zrobić zupełnie osobno i tak chyba będzie najsensowniej. 
29.2 i 29.3 pojawią się równocześnie, bo w 29.3 też będzie zmieona formuła. Myślę, że teraz będzie już  góki, bo jestem przyzwyczajona do pisania w trzecioosobówce i tak będzie mi najwygodniej... poza tym, wkraczamy w Christmastime, kiedy zawsze mam bardzo dużo energii, czasu, zapąłu i chęci, dlatego też mogę chyba obiecać prawdziwą reaktywację. Co do pozostałych spraw organizacyjnych:
17 września 2016

♦ Trzecie blogodzinki ♦ Wielki Bal Czytelników i Ebigejl ♦ -A(bi) is for the Answers!



WITAMY NA BALU!

Dokładnie trzy lata temu (no dobra, trzy z groszem) Abigail opublikowała na tym blogu Złudzenia i Konsekwencje (które od tamtej pory były poprawiane trzy razy), a w ciągu tych 36 miesięcy napisała ponad 1300 stron wordowskich, ściśniętych w 29 rozdziałach (średnio 43 strony. Hmm).
Z tej okazji zaprasza wszystkich na wielki bal, tak wielki, że może mieć miejsce jedynie w internecie. 





12 września 2016

29.1. Furia

„Furia – rzymski odpowiednik greckiciej bogini zemsty, erynii. Wysłuchiwała skarg wnoszonych przez śmiertelników na zabójców i wymierzała sprawiedliwość tam, gdzie nie wymierzyła jej rodzinna wendetta.  Ponieważ nie należało wymieniać jej imienia, nazywano ją również Łaskawą.”




#1
Dzień przed ROZPRAWĄ, Camberwell, Londyn.
O Maudsleyu, londyńskim szpitalu psychiatrycznym, można było powiedzieć (aczkolwiek bez przekonania), że cieszy się dobrą sławą; nazbyt dobrą, jak na zakład swojego sortymentu. Mieścił się on w wewnętrznej dzielnicy miasta i współpracował z tutejszym uniwersytetem, a na przełomie lat tak wtopił się w architekturę stolicy, tak zaaklimatyzował, i tak nasiąknął jej powietrzem, iż połączyły go z nią względy niemal równie ścisłe, jak West End, Big Ben czy pałac Buckingham. W ciągu dnia przewijały się obok niego miliony mieszkańców, turystów, studentów, pracowników, mugoli i czarodziejów, a większość z nich w ogóle nie zdawała sobie sprawy z tego sprawy, bo nie było to miejsce sławne ani obecne w każdym numerze The Timesa. Chociaż za jego ścianami tkwili najbardziej nieobliczalni ludzie z całych Wysp Brytyjskich, w Maudsleyu stawali się nieszkodliwi jak baranki, słabi i trzymani na kagańcu, a niepodobne, że ich los miałby się odmienić, nie posiadali bowiem ani wzorców ani motywacji, ani nawet energii czerpanej ze straszenia ludzi.  
25 sierpnia 2016

28.2. Zmiany i układy

"Zmiana lo­su choćby jed­ne­go człowieka może zniszczyć świat" 
- Terry Pratchett




Niespodziewana wiadomość o śmierci Finna momentalnie przywróciła Jamesowi jego dawny wigor, gwałtowność i żywotność, niczym kubeł lodowatej wody orzeźwiła go, ocknęła i przerwała niekończący się stan uczuciowego odrętwienia, jednym, gwałtownym zamachem nakazała mu przestać szamotać się w mętnych, odurzających emocjach i wrócić ponownie do wiecznej gotowości i żądzy działania. Zostawił Lily samą bez żadnych dodatkowych ckliwych i niezręcznych słówek, zostawił ją i pognał z Mary, chociaż tym razem przyświecał mu zupełnie inny cel, a jego nietakt uzasadniony został usprawiedliwiającymi motywami. James był tego rodzaju człowiekiem, że niespodziewanie wieści zamiast zwalać go z nóg, obezwładniać i wytrącać wszystkie silne karty, motywowały go do działania, pomagały zapomnieć o ciężkiej przeszłości i powrócić do stałego, intensywnego trybu życia. Lily z kolei reprezentowała ten pierwszy typ – ten, który najpierw musi się pozbierać i wszystko spokojnie przeanalizować, a dopiero potem poczynić odpowiednie kroki.
12 sierpnia 2016

28.1. Zmiany i układy

Poprzednio w HzTL

Mary McDonald snuje wielką, zawiłą intrygę, która kończy się tym, że zmanipulowana Lily sprzedaje Jamesa na piśmie jednej z Piękności, Jessice, a w zamian - oczywiście wtajemniczony w intrygę - Dorian opowiada jej o przeszłości Jamesa, o jego toksycznym związku z Mary i tym, że brał on udział w wypadku pani Chamberlain wskutek którego doznała silnych poparzeń.
Hestia traci pamięć przez uderzenie zaklęciem jednorazowym z medalionu swojej matki. Okazuje się, że wówczas zaszła w ciążę ze swoim chłopakiem, Jaydenem Rasakiem. Równolegle do szkoły przyjechał jej były chłopak, Chase, który pomimo wyraźnej fasynacji Emmeliną, wciąż wierzy w powrót do Hestii.
Isaac i Jo porywają Lily do domu matki Isaaka, półelfki Shelby. Lily staje się zmiennokształtną, czego - zdaniem elfki Luthien - nie można było uniknąć, bo inaczej proces otwarcia i zniszczenia Medalionu Prewettów mógłby zakończyć się dla niej tragicznie. W razie, gdyby zniszczenie medalionu okazało się awykonalne, Lily powinna nauczyć się podstaw animagii, o której lekcję musi prosić Syriusza. 
Do Hogwartu przybywa siostra Emmeliny, Diana, która studiuje kryminologię. Została ona zatrudniona przez redaktora naczelnego Proroka Codziennego do odkrycia zabójcy Calliope Meadowes, po tym jak odkryła, kto stał za aferą Związku Quidditcha w latach 50.
Marlena zostaje zmuszona przez matkę do rozglądania się za bogatym kandydatem na męża, z kolei jej bliska kuzynka, Alicja Rowle, zmaga się z nieprzychylną opinią swojej rodziny, co do jej wybranka, Franka Longbottoma. Jakby tego było mało, wiele lat temu rodzina Rowle zawarła intercyzę z rodziną Travers (Mason), obiecując rękę Allie Alexandrowi Masonowi. Marley postanawia więc kryć parę, udając dziewczynę Franka. Dzięki temu wpada w towarzystwo tej pary i poznaje młodszą siostrę Alexandra, lesbijkę Natashę 
Dedykacja dla Lady U.P.Z.K.C.N.

"Zmiana lo­su choćby jed­ne­go człowieka może zniszczyć świat" 
- Terry Pratchett

Bonnet Casino w Calais, Francja
Nick McDonald zawsze czuł sentyment do Francji. Chociaż on, jego cztery siostry, rodzice, dziadkowie i być może jeszcze pradziadkowie przyszli na świat w Paryżu, uczyli się indywidualnie, wzgardzając Hogwartem, a na wakacje zamiast do Kornwalii woleli wybrać się nad Lazurowe Wybrzeże – to jednak rodzina McDonaldów była niezwykle dumna ze swoich brytyjskich korzeni, nie odpuszczała dzieciom nauki angielskiego, a domowa biblioteka zapełniona została dziełami jedynie anglosaskich uczonych. McDonaldowie przejęli tradycje, obejście i mentalność Francuzów – jadali jak oni, bawili się jak oni, żyli i prowadzili się jak oni – ale jednak duchem pozostawali wierni Wielkiej Brytanii, uwielbiali w nudne popołudnia rozwodzić się nad paryskimi nieudogodnieniami i francuskim pospólstwem, często też zapowiadali swój rychły powrót w rodzime strony.
Nick nigdy taki nie był. Zawsze czuł się o wiele bardziej Francuzem niż Brytyjczykiem, o wiele bardziej Paryżaninem niż Kornwalijczykiem czy Brightończykiem – i, dokładnie przeciwnie, podczas pustych, monotonnych dni w Ministerstwie wyobrażał sobie czasy upragnionej emerytury i powrotu do francuskich wygód i obyczajów. Logiczne więc było, że kiedy został wypędzony z kraju, miasta i pracy, kiedy zaczął obawiać się o swoją własną niezmąconą, sielankową przyszłość i musiał natychmiast wynieść się gdzieś na trochę; wybrał Francję.
27 lipca 2016

27.2. Huncwockie Gody

„Żyli w dwóch odmiennych światach, ale podczas gdy on chwytał się rozpaczliwie wszystkich możliwych sposobów, aby zmniejszyć dzielący ich dystans, ona nie zrobiła niczego, co nie prowadziłoby w kierunku wprost przeciwnym. Upłynęło wiele czasu, zanim odważył się pomyśleć, iż owa obojętność nie była niczym innym jak pancerzem przed strachem.”
- Gabriel García Márquez, Miłość w czasach zarazy
9.
Piątek.
Już po raz czwarty, bo od wtorku i co za tym idzie od znacznego ocieplenia się relacji Remusa i Bree, ci dwoje zawsze towarzyszyli sobie podczas śniadań i zgadzali się co do tego, że cudownie byłoby, gdyby ten zwyczaj stał się ich tradycją do końca Hogwartu. Obydwoje jadali z rana to samo – słodziutkie croissanty z marmoladą maczane w pachnącej gorącej czekoladzie; a jeśli podobne nawyki u Bree można usprawiedliwić francuskim pochodzeniem, to Remus po prostu przepadał za słodyczami i z wielką przyjemnością zapomniał o brytyjskich smażonych jajkach i gorzkim dżemie ze skórek pomarańczy.
Layout by Yassmine